Nowy numer 33/2020 Archiwum

Krew leje się już dziś

Wymagało wielkiej odwagi, by świadomie i jawnie opowiedzieć się za Polską...

Dziwnych i wstrząsających przemian doznać musieli moi rodacy mazurscy w latach od 1914 do 1920 r. Jeszcze krótko przed wojną światową dużo opowiadano, przede wszystkim na wioskach, o znakach i cudach, które objawiły się na niebie. Niektórzy chcieli widzieć pod szarym niebem, wśród piętrzących się ciemnych zwałów chmur, ognisty miecz, który z wolna posuwał się nad krainą mazurską. Inni znów widzieli ognisty krzyż, który chwilę trwał na niebie i nagle znikał. Na pewnej górze powiatu nidzickiego czasami słyszeć się miało o północy rżenie koni, brzęk uzbrojonych rycerzy, ostre rozkazy i jęk okutych w kajdany jeńców. Opowiadano starą przepowiednię o wielkim cesarzu z krótką i suchą ręką, któremu pozostał tylko mały pod lipą kawałek ziemi. O tym wszystkim i innych rzeczach ciągle słyszałem. Słyszałem, jak niejeden starzec o siwych włosach i niejedna staruszka opowiadali powieści, którym z wielkim skupieniem przysłuchiwali się młodzi i starzy. Przewidywano ciężkie czasy w najbliższej przyszłości. A te ciężkie czasy rzuciły się jak nieszczęsna powódź na mazurską krainę. (...) Widziało się zwały gruzu, na którym cuchnące zwłoki bydła i gnijące ciała ludzkie zapowietrzały osławione powietrze krainy jezior i lasów” – pisał we wspomnieniach Fryderyk Leyk, który już w pierwszych dniach I wojny światowej został przydzielony do pułku piechoty nr 167.

Będzie plebiscyt

Gdy wojna dobiegła końca, odbyła się konferencja pokojowa w Paryżu. Wzięła w niej udział reprezentacja Rzeczypospolitej – Komitet Narodowy Polski. 29 stycznia 1919 r. Roman Dmowski przedstawił stanowisko w sprawie ziem północnych, w tym Warmii i Mazur. W marcu do Paryża udała się również delegacja działaczy zaangażowanych w sprawę włączenia Mazur do Rzeczypospolitej w składzie: Adam i Józef Zapatkowie, Zenon Lewandowski i Bogumił Linka. Początkowo komisja do spraw polskich powołana na konferencji w Paryżu uwzględniła linię Dmowskiego, czyli wyznaczała granicę Polski obejmującą południową część Warmii i Mazur.

– Ale po naciskach brytyjskich komisja zmieniła stanowisko i ostatecznie na mocy traktatu wersalskiego, podpisanego 28 czerwca 1919 r., o losach Warmii, Mazur i Powiśla miał zdecydować plebiscyt – wyjaśnia dr Jerzy Kiełbik, dyrektor Instytutu Północnego im. Wojciecha Kętrzyńskiego w Olsztynie. Na Warmii plebiscyt obejmował powiat olsztyński i reszelski, na Mazurach zaś ostródzki, nidzicki, szczycieński, mrągowski, giżycki, piski, ełcki i olecki. O zasadach jego przeprowadzenia miała zdecydować Komisja Międzysojusznicza powołana przez Ligę Narodów, która w lutym 1920 r. przejęła władzę w części Prus Wschodnich objętych głosowaniem. W połowie kwietnia 1920 r. ogłoszono szczegółowy regulamin plebiscytu, a jego termin wyznaczono na 11 lipca. Toteż Niemcy mieli przeszło rok na intensywne działania i przygotowania do wyborów, od zawarcia pokoju aż do ratyfikacji traktatu pokojowego. Jedną z metod było zastraszanie osób działających na rzecz przyłączenia tych terenów do Polski...

Jak szalone wilki

Jedną z akcji niemieckich bojówek, która miała miejsce w Szczytnie 21 stycznia 1920 r., opisał we wspomnieniach Fryderyk Leyk. Był to dzień targowy. Do miasta przyjechało kilka tysięcy osób z okolicznych wiosek.

„Targowano i handlowano z przewagą języka polskiego. Więcej było polskich, aniżeli niemieckich słów” – wspominał. Do polskiej kawiarni Germania przyszło czterdziestu Mazurów. „Ledwo zaczęło się zebranie, zjawiła się policja, skonfiskowała dokumenty i odeszła. Skoro policja znikła, wtargnęła do sali na umówione hasło banda bojówkarzy. Uzbrojeni byli w kije, pałki, noże i różnego rodzaju sprzęty żelazne. Z rykiem: »Zdrajcy ojczyzny, raus nach Warschau« rzucili się na bezbronnych i zaskoczonych Mazurów i zaczęli ich bić. Jak szalone wilki, z krzykami typu polskie psy, podłe świnie itp., łamali krzesła i inne meble, tłukli okna i bestwili się nad obecnymi w sali Mazurami, którzy wobec przewagi bojówkarzy rzucili się do ucieczki przez okna i drzwi. Nie był to jeszcze koniec” – relacjonował Leyk.

Przyłapali przed domem redakcji polskiej gazety „Mazur” Bogumiła Linkę. Z krzykiem: „Ty polski psie, w Paryżu byłeś, sprzedawałeś Mazury Polsce, koniec z tobą, zdrajco!” rzuciła się na niego kilkuosobowa banda. „Zaczęła go bić żelaznymi narzędziami, kijami i kopać nogami, aż stracił przytomność. Leżącego na ziemi, z ciężkimi ranami, krwawiącego, pozostawili na miejscu zadowoleni z dokonanego tak haniebnego, w oczach niemieckich jednak bohaterskiego, czynu. Ze słowami: »Ma teraz dosyć« – odeszli, by znaleźć kolejną ofiarę” – pisał Leyk. Bogumiła Linkę odwieziono do szpitala w Olsztynie, gdzie po kilku tygodniach zmarł. Lekarze niemieccy stwierdzili, że zmarł na raka żołądka.

Wymagało odwagi

Bojówkarze pobili wiele osób, a w oknie księgarni Zedlera wywiesili długi spis nazwisk Mazurów Polaków opowiadających się za oderwaniem tych terenów od Niemiec.

„Po tych zajściach, widzianych przez tysiące spośród ludności mazurskiej, w tym dniu nagle znikł na rynku ojczysty język Mazurów” – wspominał Leyk i podkreślał, że niemieccy historycy plebiscytu twierdzili, iż mieszkańcy Warmii i Mazur mogli swobodnie wyrażać wolę w sprawie przynależności państwowej. Zaprzeczali stanowczo, jakoby terroryzowano ludność. Sprawcy pobić zostali uniewinnieni z powodu braku dowodów. „Podczas plebiscytu Lorenc, Trac, Kłos, Gawlik, ich żony i członkowie rodzin musieli oddać głosy przeciwko Polsce. Gdyby głosowali zgodnie z sumieniem, kto wie, czy nie czekałaby ich niechybna śmierć. A ile podobnych wypadków było na całym terenie plebiscytowym?” – zastanawiał się Fryderyk Leyk.

– Uspokojenie sytuacji nastąpiło, gdy na te tereny przybyły wojska włoskie, francuskie i angielskie, które miały pilnować porządku. Ale w miarę spokojnie było tam, gdzie to wojsko stacjonowało. Zdarzały się ataki na Dom Polski w Olsztynie, który nie bez powodów otoczony był drutem kolczastym. Ale w innych miejscach bojówki dokonywały ataków na osoby, które próbowały agitować na rzecz Polski – wyjaśnia dr Jerzy Kiełbik. 11 lipca 1920 r. odbył się plebiscyt. – Głosowanie wymagało odwagi. Ono nie wyglądało tak, jak dziś to widzimy. Nie szło się za kotarę, głosowanie nie było tajne – wyjaśnia dr Kiełbik. Trzeba było pobrać kartę „Polen – Polska” lub w zależności od lokalizacji głosowania „Wes- preussen – Deutschland” bądź „Prusy Wschodnie/Ostpreussen”.

– To wymagało wielkiej odwagi, by świadomie i jawnie opowiedzieć się za Polską – dodaje. Na osiem powiatów mazurskich za przyłączeniem do Niemiec oddało głos 279 729 osób, za Polską opowiedziało się 1978 osób. Na Warmii (dwa powiaty) było to odpowiednio 83 480 głosów przeciwko 7002 głosom. 40 708 Mazurów i 12 408 Warmiaków wstrzymało się od głosowania. Jeszcze przed głosowaniem, 7 lipca 1920 r., działacze Mazurskiego Związku Ludowego w Szczytnie uchwalili rezolucję: „Plebiscyt, ustalony na dzień 11 lipca br., nie jest plebiscytem, ale komedią i farsą. Całe Mazowsze znajduje się pod terrorem niemieckich band. Polskie rozbijają organizowane bandy niemieckie i nie dopuszczają mówców do głosu. Krew leje się już dziś. Grozi się tym, którzy głosować będą za Polską, pobiciem, powieszeniem i spaleniem zagród. Dla zastraszonej ludności staje się niemożliwe oddanie głosu za Polską. (...) Czujący się Polakami Mazurzy udziału w głosowaniu nie będą brali” – napisano.

Dramat wojny

Działania I wojny światowej na Warmii i Mazurach przyniosły wielkie zniszczenia. – Już pierwszy etap walk wojsk niemieckich z Rosjanami, nazwany bitwą pod Tannenbergiem, potwierdził starą prawdę o wojnie, że przynosi ona grabież i zniszczenie. Opowiadano o taborach wozów i wagonów wypełnionych przez Rosjan dobrami. Liczbę uciekinierów z obszarów objętych walkami szacuje się na 200–300 tys. – mówi dr Sławomir Mierzyński z Muzeum Warmii i Mazur.

Dlatego cesarz obiecał pomoc rządu. Rejencja i miasto Kolonia zaopiekowały się rejonem Nidzicy, Berlin-Charlottenburg – Działdowem, Berlin-Wilmersdorf i Wiedeń – Szczytnem, rejencja opolska – Węgorzewem, rejencja Minden – Ostródą, Frankfurt nad Menem – Giżyckiem. Czy odbudowa wsparta przez państwo niemieckie wzbudziła na późniejszym terenie plebiscytowym poczucie wdzięczności i wzajemności? Ostatecznie połączyła los Warmiaków i Mazurów z Niemcami?

– Ta wojna i wielkie bitwy toczone w regionie objętym później plebiscytem miały wpływ na wynik głosowania. Koszmar ucieczek, wielka wygrana, odbudowa ze zniszczeń i wojennej biedy były umiejętnie podsycane przez propagandę. Ponad różnicami językowymi, na podłożu niedawnych przeżyć historycznych, powstała jedność Prus z Niemcami. Dramat wojny dał przyczynek do powstania wspólnoty – uważa dr Mierzyński. Trzeba pamiętać o tym, że w okresie plebiscytowym trwała ofensywa wojsk sowieckich w Polsce. Niemcy drukowali kartki z informacją: „Bolszewicy pod Warszawą”. Mieszkańcy regionu dobrze pamiętali tragedię wojny, a niepodległość Polski była zagrożona.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama