Nowy numer 44/2020 Archiwum

Tuż przed wybuchem

Osoby przebywające na zewnątrz były pewne, że nikt nie przeżył tak strasznej eksplozji...

Niecałe 10 km na wschód od Kętrzyna. Wilczy Szaniec, kwatera dowodzenia Adolfa Hitlera. Słoneczny poranek 20 lipca 1944 roku. Rytm życia w kwaterze nie odbiegał od codzienności. W tym czasie, o 6.00 z Berlina płk Claus von Stauffenberg wyruszył na lotnisko Rangsdorf, skąd zabrał go samolot, który obrał kurs na Prusy Wschodnie. Claus miał przy sobie czarną aktówkę. Miał omówić użycie wojsk rezerwowych na froncie wschodnim. Stauffenberg wtedy jeszcze nie wiedział, że narada z führerem, która miała się rozpocząć o 13.00, odbędzie się pół godziny wcześniej, bowiem po południu Adolf Hitler będzie gościć Benito Mussoliniego. Jeszcze tego samego dnia miało okazać się, że te pół godziny zmieni wszystko.

Dwie teczki

Dopiero podczas odprawy płk Claus von Stauffenberg dowiedział się, że narada z udziałem Adolfa Hitlera, która ma miejsce w baraku nr 3, została przyspieszona. – Nikt wówczas nie zauważył pewnej nerwowości w poczynaniach pułkownika. A on zdał sobie sprawę z faktu, że może nie zdążyć – opowiada przewodnik Wojciech Kozioł. Stauffenberg robił wszystko, by na czas uzbroić dwie bomby skrywane w aktówce. – Był inwalidą, gdyż w 1943 r. został ciężko ranny podczas walk w Afryce. Stracił dłoń prawej ręki, dwa palce u lewej oraz oko. Bomby miały zapalniki chemiczne, trzeba je złożyć, a do tego potrzebny jest czas. Mówi się, że ok. 22 minut na uzbrojenie jednej bomby. Już podczas odprawy zdał sobie sprawę z faktu, że tego czasu mu brakuje – wyjaśnia przewodnik.

W rozmowie z adiutantem szefa sztabu feldmarszałka Wilhelma Keitla poprosił go o to, aby umożliwił mu odświeżenie się po podróży i udostępnił jakieś pomieszczenie. – Zabrakło mu czasu na uzbrojenie obydwu ładunków. Sądził jednak, że w chwili wybuchu nastąpi reakcja łańcuchowa, a nieuzbrojony ładunek eksploduje pod wpływem zdetonowanego. Uzbrojony schował do swojej teczki Stauffenberg, nieuzbrojony – jego adiutant porucznik Haeften.

Kilka zadrapań

– O 12.32 Stauffenberg wszedł do sali narad, prosząc o miejsce w pobliżu Hitlera, tłumacząc się własnym kalectwem i chęcią bycia bliżej führera podczas wygłaszania referatu – opisuje Wojciech Kozioł. Teczkę postawił po wewnętrznej stronie podstawy stołu. Po chwili powiedział do płk. Heinza Brandta, że jest zmuszony opuścić barak, gdyż musi pilnie zatelefonować do Berlina. Pozostawił swoje rzeczy i uciekł do wartowni wschodniej, skąd miał się udać na lotnisko w Wilamowie, a stamtąd odlecieć do Berlina – mówi przewodnik.

W tym czasie płk Brandt przestawił teczkę na zewnętrzną stronę stołu. O 12.42 nastąpiła eksplozja. Sala zamieniła się w dymiące gruzowisko. Osoby przebywające na zewnątrz były pewne, że nikt nie przeżył tak strasznej eksplozji. W tym czasie spiskowcy pojechali na lotnisko, skąd odlecieli do Berlina. Nie wiedzieli, że zamach się nie udał. Na miejscu zginęli płk Brandt, gen. Korten, gen. Schmundt i stenograf Berger. Ranni zostali: gen. Bodenschatz, płk sztabu Borgmann i kontradmirał Puttkamer. Keitel biegał jak oszalały, krzycząc i szukając Hitlera. Okazało się, że oprócz chwilowego ogłuszenia, siniaków, poparzeń i zadrapań führerowi nic poważnego się nie stało.

– Hitler oczywiście miał się świetnie. Był tylko lekko ranny. Miał opalone włosy, postrzępione ubranie. W tym samym dniu o 16.00 spotykał się w Wilczym Szańcu z Mussolinim – mówi pan Wojciech. Pucz trwał kilkanaście godzin. W sumie Hitler po spisku kazał zabić ponad 5 tys. osób.

Cofnąć się w czasie

Operacja Walkiria to jeden z najgłośniejszych zamachów na Adolfa Hitlera. Turyści odwiedzający Wilczy Szaniec mogą zobaczyć nową ekspozycję historyczną związaną z tym wydarzeniem. W dawnym schronie szefa sztabu Keitla zrekonstruowano wnętrze baraku narad, w którym 20 lipca 1944 r. płk. Stauffenberg dokonał próby zabicia führera.

– To jest przestrzeń sali narad. Dołożyliśmy wielu starań, by odtworzyć wiernie jej wygląd tuż przed wybuchem bomby. Wielki dębowy stół, teczka z „ładunkiem wybuchowym”, stare mapy, meble i przedmioty użytkowe z tamtego okresu pozwalają turystom cofnąć się w czasie o ponad 75 lat i znaleźć w centrum wydarzenia historycznego, które mogło zmienić losy wojennego świata i wielu milionów niewinnych ludzi – mówi Sebastian Trapik z Ośrodka Edukacji Historyczno-Przyrodniczej „Wilczy Szaniec” Nadleśnictwa Srokowo.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama