GN 39/2020 Archiwum

Czuję drżenie serca

Kiedy cztery lata temu proboszcz ogłosił pierwszą edycję tego wydarzenia, pani Stanisława pierwsza się zapisała, tak pragnęła pójść do Matki.

Za nimi wiele tygodni niepewności – czy zmieni się sytuacja i będzie można pójść większą grupą do Matki Bożej do Gietrzwałdu? Mimo to nikt nawet nie myślał o tym, żeby przerwać przygotowania do drogi. Plakaty, ogłoszenia w kościele i modlitwa o to, by pandemia nie przeszkodziła w wyruszeniu na pielgrzymi szlak. – Kiedy zobaczyliśmy plakat, od razu pomyśleliśmy: „Idziemy!”. Przecież mamy tak wiele intencji – uśmiechają się Katarzyna i Arkadiusz. W sumie w 4. pielgrzymce z Lidzbarka do sanktuarium maryjnego w Gietrzwałdzie wyruszyło 40 osób. Każdy szedł ze swoją intencją, z nadziejami i myślami, kierując je ku Maryi, która w Gietrzwałdzie obiecała podczas objawień: „Nie smućcie się, Ja zawsze będę z wami”.

Kilka kilometrów w ciszy

Kiedy wyruszali po Mszy św., ks. Roman Chudzik, proboszcz parafii Świętych Piotra i Pawła w Lidzbarku Warmińskim, poprosił, by nieśli ze sobą zwłaszcza dziękczynienie za łaskę zdrowia. Bo mimo że stan pandemii utrzymuje się od miesięcy, w mieście i okolicach zachorowań nie ma. – I to dziękczynienie towarzyszy naszym modlitwom – mówi przewodnik pielgrzymki ks. Marek Witkowski, dyrektor Domu Formacyjnego św. Wojciecha w Mikoszewie. Pielgrzymi niosą ze sobą wiele intencji – za najbliższych, sąsiadów i kapłanów. – Są one często skrywane głęboko w sercu. Niosą je do Matki Bożej, tej, która mówiła, byśmy z gorliwością codziennie odmawiali Różaniec – podkreśla kapłan. Dlatego nauk w czasie drogi zbyt wiele nie ma, natomiast trzeba zmówić wszystkie tajemnice Różańca, Koronkę do Bożego Miłosierdzia, przejść parę kilometrów w ciszy. – Może tylko parę krótkich komentarzy. Dzisiaj akurat, ze względu na wspomnienie św. Ignacego Loyoli, zwracałem uwagę na to, że miraże ziemskie dają radość, ale gdy się kończą, pozostawiają pustkę i tylko oparcie się na Panu Bogu daje poczucie pewności i radości, bo swoje życie zawierzamy Jemu – wyjaśnia ks. Marek. Pielgrzymowanie daje mu poczucie, że człowiek jest nieustannie w drodze. – Życie to droga, która prowadzi nas do nieba i o tym celu powinniśmy nieustannie pamiętać – dodaje.

Jezus puka

– Czekaliśmy, jak będzie. Na początku patrzyliśmy, czy restrykcje zostaną zniesione. Później, czy nie będzie nowych – wspomina organizatorka pielgrzymki Izabela Borowa. – Dziś idziemy i cieszymy się, że Matka Boża nas wzywa, że możemy nieść nasze sprawy, prosić o zażegnanie epidemii, o trzeźwość narodu, modlić się w intencjach rodzin – wymienia. – Kiedy cztery lata temu proboszcz ogłosił, że będzie taka pielgrzymka, pierwsza się zapisałam, tak pragnęłam pójść do Matki – opowiada pani Stanisława. – Co roku mam tę potrzebę, zawsze wiele intencji. Dziś szczególnie modlę się za ludzi, którzy dopuścili się profanacji w Warszawie. To mnie bardzo boli, więc idę do Matki. Bo kto przytuli dziecko, jeśli nie Matka? Ona wszystkie nasze bolączki przyjmuje – podkreśla. Dla pana Marka droga do Gietrzwałdu to czas zjednoczenia z Bogiem i Maryją. – Kiedy idę polną drogą, myślę o bliskości Boga. Widzę drzwi mojego serca – Jezus do nich puka, ale klamka jest jedynie z mojej strony. I idąc, mam poczucie, że otwieram Bogu te drzwi i zapraszam Go do siebie. A kiedy widzę już wieżę kościoła w Gietrzwałdzie, czuję drżenie serca, bo docieram do Matki Bożej, by powierzyć jej swoje sprawy i pragnienia – mówi pan Marek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama