GN 39/2020 Archiwum

Wolność we wspólnocie

– Najbardziej cieszymy się, kiedy dziewczyna opuszcza nasz dom wolna od nałogu, a jeszcze bardziej – gdy po pewnym czasie, kontaktując się z nami lub przyjeżdżając, mówi, że nie wróciła do nałogu, założyła szczęśliwą rodzinę i żyje blisko Boga – mówi s. Letycja Krusińka CSC.

Człowiek uzależniony potrzebuje drugiego człowieka, by móc doświadczyć wolności od nałogu. Ten trud towarzyszenia podejmują siostry katarzynki, prowadząc dom dla uzależnionych dziewcząt w Siemkach. Zakonnice swoją misję nazwały „Razem łatwiej”. – We wspólnocie, dzięki drugiemu człowiekowi, łatwiej poznajemy prawdę o sobie i, mając ten sam problem, łatwiej jest nam się z nim zmagać. Będąc blisko Boga, powierzając Mu wszelkie uzależnienia, grzechy, lęki, jest łatwiej. Razem z Nim jest łatwiej. Stąd nazwa naszej wspólnoty – tłumaczy s. Letycja.

Obudzić wolność

Dom w Siemkach przeznaczony jest dla dziewcząt uzależnionych głównie od narkotyków i alkoholu w wieku 18–35 lat. – Brak sensu życia prowadzi do różnego rodzaju uzależnień, dlatego zadaniem naszej wspólnoty jest pomoc dziewczętom w odnalezieniu tego sensu, a poprzez to wyjście z nałogów. Najbardziej pomocne w tym jest przybliżanie im Pana Boga – opowiada s. Letycja. W domu może mieszkać 10 dziewcząt. – Założeniem terapii jest długoterminowy pobyt u nas – ok. 2 lat, choć każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie. Zwykle w naszym domu przebywają dwie, trzy, cztery osoby, czasami więcej. Zdarza się, że ktoś jest kilka dni, tygodni. Nikt nikogo nie zatrzymuje tu na siłę – mówi s. Faustyna Szlendak CSC. Zaznacza, że życie w ich wspólnocie wymaga wielu wyrzeczeń. – Nie korzystamy z internetu i telefonów komórkowych. Dziewczęta odstawiają papierosy, a programy telewizyjne, oprócz wiadomości, oglądają okazjonalnie – wylicza.

– Stąd też spotykamy się z niezrozumieniem ze strony otoczenia. Zdarza się, że niektórzy łamią zasady, np. udostępniając telefony. Spotykamy się też z niedocenianiem przez otoczenie ważności i sensu prowadzenia domu z uwagi na małą liczbę osób leczących się tutaj – wylicza s. Faustyna. Dziewczęta dzień zaczynają o godz. 6. W planie są codzienne sprawy, takie jak porządki, gotowanie, praca w ogrodzie. Nie brakuje zajęć terapeutycznych, ćwiczeń, czytania Pisma Świętego, książek i różnych zajęć integracyjnych. – Zimą robią ozdoby i kartki świąteczne. Organizują ogniska z pieczeniem kiełbasek. Zdarza się nam zorganizować kilkudniowy wyjazd nad morze lub w góry, a dzięki życzliwości właścicieli pensjonatów pobyt i wyżywienie mamy bezpłatne – opowiada s. Faustyna.

Wyjść z bagna

Nie brakuje, oczywiście, codziennej Eucharystii. – Wprawdzie nie od razu wszystkie dziewczęta w niej uczestniczą, niektórym potrzeba bardzo dużo czasu, aby do tego dojrzały, ale zdarza się, że dziewczyna dopiero po opuszczeniu wspólnoty dostrzega wartość Eucharystii. Albo i nie – mówi s. Faustyna. Wieczorem przychodzi czas na autorefleksję. – Dziewczęta analizują uczucia, jakie towarzyszyły im tego dnia. Po kolacji, półgodzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu i Różańcu dzielą się refleksjami – mówi s. Faustyna. Siostry działają tu dzięki ofiarom ludzi.

– Jesteśmy specjalistkami terapii uzależnień i same prowadzimy dom. Psychoterapeuci z różnych poradni profilaktyki i terapii uzależnień rekomendują go swoim pacjentom. Czasami korzystamy z porad u życzliwych lekarzy specjalistów. Dzięki wsparciu i zaproszeniom wielu księży proboszczów możemy w danej parafii opowiedzieć o naszej wspólnocie, zaznaczając, że dom nasz funkcjonuje głównie dzięki wsparciu modlitewnemu i finansowemu ludzi, czasami firm – opowiada s. Faustyna. Prowadzenie tej wspólnoty wpisuje się w charyzmat bł. Reginy Protmann, polegający na trosce o chorych i wychowaniu dziewcząt.

– Dzięki dziewczętom, poznaniu ich często skomplikowanego, trudnego życia lepiej rozumiem to, dlaczego wpadły w uzależnienia. Widząc ich walkę z własnymi słabościami, staram się być lepsza i walczyć o świętość życia – mówi s. Letycja. – Znając historie życia przebywających u nas i widząc, jak Pan Bóg powoli wydobywa je z bagna duchowego, w którym tkwiły, utwierdzam się coraz mocniej w przekonaniu, że u Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Wzrasta moje zaufanie Bogu i wiara w Jego moc – tłumaczy s. Faustyna. – To motywuje mnie do radykalnego życia według Ewangelii i zadawania sobie ciągle pytania, czy we wszystkim pełnię wolę Boga i całkowicie Mu ufam – dodaje s. Letycja.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama