GN 39/2020 Archiwum

Widzę, jak się rozwijam

To idealne miejsce dla wszystkich, którzy wymagają od życia czegoś więcej niż jedynie spokoju i wygody.

Najczęściej kieruje nimi potrzeba służenia, czasem są to marzenia z dzieciństwa, chęć sprawdzenia siebie. Kiedy po szkoleniu przychodzi czas przysięgi, stają na placu i wypowiadają słowa: „Ja, żołnierz Wojska Polskiego, przysięgam służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, bronić jej niepodległości i granic. Stać na straży Konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego, sztandaru wojskowego bronić.

Za sprawę mojej ojczyzny w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić. Tak mi dopomóż Bóg”. I choć na co dzień pracują, studiują, a nawet są wykładowcami na uniwersytecie, gotowi są w każdej chwili włożyć mundur i wypełnić każdy przychodzący rozkaz. Wojska Obrony Terytorialnej, tzw. terytorialsi, czyli najmłodsza formacja Wojska Polskiego, w naszym województwie zgrupowani są w 4 Warmińsko-Mazurskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej im. kpt. Gracjana Klaudiusza Froga ps. Szczerbiec, do której należy już prawie 2,5 tys. żołnierzy. Po 16-dniowym szkoleniu w Braniewie, które prowadzili m.in. weterani z Afganistanu i Iraku – przysięga, później służba. – Skończyłem studia w Kanadzie, później jeździłem po świecie. Po powrocie do Polski zacząłem pracę na uniwersytecie. Jednak doszedłem do wniosku, że nie mogę teraz przez najbliższe lata jedynie prowadzić wykładów – mówi szer. Andrzej Rzeszutek.

– Dowiedziałem się o specyfice wojsk terytorialnych. Stwierdziłem, że muszę zrobić kolejny krok, wstąpić do wojska. W tej formacji mogę pogodzić obowiązki pracy ze służbą. To idealne miejsce dla wszystkich, którzy wymagają od życia czegoś więcej niż jedynie spokoju i wygody – uważa. Od dwóch lat w brygadzie służy st. szer. Maciej Pasturski. – Studiuję i pomagam mamie w prowadzeniu agroturystyki. Moje dziecięce marzenie – być żołnierzem. Zawsze mundur przykuwał moją uwagę – uśmiecha się Maciej. Dziś jest już instruktorem kompanii. – Służba tu jest po trosze spełnieniem dziecięcych marzeń, ale przede wszystkim możliwością realizacji siebie. Widzę, jak się rozwijam, jak nabywam kolejne umiejętności. Wiele wyzwań, czasem trudne zadania do wykonania, ale to daje poczucie, że jestem potrzebny, że mogę pomagać innym i służyć ojczyźnie – podkreśla.

Szczególnie dziś widać, jak Wojska Obrony Terytorialnej są potrzebne w Polsce. Powodzie, pożary przestrzenne, poszukiwania zaginionych osób, klęski żywiołowe czy obowiązujący stan pandemii... W wielu miejscach widać ludzi w mundurach, którzy bezinteresownie pomagają, inicjują wiele akcji. Tu szczególnie wyróżniają się terytorialsi. – Ten najmłodszy rodzaj sił zbrojnych jako pierwszy po ogłoszeniu pandemii zaangażował się we wsparcie osób potrzebujących, samorządów, opieki medycznej i wielu innych instytucji – podkreśla płk Mirosław Bryś, dowódca 4 Warmińsko-Mazurskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Namioty z polowymi izbami przyjęć przy szpitalach, pomiar temperatury czy pobieranie wymazów na zlecenie sanepidu – to tylko nieliczne obowiązki. Przewożenie żywności, opieka nad kombatantami, pomoc osobom starszym, samotnym...

– Starsi podkreślają, że bez naszego wsparcia trudno byłoby im przetrwać czas odosobnienia – podkreśla dowódca. Jedno jest pewne – dziś wojsko to formacja, która cieszy się jednym z największych poziomów zaufania społecznego. – Nasze motto brzmi: „Zawsze gotowi, zawsze blisko!”. Jesteśmy wszędzie tam, gdzie jesteśmy potrzebni. Czas pandemii pokazał, że to jest fakt. Wspieramy lokalną społeczność, mieszkamy tu, jesteśmy rozpoznawalni, jesteśmy blisko – mówi ppłk Łukasz Buczkowski, dowódca 45 Batalionu Lekkiej Piechoty w Olsztynie, i zachęca do wstąpienia w szeregi WOT poprzez zgłoszenie się do właściwej wojskowej komendy uzupełnień.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama