Nowy numer 31/2022 Archiwum

Cóż więcej trzeba?

Wakacje powoli się kończą, ale dla wielu to była chyba pierwsza taka okazja, by przez dłuższy czas pobyć razem.

Każdego roku parafia św. Jana Apostoła i Ewangelisty w Bartoszycach organizowała kolonie. W tym roku trzeba było zrezygnować z wyjazdu. – A w nas smutek, że jak to tak, żeby nic nie było... Zaczęliśmy rozmawiać z ekipą, która co roku pomaga w zorganizowaniu kolonii – opowiada ks. Józef Fiszer.

– I zrodził się pomysł, żeby zrobić półkolonie w Bartoszycach. Wiele dzieci nie wyjechało, spędzają czas w rodzinnym mieście. Trzeba zorganizować im atrakcje! – dodaje Justyna Monkiewicz. Jeszcze kilka spotkań, wymiana propozycji i Wakacje z Farą nabrały kształtów. – Żeby dzieci miały okazję spędzić czas z rówieśnikami – uśmiecha się ks. Józef. Kiedy tylko pojawiły się pierwsze ogłoszenia, od razu znalazła się liczna grupa chętnych dzieci.

– Bez zastanowienia zapisałam się na te spotkania. Bo przebywanie tak długo w domu to nuda. Bo cóż można wymyślić nowego? Siedzi się, nie można nigdzie jechać. Jest pragnienie spotkania z innymi. A dziś mogę zobaczyć się ze znajomymi, porozmawiać, wspólnie coś zrobić – zapewnia Karolina. Atrakcji było wiele. Pierwszego dnia uczestnicy mieli okazję utrwalić sobie historię rodzinnego miasta. Poznawali miejsca związane z najważniejszymi wydarzeniami, najstarsze zabytki, dowiedzieli się, dlaczego w herbie miasta znajduje się topór. I choć niektórzy żyją w Bartoszycach już od ponad dekady, byli zdziwieni, że ich rodzinna miejscowość liczy już prawie 700 lat. Zanim wyruszyli, wzięli udział w szkoleniu z udzielania pierwszej pomocy. Pod okiem ratownika dzieci na fantomach ćwiczyły przywracanie oddechu i masaż serca. – Drugiego dnia poznawaliśmy miejscowość Wyrwilty, gdzie są ludowi artyści. Później odwiedziliśmy: Szczurkowo, Ostre Bardo, gdzie jest cerkiew, Stopki. Tu mieliśmy spływ katamaranem po Łynie. Trzeciego dnia skupiliśmy się na postaci sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego. Poszliśmy do Stoczka Klasztornego, gdzie był więziony Prymas Tysiąclecia – wymienia duszpasterz.

Podkreśla, że mając tak blisko miejsce związane z kard. Wyszyńskim, warto nawiedzać sanktuarium w Stoczku Klasztornym i opowiadać o historii tego miejsca. – Dzieci ostatnie miesiące wiele czasu spędzały przed komputerem. Ze względu na ograniczenia i zawieszenie lekcji w szkołach siedziały odizolowane, pozbawione przyjaciół, naturalnej aktywności fizycznej. Ważne jest, że dziś mogą dzięki Wakacjom z Farą przebywać z rówieśnikami. Poza tym mogą przy okazji czegoś się nauczyć i lepiej poznać otoczenie. Dzieci twierdzą, że im się podobało, uśmiechają się. Cóż więcej trzeba? – mówi pani Justyna. – Było fajnie – krótko podsumowuje Kacper. – Kiedy się dowiedziałem, że będą tu moi koledzy, chciałem uczestniczyć w półkoloniach. Z nimi zawsze raźniej – mówi.

Podobnie uważa Bartek: – Długo się nie widzieliśmy. Tęskniłem za przyjaciółmi. Lekcji było dużo do robienia w domu, ale poza tym nic. Wakacje trwają już długo, ale to chyba taka pierwsza trzydniowa okazja do tego, by być razem – podkreśla. – Mama mi powiedziała, że są takie półkolonie. „Ej, będzie fajnie, pójdę” – pomyślałem. I dziś nie żałuję. W końcu mogłem dłużej pobyć z kolegami. Poza tym fajne zajęcia, wszystko interesujące, nowe wiadomości – podsumowuje Miłosz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama