Nowy numer 48/2020 Archiwum

Pierwsze kroki

– Idąc do szkoły średniej, myślałem o założeniu rodziny, a nie o powołaniu kapłańskim. W trakcie jednak wszystko zaczęło się zmieniać. Pan Bóg przewartościował moje myślenie i wybrałem drogę powołania – mówi Adam Napieralski.

Sześcioletnia formacja seminaryjna to już przeszłość w naszej diecezji. Od nowego roku akademickiego kandydaci do kapłaństwa mają dodatkowy, tzw. propedeutyczny rok formacji.

To nowy obowiązek dla diecezji, wyznaczony w dokumencie Kongregacji ds. Duchowieństwa „Dar powołania do kapłaństwa. Ratio Fundamentalis Institutionis Sacerdotalis” z 2016 roku. W Klebarku Wielkim do kapłaństwa zaczęło przygotowywać się ośmiu kleryków: pięciu z diecezji warmińskiej i trzech z diecezji elbląskiej. – Przy zgłaszaniu byli zdziwieni, że formacja wydłużyła się o rok, było widać pewien zawód – mówi ks. Radosław Czerwiński, prefekt roku propedeutycznego. – Osobiście głęboko wierzę w mądrość Kościoła zawartą w dokumencie obligującym nas do wydłużenia formacji. Daje kandydatom narzędzia do lepszej pracy nad sobą i swoją duchowością. Przez ten czas seminarium staje się jeszcze bardziej nie tylko miejscem formacji, ale i drugim domem – dodaje.

Tartak, organy i komża

Krzysztof Szymański ma 26 lat i pochodzi z parafii św. Barbary w Krzyżanowie. – Przez długi czas pracowałem jako kierowca, więc miałem czas, by dużo myśleć. Lubiłem swoją pracę – mówi. – W moim wnętrzu rodziło się wewnętrzne pragnienie, by wejść na drogę powołania. Dojrzewała myśl pójścia do seminarium i w końcu podjąłem decyzję – dodaje. – Pomysł na kapłaństwo zaczął pojawiać się, gdy coraz świadomiej uczestniczyłem we Mszy św., posługując przy ołtarzu – mówi Mateusz Jadczak z parafii Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Olsztynie. Od 10 lat jest w Liturgicznej Służbie Ołtarza (LSO), gdzie pełni funkcję ceremoniarza. – Rosło we mnie zainteresowanie Mszą św., tym, co dzieje się na ołtarzu, i fascynowało mnie to. Z biegiem czasu ta fascynacja przerodziła się w głos powołania – tłumaczy.

– Jak byłem mały, bawiłem się w księdza, i od dziecka była we mnie myśl, by nim zostać – mówi 24-letni Aleksander Karpiński z parafii św. Stanisława w Osieku. – Po maturze studiowałem mechanikę i budowę maszyn. Stwierdziłem po roku, że to nie jest moja droga. Zacząłem wtedy pracować: w tartaku, magazynie, przy budowie drogi, później jako mechanik, w sklepie i jako kierowca piekarni – wymienia. – Wiele lat byłem ministrantem, ale ciekawiła mnie też posługa organisty. Tata kolegi był organistą. Stwierdziłem, że musi to być niesamowite uczucie kierować śpiewem w kościele. W taki sposób zacząłem powoli uczyć się grać, najpierw jednym palcem, a później już poszło – opowiada. Przez ostatni rok grał w parafii w Ornecie, a wśród jego zainteresowań szczególne miejsce zajmuje kolej. – Organista cały czas jest blisko księży. Można wtedy z bliska zobaczyć, jak wygląda ich codzienne życie i nawiązać relacje – zauważa Aleksander. – Wiele walczyłem z głosem powołania. W minione święta Bożego Narodzenia powiedziałem, że w tym roku chcę z tym głosem się zmierzyć – dodaje.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama