Nowy numer 49/2020 Archiwum

Całkowicie Mu zaufały

– To prawda, że każda z nich była inna i miała inne cechy charakteru. Ale wszystkie są mi bardzo bliskie i drogie – mówi s. Łucja Jaworska CSC, postulator procesu.

W ramach trwającego procesu beatyfikacyjnego szesnastu sióstr katarzynek, które zostały brutalnie zamordowane podczas II wojny światowej, odbyły się kolejne ekshumacje. Ten kolejny etap miał miejsce w Olsztynie, przy dawnym cmentarzu umiejscowionym niedaleko Szpitala Miejskiego, gdzie posługiwały siostry. W tych działaniach uczestniczą siostry katarzynki, delegat biskupa warmińskiego oraz pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej ze specjalistami.

Trzy z Olsztyna

Znane są miejsca pochówku siedmiu sióstr, a są to Gdańsk, Olsztyn i Orneta. Gdzie spoczywają pozostałe, niestety nie wiadomo. Wszystko rozpoczęło się od przysięgi i modlitwy, którą przeprowadził o. Arkadiusz Czaja OFM, delegat biskupa warmińskiego. – Prośmy Ducha Świętego, by pomógł nam jak najlepiej wypełnić powierzone nam obowiązki. Gromadzimy się w miejscu, gdzie zostały pochowane siostry brutalnie zamordowane przez Armię Czerwoną. Ufamy, że nasza praca upamiętni te osoby, jak również przyczyni się do ich procesu beatyfikacyjnego – mówił.

Każdy z zaangażowanych podpisał przysięgę, w której zobowiązał się do sumiennego wypełnienia swoich obowiązków według posiadanych kompetencji i zlecanego zadania. Ekshumacja dotyczy trzech sług Bożych: s. Krzysztofy Klomfass, s. Liberii Domnik i s. Generosy Bolz. Dramatyczne wydarzenia ich męczeństwa rozpoczęły się w styczniu 1945 roku. W Olsztynie siostry pracowały w Szpitalu Mariackim (dzisiaj Szpital Miejski). Armia Czerwona, która wkroczyła na Warmię, nie oszczędzała ani ludności cywilnej, ani duchowieństwa i sióstr zakonnych. W obronie pokrzywdzonych stawały siostry katarzynki, które przypłaciły swoją postawę męczeńską śmiercią.

Być „tu i teraz”

Jako pierwsza z szesnastu umęczonych sióstr jest wymieniana s. Krzysztofa Klomfass. – Ona zginęła jako pierwsza, dlatego w procesie jest sformułowanie: Siostra Krzysztofa Klomfass i Towarzyszki – mówi s. Angela Krupińska, wikaria prowincji polskiej zgromadzenia i notariusz do przewodniczenia czynnościom ekshumacji i kanonicznego rozpoznania doczesnych szczątków sług Bożych. Marta Klomfass urodziła się w Raszągu w 1903 roku. W młodym wieku zmarł jej ojciec, tak więc jej wychowaniem zajęła się mama. Po szkole podstawowej Marta uczyła się krawiectwa w Biskupcu. Jako młoda dziewczyna brała udział w codziennej Mszy św., adoracji i modlitwie różańcowej.

Po wstąpieniu do zgromadzenia, gdzie przyjęła imię Krzysztofa, zdobyła wykształcenie pielęgniarskie. Pracowała w Sząbruku, Fromborku i Bartągu Wielkim. Później posługiwała w szpitalu św. Antoniego w Barczewie, a następnie w Szpitalu Mariańskim w Olsztynie. – Zachwycała swoją prostolinijnością i radością. Była kobietą traktującą bardzo poważnie swoją służbę i oddawała całe serce swojej pracy. Potrafiła być „tu i teraz” dla ludzi potrzebujących. Potrafiła zarażać swoją radością i zawsze dostrzegała najpierw dobro w człowieku – opowiada s. Angela. Podczas najazdu Armii Czerwonej s. Krzysztofa została z chorymi w schronie. Kiedy żołnierze wdarli się do schronu, została pobita i pchnięta sztyletem. – Byłaby oczywiście dobrą patronką dla chorych i służby zdrowia, ale też dla osób, które walczą o swoją czystość. Bo ona walczyła i zginęła w obronie czystości – dodaje siostra wikaria.

Oddała się służbie dzieciom

Drugą ofiarą była s. Liberia (Maria) Domnik. Urodziła się w 1904 r. w Klewnie-Leśniczówce. – Samo jej imię, Liberia, które oznacza wolność, wiele o niej mówi. To była kobieta, która w wielkiej wolności oddała się służbie dzieciom – mówi s. Angela.

W szpitalu pracowała na sali operacyjnej oraz na oddziale dziecięcym. Gdy rozpoczęły się naloty, chorzy byli transportowani do tzw. pociągów sanitarnych. – Gdy siostry dzieliły się przy ratowaniu siebie i innych, ona powiedziała: „Ja zostanę z tymi dziećmi” – zaznacza. Z powodu braku lokomotywy s. Liberia została wraz dziećmi w schronie przy dworcu. Dzieci były przerażone, płakały i krzyczały. Siostra z macierzyńską miłością zajmowała się nimi. W schronie niestety nie było jedzenia. W trosce o dzieci wyszła ze schronu, by poszukać pożywienia. Została wtedy zastrzelona przez żołnierzy.

Siostra ze słońcem w oczach

Trzecią siostrą, która zginęła w Olsztynie, jest s. Generosa. Pochodziła z Łęgajn, gdzie urodziła się jako Maria Bolz w 1902 roku. – Świadkowie, którzy ją pamiętali, mówili, że miała niebieskie oczy i błysk w nich. Mówili o niej: „to ta siostra ze słońcem w oczach” – opowiada s. Angela. Jako katarzynka posługiwała w szpitalu św. Katarzyny w Królewcu, św. Jerzego w Pieniężnie oraz w Olsztynie. Po wkroczeniu Armii Czerwonej została uwięziona na szpitalnym poddaszu. Tam była okrutnie bita i gwałcona. – Pomimo wyczerpania po dziesięciu dniach uwięzienia, gdy doszła trochę do siebie, zaczęła troszczyć się o innych w szpitalu – mówi siostra notariusz. Zajmowała się chorymi na tyfus, organizacją oddziału szpitalnego, który był pod gruzami oraz pochówkami zmarłych.

– Rosjanie nie pozwalali chować zmarłych, więc ryzykując, brała zwłoki na wózek szpitalny, kopała groby i składał ich w mogiłach. Zachwyca też jej miłość do ludzi głodnych. Gdy nie było już jedzenia, poszła do komendantury rosyjskiej, ponieważ znała Polski, i prosiła o jedzenie dla innych. Poszła do tych samych, którzy byli przyczyną jej wielkiego cierpienia – wyjaśnia. Niestety, stan jej zdrowia szybko się pogorszył. Po przyjęciu sakramentów świętych zmarła 9 maja 1945 roku. – Szesnaście sióstr katarzynek, akceptując męczeństwo, dało najwyższe świadectwo wiary i miłości. Poniosły śmierć męczeńską, heroicznie broniąc złożonego Bogu ślubu czystości oraz odważnie stając w obronie wiary i cnoty miłości bliźniego – mówi s. Łucja Jaworska CSC, postulator procesu.

Podkreśla, że zapoznając się z ich biografią, w każdej odnajduje świadka wiary. – To prawda, że każda z nich była inna i miała inne cechy charakteru. Ale wszystkie są mi bardzo bliskie i drogie. Bardzo cenię sobie ich całkowite zaufanie i oddanie się Bogu, przykładne życie zakonne oraz miłosierną służbę bliźnim. Niestrudzenie walczyły do końca w obronie wiary, a w chwili męczeństwa przywoływały miłosierdzie Boże, przebaczając mordercom – dodaje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama