Nowy numer 2/2021 Archiwum

Pan Bóg w nas zainwestował

– Raz usłyszałam: „Jak pani daje radę z taką gromadką dzieci? Ja sobie z jednym nie daję rady”. Odpowiedziałam, że ja też nie daję rady – mówi pani Krystyna, opowiadając o swojej ufności w łaskę Bożą.

Poranki bywają najtrudniejsze. Trzeba wstać skoro świt, ogarnąć dzieci i przypilnować, by każde zdążyło na zdalne lekcje. A że wstają na ostatnią chwilę, to ze śniadaniem bywa różnie. Gdyby nie mąż, nie byłoby szans na wypicie porannej kawy, bo trzeba usiąść przed monitorem i prowadzić zajęcia. Nauczycielowi nie wypada się przecież spóźnić. Ktoś by pomyślał, że to jakieś szaleństwo. Ale okazuje się, że gdzie jest miłość, tam szaleństwo musi być.

A im więcej szaleństwa, tym więcej miłości. Jest tylko jeden warunek – trzeba wszystko oddać Bogu i codziennie dziękować Mu wieczorem za każdy miniony dzień. – Lekcje muszą być dobrze przeprowadzone. To wymaga czasu. Czyli przekłada się to na to, że swoją pracę kończę około północy, by przygotować się do zdalnych lekcji w następnym dniu. Tak codziennie. A oprócz tego trzeba ogarniać dzieci, które siedzą przed monitorami i uczestniczą w swoich lekcjach. Takie to dziwne czasy – mówi pani Krystyna, nauczycielka fizyki.

Przychodzi dobro

Mimo tylu obowiązków jest czas i na małżeńską kawę. Praktycznie każdego popołudnia. Okazuje się, że pan Jan jest domowym mistrzem w jej parzeniu. I nie przeszkadza gwar, by pobyć z sobą, by podzielić się mijającym dniem. – Mamy dziewięcioro dzieci, z tego jedno w niebie. Dwie najstarsze córki już się usamodzielniły. Wcześniej mieszkali z nami jeszcze moi rodzice i ciocia. Było bardzo dużo ludzi. Tak że teraz to już mamy luz w domu – śmieje się pani Krystyna.

– Jesteśmy pokoleniem Jana Pawła II, który często powtarzał, byśmy się nie lękali, byśmy szli odważnie do przodu i otwierali drzwi Chrystusowi. Patrząc na nasze życie, wiem, że papież ciągle nam towarzyszy. To zapewne spowodowało, że otworzyliśmy się na życie, choć przez trzy lata po ślubie nie mogliśmy mieć dzieci. Ale nie lękaliśmy się, a powierzaliśmy nasze pragnienie posiadania dzieci Bogu – wspomina. I łaska Boża spłynęła. Pierwsze dziecko, drugie, trzecie... – Przyszła do mnie pani psycholog i zaczęła mi uświadamiać, że „jeżeli się nie będę zabezpieczać, to dużo na tym stracę”. Po szóstym dziecku pielęgniarka środowiskowa tłumaczyła, co powinnam zrobić, by nie mieć kolejnych dzieci. I siała wątpliwości: „A jak mąż straci pracę?”. Odpowiedziałam: „A może będzie awansować?”. I awansował! – wspomina. – Z każdym dzieckiem przychodziło jakieś dobro – uśmiecha się pan Jan.

Jesteśmy, bo Bóg jest z nami

Czy było to łatwe? – Nie, dla kobiety to duże wyzwanie. Ale kiedy pojechaliśmy na rekolekcje, obejrzałam film o Hiszpance, która miała dwadzieścioro dzieci. Zobaczyłam, jak całą rodziną odmawiali Jutrznię, jak zasiadali do wspólnego stołu – opowiada z podziwem pani Krystyna. Wówczas była mamą pięciorga dzieci. Niedługo później począł się Piotr, jedyny syn w rodzinie. – Nawet wówczas, kiedy zamykaliśmy się na kolejne życie, czytaliśmy słowo Boże, które jakby pracowało w nas, mówiło: „Otwórz się”, „Daj szansę”. Przy siódmej ciąży myślałam, że sobie już nie poradzę. Wówczas ksiądz stwierdził: „Maryja przyjdzie do ciebie, tak jak nawiedziła Elżbietę”. I odmawiałam tajemnicę Różańca, nawiedzenie św. Elżbiety. Trudne momenty, ale z nich wypływała nadzieja, w nich doświadczyłam Kościoła żywego. Nie byłam sama – mówi pani Krystyna.

Kiedy podliczyła minione lata, okazało się, że siedemnaście lat była na urlopie wychowawczym. – W tym czasie, dzięki ukochanemu mężowi, skończyłam wiele studiów podyplomowych. Nawet nie wiem ile. Nie liczę – mówi. – Raz usłyszałam: „Jak pani daje radę z taką gromadką dzieci? Ja sobie z jednym nie daję rady”. Odpowiedziałam, że ja też nie daję rady. Nie wiem, co to znaczy być dobrym rodzicem – dodaje. – Jako rodzice mamy postawę wzajemności, wspólne staranie się o codzienność; mąż towarzyszy żonie, żona towarzyszy mężowi – opisuje pan Jan.

– Jesteśmy, bo Bóg jest z nami. Nie wyobrażam sobie małżeństwa bez obecności Boga. Nie da się otworzyć na życie, bez otwarcia się na łaskę Boga. Ciąża, poród i cierpienie – jeśli nie nada się temu sensu, to katastrofa. Ludzie, którzy ufają Bogu, są po prostu szczęśliwi. Iść przez życie szczęśliwie bez Chrystusa? Tego sobie nie wyobrażam. Nie jesteśmy bohaterami. Pan Bóg w nas zainwestował, a my się na Jego łaskę otworzyliśmy – dodaje pani Krystyna.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama