Nowy numer 3/2021 Archiwum

Maryjo, prowadź!

– Walczymy każdego dnia. Naszymi wrogami są nasze własne słabości, grzechy. Walczymy o to, by zmieniać siebie, tylko tyle i aż tyle – mówi Jacek.

Wojownicy Maryi to męska wspólnota, której duchowym opiekunem jest ks. Dominik Chmielewski SDB. To właśnie on zaczął organizować ogólnopolskie spotkania dla mężczyzn. – Moja żona Agnieszka wręcz wypychała mnie na te spotkania. Mówiła: „Jedź, po nich wracasz zupełnie inny, jesteś innym człowiekiem”. W 2018 r. było nas już tak wielu, że pojawiła się potrzeba stworzenia wspólnot regionalnych – opowiada Robert, lider olsztyńskiej wspólnoty, która powstała w zeszłym roku. A w tym roku w październiku powstała kolejna wspólnota w archidiecezji warmińskiej – w Kętrzynie.

Tylko dla facetów

Wojownicy mają dwa rodzaje spotkań – ogólnopolskie, organizowane w różnych częściach kraju, oraz regionalne, najczęściej raz w miesiącu (w czasach przed pandemią). To nie tylko spotkania z katechezą i wspólną modlitwą, ale również integracja podczas wspólnego wypadu na miasto czy podczas gry w piłkę nożną. Nie zmienia się jedno – to inicjatywa tylko dla facetów. – Inaczej rozmawiamy we własnym gronie, a inaczej, kiedy są wśród nas kobiety, to normalne. Każdy z nas potrzebuje takiego typowo męskiego czasu. Nasze żony, rodziny podchodzą do tego z entuzjazmem, ponieważ widzą w nas zmianę – podkreśla Jacek.

Każdy z wojowników nosi różaniec; ci, którzy oddali się Maryi w niewolę, również łańcuch zawierzenia. Niektórzy z nich przystąpili do uroczystego zawierzenia, tzw. pasowania mieczy – to przyrzeczenie składane po odbyciu okresu przygotowawczego. – Różaniec wielu osobom kojarzy się z „klepaniem”, ale tak bywa tylko na początku. Tak naprawdę to wspaniała modlitwa kontemplacyjna, w którą trzeba głęboko wejść, zacząć na spokojnie rozważać wszystkie tajemnice. Nie ma co ukrywać – to trudna modlitwa, cały czas się jej uczymy, nieraz mi też zdarza się polec i Różaniec odklepać. Ale i tak lepiej dla mnie, żebym odklepał czy nawet zasnął z różańcem w ręku, niż gdybym miał w ogóle go nie odmawiać – podkreśla Jacek. Do olsztyńskich Wojowników Maryi należy ponad 30 osób, cały czas przybywa nowych – spotkania odbywają się w Gryźlinach, opiekunem jest ks. Marek Gbiorczyk.

Szczególnym dniem jest zawsze pierwsza sobota miesiąca, kiedy odbywają się nocne pielgrzymki do Gietrzwałdu czy Głotowa. Spotkania są otwarte, terminy kolejnych są ogłaszane na profilu WM Olsztyna na Facebooku. – Wojownicy Maryi to ruch męski, który jest dla mnie natchnieniem, widzę, jak chłopaki się zmieniają, jak otwierają swoje serca na potrzeby innych, jak otwierają się przed samymi sobą, jak potrafią się zjednoczyć dla wspólnego dobra, a przede wszystkim – jak zmieniają się ich rodziny. Jak oni potrafią się modlić jeden za drugiego i jeden z drugim. Korzystają na tym również nasi bliscy: nasze żony widzą, jak się zmieniamy, jak stajemy się lepszymi facetami, mężami czy ojcami naszych dzieci – mówi Robert.

Jedyna słuszna droga

– Bóg upomniał się o mnie półtora roku temu – mówi Jacek. – Najpierw zabrał mi moje przyzwyczajenia i uzależnienia, z którymi żyłem na co dzień. Potem, w sierpniu, gdy byłem sam w domu z dziećmi, postanowiłem pojechać z nimi do Gietrzwałdu. To tylko 15 minut drogi, ale zawsze trudno było się tam wybrać. Akurat była odprawiana Msza św. i postanowiliśmy zostać. Pielgrzymów mnóstwo, nie było miejsc siedzących, dzieci przykucnęły na dywaniku. Msza św. była bardzo długa, trwała prawie dwie godziny, dzieci były znudzone, ale ja słuchałem z ogromnym zainteresowaniem. Ksiądz opowiadał o objawieniach Matki Bożej, o Jej prośbie, by codziennie gorliwie modlić się na różańcu. W tym momencie podeszła do mnie moja 9-letnia córeczka i zapytała: „A ty dlaczego nie odmawiasz Różańca?”. Przed chwilą widziałem ją znudzoną, siedzącą na dywaniku, a teraz stała przede mną, czekając na odpowiedź. Momentalnie łzy zaczęły napływać mi do oczu, nie mogłem ich opanować, bo zdałem sobie sprawę, że przez nią przemawia do mnie Matka Boża – opowiada Jacek.

Przyznaje, że mimo trudności i problemów, które pojawiają się każdego dnia, ufa, że Maryja jest przy całej rodzinie i prowadzi ich jedyną właściwą drogą do Jezusa. – Bycie wojownikiem Maryi to zaszczyt. To nie ja wybrałem, to Ona mnie tu skierowała i przygotowuje nas wszystkich do tego, co ma nadejść w przyszłości. Naszą bronią są różaniec i modlitwa – zaznacza. – Spotkanie Wojowników Maryi to miejsce, gdzie doświadczam miłości, miłosierdzia, tego, że słowa „Bóg kocha grzesznika” to nie tylko utarte, cukierkowe hasło. Widzę mężczyzn z przeróżnymi bagażami doświadczeń życiowych, ale każdy z nas poszukuje tego, Który jest najważniejszy. Kiedy razem śpiewamy „Bogurodzicę”, nabieram siły i chęci do walki. No bo jak wojownicy, to musi być i walka. Ta walka zaczyna się w moim sercu, to tam każdego dnia, jak też mówi nasz hymn, mam walczyć o świętość, o wierność Bogu i rodzinie – dodaje Andrzej.

Ona wzięła mnie za rękę

Każdy z wojowników Maryi może wiele opowiadać o sile modlitwy różańcowej, o cudach, jakich doświadczają każdego dnia. Swoim świadectwem dzieli się Piotr, którego idealny świat został zburzony, kiedy musiał sobie radzić z lękiem o życie nowo narodzonej córki. – Usłyszeliśmy że musimy się przygotować na najgorsze i że jeśli dziecko przeżyje, to prawdopodobnie będzie głęboko upośledzone. Ból, cierpienie i lęk były nie do ogarnięcia. Kolejne dni upływały na modlitwie, która przynosiła coraz większy pokój w sercu, to był niesamowity czas zaufania Bogu. Dzisiaj mamy zdrową, pełną życia i radości córeczkę, która choć po przejściach i trudnościach, jest w pełni sprawną dziewczynką. Jest naszym cudem danym od Boga – opowiada Piotr.

– Jednak modlitwa, która towarzyszyła mi niemal w każdej minucie życia w okresie choroby mojej córki, wraz z upływem czasu i cieszenia się pięknem życia rodzinnego oraz prowadzeniem działalności i realizowaniem swoich marzeń, została znacząco zmarginalizowana. Paciorek, od czasu do czasu Różaniec w samochodzie i Eucharystia raczej tylko w niedziele – przyznaje. I wtedy Maryja wkroczyła w jego życie... – Usłyszałem, że jest coś takiego jak zawierzenie się Matce Bożej. Nie wiedziałem o tym zbyt wiele, ale pomyślałem: „Niech będzie, Maryjo, prowadź!” i zawierzyłem się, ot tak, klęcząc na porannej modlitwie. I jak Ona wzięła mnie za rękę, jak mną szarpnęła, to cały mój plan na życie posypał się. Wszystko zaczęło się walić, każda najmniejsza rzecz, jaką robiłem, bez Boga rozsypała się jak domek z kart. Jedyne, co zostało, to pokój w sercu i przeświadczenie, że wszystko będzie dobrze – wspomina Piotr.

– Dziś jako wojownik Maryi widzę, że moje pomysły i plany, nawet te skierowane ku Bogu, bez Niego i Jego Matki są tylko hasłem, z którego nic nie wynika, wszelkie moje starania bycia dobrym mężem i ojcem również. Dlatego formuję się w szkole Maryi w obecności mężczyzn, którzy wołają do Boga o błogosławieństwo, otwierając swoje serca przed Panem, walcząc codzienne z własnymi wadami i słabościami, aby wywalczyć zbawienie swoje, swoich bliskich i całego świata, a to wszystko w obecności Tej, która poznała Boga najlepiej z ludzi. Przez Maryję idziemy do Pana naszego Jezusa Chrystusa – podsumowuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama