Nowy numer 3/2021 Archiwum

Oczy z guzików, wypełnienie z miłości

– Żeby tylko Bóg dał mi siłę, żebym i do stu lat mogła tak pomagać – mówi pani Grażyna.

Żeby je wykonać, potrzeba kilometrów włóczki. – A jest zbyt droga, żeby kupować ją w sklepie. Dlatego wpadłyśmy na pomysł, żeby pozyskiwać ją ze starych swetrów czy szalików dostępnych w sklepach z używaną odzieżą. Później wieczorami prujemy swetry. To samo robimy z własnymi ubraniami, które już się znudziły. Potem ciocia zabiera się do pracy – opowiada Izabela Ostrowska. – Ostatnio widziałam na profilu społecznościowym fundacji zdjęcia maskotek cioci. Poznałam hipopotama zrobionego z mojego starego swetra!

Sąsiedzi i rodzina już wiedzą

Odkąd pamięta, ciocia Grażynka robiła swetry, szaliki, spódniczki i sukienki dla bliskich. – Zawsze byłyśmy ubrane w piękne rzeczy zrobione na szydełku – wspomina pani Iza. To ona usłyszała o akcji Włóczkersów, którzy robili czapki dla dzieci z Gruzji. – Zaproponowałam cioci, żeby też kilka zrobiła. Dostarczyłam jej włóczkę, a ciocia od razu wzięła się do pracy. I tak pierwsza partia trafiła do dzieci. Później zrobiła czapki, sweterki i kocyki dla dzieci z Afryki. Pięćdziesiąt czapeczek, każda inna, w kształcie zwierząt. I tak się zaczęło – opowiada.

Później dowiedziała się o akcji „Misie z misją” organizowanej przez Fundację „Redemptoris Missio”. Polega ona na tym, że przekazane pluszaki są sprzedawane, a całkowity dochód przeznaczony jest na potrzeby misjonarzy. – Wysłałyśmy już trzy partie kartonów. Teraz ciocia przygotowuje kolejne maskotki. Dla mnie najbardziej zdumiewające jest to, że nie ma dwóch takich samych pluszaków. Jest tak dlatego, że ciocia po prostu lubi to robić – zapewnia pani Iza.

– Ciągle siedzę i szydełkuję. Czy wieczorem, czy w nocy, kiedy nie mogę spać, wstaję i biorę się do pracy. I tak sobie dłubię – śmieje się Grażyna Bobińska. – Znam dużo wzorów na pamięć. Ale włóczki dużo trzeba... guzików też – na oczy. Sąsiedzi i rodzina już wiedzą. Chyba już nikt nie ma zbędnych u siebie – mówi.

Dobrze pamięta pierwszą bluzeczkę, jaką sobie zrobiła. Była wówczas w piątej klasie szkoły podstawowej. – Kiedyś, w latach 60., nie było u nas żadnych gazet, telewizji, nawet radia nie mieliśmy. Wszystko wychodziło z serca człowieka. To po prostu taki dar. Moja mama robiła na szydełku ciągle skarpety bądź serwetki. Trochę podglądałam, trochę mnie mama uczyła – wspomina.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama