Nowy numer 40/2022 Archiwum

Oczy z guzików, wypełnienie z miłości

– Żeby tylko Bóg dał mi siłę, żebym i do stu lat mogła tak pomagać – mówi pani Grażyna.

Kombinujemy, jak możemy

Kiedy pracowała, nie miała zbyt wiele czasu na szydełkowanie. Owszem, ubrania dla dzieci, jakiś sweter dla kogoś z rodziny. Ale przyszedł czas emerytury. – Kiedy kupiłam sobie laptopa, obejrzałam różne wzory. Zaczęłam od kurki, ale jeszcze niewypełnianej. Z dnia na dzień odkrywałam, że to jest cudowna przygoda, zwłaszcza kiedy zrobiłam pierwszą wypełnianą maskotkę. I tak jest do dzisiaj, i tak zapewne zostanie, dopóki będę żyła. Będę się udzielała, będę wysyłała. Chociaż w ten sposób pomogę biednym dzieciom z Afryki – mówi.

Jedna maskotka powstaje w ciągu godziny. – Ale najwięcej czasu zajmuje wykończenie. Wypełnienie, odpowiednie uformowanie, zszycie. Wypełnienie biorę ze starych poduszek, które załatwia mi Iza. Nowe w sklepie drogie jest. Moja cała emerytura by chyba przez tydzień na to poszła. Kombinujemy, jak możemy. Iza mi dużo pomaga – podkreśla pani Grażyna.

Jednak nie zważa na trudności, bo wie, że każda z maskotek może pomóc drugiemu człowiekowi. – Może kogoś uratuję od śmierci głodowej, czy wesprę budowę jakiegoś obiektu, jak choćby ostatnio budowę przedszkola w Kamerunie. To mnie mobilizuje. Żeby tylko Bóg dał mi siłę, żebym i do stu lat mogła tak pomagać. Mnie już nic nie potrzeba – zapewnia. – W każdej maskotce jest wiele miłości, pełno dobrych myśli o dziecku, które kiedyś będzie ją trzymało, przytulało, zasypiało razem z nią. Bez miłości nie dałoby się tego zrobić – dodaje pani Grażyna.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy