Nowy numer 23/2021 Archiwum

Nadal trzeba o tym mówić

– W moim domu historia była cały czas żywa. Owszem – ukrywana, ale nigdy nie zapomniana – mówi Grażyna Wróblewska, której stryj był jedną z ofiar zbrodni katyńskiej. Od 30 lat Stowarzyszenie Rodzina Katyńska w Olsztynie dba o pamięć o tamtym wydarzeniu.

Skończyłam historię w Toruniu. Na uniwersytecie nie miałam prawa powiedzieć słowa o Katyniu, o moim stryju, który został tam zamordowany. Mój tatuś zawsze powtarzał: „Grażynka, pamiętaj – o Katyniu nie wolno mówić”. Gdybym komuś coś powiedziała, to ja nie mogłabym studiować, a on straciłby pracę – wspomina Grażyna Wróblewska. Przechowuje list, który stryj Gracjan Wacław Łapczyński wysłał 24 listopada 1939 r. z obozu jenieckiego w Kozielsku. – Opisywał, gdzie jest. Dopytywał, co u rodziny. Przekazał, że walizkę ze swoimi rzeczami zostawił pod biurkiem w biurze. Dopiero w 1943 r. przyszła kolejna wiadomość o nim... Kiedy Niemcy odkryli groby – mówi.

Przede wszystkim pamięć

Przez 50 lat władze ZSRR zaprzeczały swojej odpowiedzialności za zbrodnię katyńską. Dopiero w 1990 r. oficjalnie przyznały, że była to zbrodnia stalinizmu. Po latach zakłamywania historii, negowania faktów oraz konsekwencji, które ponosili ci, którzy mówili o tamtych wydarzeniach, prawda zaczęła wreszcie być powszechnie głoszona. W wielu miejscach w Polsce zaczęły się gromadzić środowiska katyńskie. W Olsztynie pierwsze zebranie Rodziny Katyńskiej odbyło się 17 maja 1990 r., a 21 marca 1991 r. w Sądzie Wojewódzkim w Olsztynie zarejestrowano Stowarzyszenie Rodzina Katyńska w Olsztynie. Jego celem jest szerzenie pamięci o ofiarach tamtej zbrodni, jeńcach z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz więźniów z zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy, a także dążenie do ujawnienia pełnej prawdy o losach pomordowanych. Do stowarzyszenia należą przede wszystkim osoby spokrewnione z ofiarami.

Stowarzyszenie nieustannie, od ponad 30 lat stara się o odkrycie pełnej prawdy o zbrodni katyńskiej, godny pochówek oraz upamiętnienie ofiar. Dzięki członkom stowarzyszenia na Warmii i Mazurach powstały liczne miejsca pamięci – pomniki, tablice, krzyże, dęby. W kwietniu 1993 r. na cmentarzu komunalnym w Olsztynie poświęcono krzyż katyński, na którym znajdują się tabliczki epitafijne pomordowanych. Każdego roku 13 kwietnia (przed pandemią) obchody Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej gromadziły wiele osób, a 17 września 2009 r. na terenie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego odsłonięto i poświęcono Obelisk i Aleję Ofiar Katyńskich. W alei zasadzono 26 dębów pamięci – jeden z nich posadził uczestniczący w uroczystościach prezydent Lech Kaczyński.

Mija czas stawiania pomników

Dębów pamięci posadzono w całym kraju ponad 5 tysięcy. Do 21 768 – bo tyle było ofiar zbrodni katyńskiej – jeszcze sporo brakuje. – Cały czas realizujemy projekt „Katyń... ocalić od zapomnienia”. Jest to możliwe dzięki wsparciu ze strony władz, szkół, wojska, policji, całego społeczeństwa naszego województwa. W stowarzyszeniu dochodzimy do wniosku, że mija czas stawiania pomników, wieszania tablic, nadawania nazw ulicom czy placom, patronowaniu szkołom. Uważamy, że naszą misję znakomicie realizują dęby pamięci – podkreśla Barbara Gawlicka, prezes Rodziny Katyńskiej w Olsztynie. Tłumaczy, że dąb honoruje jedną postać, ofiarę zbrodni katyńskiej, a dana społeczność, która sadzi i opiekuje się drzewem, poznaje lepiej historię tej osoby i w pewien sposób się z nią związuje.

– Przy dębie pamięci pojawiają się tablice informacyjne nie tylko o zbrodni, ale i o konkretnej ofierze, jej historia, fotografie. Przy wielu szkołach są takie miejsca i ma to wpływ na uczniów. Dyrektor szkoły w Waśniewie-Grabowie, Beata Jóźwiak, opowiadała mi o pewnej sytuacji, kiedy dzieci wybiegły na przerwę, rozpierzchły się, a nagle jeden chłopiec zatrzymał się, cofnął do dębu, przeżegnał się i dopiero pobiegł dalej. Jak widać, akcja sadzenia dębów pamięci, akademie, składanie kwiatów, zapalanie zniczy podczas rocznic, konkursy o tematyce katyńskiej, prezentacje o katyńczykach, sprawiają, że trafiamy z tą prawdą do młodego pokolenia. To bardzo ważne, ponieważ „dzieci katyńskich”, które straciły ojców, jest coraz mniej i zależy nam na tym, by tym tematem zainteresować kolejne pokolenia – tłumaczy B. Gawlicka.

– Kiedy spotykałam się przed pandemią z młodymi ludźmi, opowiadałam im o swoim dziadku, ppłk. Władysławie Marcelim Linsenmanie, pokazywałam zdjęcia. Ich reakcje świadczyły o dużym zainteresowaniu tematyką katyńską. Te dęby, posadzone dla konkretnej ofiary zbrodni katyńskiej, te drzewa stają się w pewien sposób żywymi pomnikami – mówi prezes olsztyńskiego stowarzyszenia.

Długo czekaliśmy

– W moim domu historia była cały czas żywa. Owszem – ukrywana, ale nigdy nie zapomniana. Nadal trzeba o tym mówić, ciągle jeszcze wiele nie wiemy, ale nie możemy przestać starać się o prawdę. Po tylu latach zakłamywania historii trzeba mówić o tym, co jest prawdziwe – podkreśla Grażyna Wróblewska. W Katyniu była dwa razy. – Najpierw w 2000 r., na otwarciu Polskiego Cmentarza Wojennego. Drugi raz 10 kwietnia 2010 roku. Tego pamiętnego dnia czekaliśmy na przybycie polskiej delegacji rządowej i, niestety, nie doczekaliśmy się... – opowiada G. Wróblewska. Dodaje, że wizyta w tamtym miejscu, odwiedzenie miejsca, gdzie Polacy byli mordowani, wiąże się z wielkimi emocjami.

– Mamy takie czasy, że nie możemy się spotykać, odwiedzać bliskich na Polskich Cmentarzach Wojennych na terenie Rosji i Ukrainy. W ubiegłym roku przypadała 80. rocznica zbrodni katyńskiej i wszystko zostało odwołane. Wizyta na cmentarzu to dla rodzin katyńskich wielkie przeżycie, zwłaszcza dla „dzieci katyńskich”. Przez tyle lat nie tylko nie znali miejsca pochówku swoich ojców, ale nie mogli w ogóle o tym mówić, byli szykanowani za wspomnienie o Katyniu. Kiedy ich obserwuję, widzę, jak wielkie ma to dla nich znaczenie – tam są tabliczki epitafijne z wyrytymi nazwiskami ich bliskich, którzy wreszcie nie są bezimienni. Mogą tam zapalić znicz, przypiąć kwiatek. Po chwili dopiero dociera do nich, że szczątki nie znajdują się pod tymi tabliczkami, ale w pobliskich zbiorowych mogiłach i tam przenoszą się z modlitwą. To naprawdę niezwykłe przeżycie – opowiada ze wzruszeniem B. Gawlicka.

Dodaje, że z każdej takiej pielgrzymki członkowie stowarzyszenia przywożą ze sobą ziemię, która potem jest umieszczana przy sadzonych dębach pamięci. Członkowie olsztyńskiej Rodziny Katyńskiej uczestniczą w pielgrzymkach do miejsc związanych z tamtą zbrodnią. Brali udział w otwieraniu Cmentarzy Wojennych w Charkowie, Katyniu, Miednoje i Bykowni. Jeden z członków stowarzyszenia, Rafał Pyra, w 2017 r. zapoczątkowała cykliczne wyprawy rowerowe „Światło Pamięci”, polegające na odwiedzaniu na dawnych kresach Rzeczpospolitej ważnych miejsc związanych z martyrologią naszego narodu. Przywołuje pamięć Polaków zamieszkujących te ziemie, oddaje im hołd. Każdego roku w kwietniu organizowane są wycieczki do Muzeum Katyńskiego w Warszawie. To miejsce jest długo oczekiwanym spełnieniem marzeń Rodzin Katyńskich. – Znajdują się tam tablice z cmentarzy, na których są wyryte nazwiska ofiar, jest też jedna tablica pusta – czeka na pomordowanych z Kuropat i z innych miejsc kaźni. Cały czas dochodzimy do prawdy, staramy się o akta osobowe, o nazwiska pomordowanych, o odkrycie naszej historii – mówi B. Gawlicka.

– Spotykamy się z przedstawicielami różnych służb mundurowych, uświadamiamy im, że są spadkobiercami wartości, którymi kierowali się pomordowani, służąc ojczyźnie, i widzimy, że to wszystko ma sens. Patronem warmińsko-mazurskich policjantów został w 2019 r. nadkomisarz Policji Państwowej Heliodor Gruszczyński, zamordowany w 1940 r. w Kalininie (Twer). – „Dzieci katyńskie” powoli odchodzą. Do stowarzyszenia zapisują się siostrzeńcy, bratankowie, wnuki, a nawet prawnuki. Mamy więc nadzieję na ciągłość pracy i pamięci – podkreśla B. Gawlicka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama