Nowy numer 30/2021 Archiwum

Tracić czas w oczach świata

– To buduje naszą tożsamość i daje nam siłę do kroczenia drogą Jego miłości – mówi ks. Bartłomiej Matczak.

Tajemnicę Wieczernika, czyli obecność Boga w Eucharystii, Kościół celebruje każdego dnia. Jednak szczególnymi dniami, które podkreślają tę prawdę wiary, są Wielki Czwartek i uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej. Płynie z nich przesłanie o miłości Jezusa do człowieka wyrażonej w Eucharystii. Każdy z nas osobiście odpowiada na ten dar obecności Boga, a jako wspólnota diecezjalna trwamy na adoracji Najświętszego Sakramentu. Każda parafia ma w ciągu roku wyznaczony swój dzień adoracji.

Obudzić miłość

– Tradycja dorocznej adoracji Najświętszego Sakramentu jest bardzo dawna. Jej forma ewaluowała na przestrzeni lat. W pierwotnej formie było to tak zwane doroczne nabożeństwo czterdziestogodzinne odprawiane w parafiach na pamiątkę pobytu ciała Chrystusa w grobie. Miało ono charakter błagalno-wynagradzający. Po II Soborze Watykańskim zwyczaj ten został uznany za bardzo ważny element rozwoju kultu eucharystycznego – tłumaczy ks. dr Bartłomiej Matczak. – Instrukcja „Eucharisticum mysterium” z 1967 r. poleca podtrzymanie zwyczaju dorocznej adoracji Najświętszego Sakramentu w każdej parafii. Wszystko po to, by wierni rozwijali w sobie cześć dla tej najważniejszej tajemnicy Kościoła – dodaje.

Zaznacza, że to ważne wydarzenie w życiu wspólnoty parafialnej. – To dzień szczególnego zatrzymania. Choć dokumenty Kościoła nie mówią już o czterdziestogodzinnym nabożeństwie błagalno-wynagradzającym, to charakter tej adoracji nie uległ zmianie. To czas budzenia w nas miłości do Eucharystii, jak również moment wynagradzania za brak miłości do Chrystusa obecnego pod postacią Chleba – wyjaśnia kapłan. Dodaje, że warto szukać metod duszpasterskich, które odnowią tę formę pobożności. – Czas pandemii, odejście tak wielu ludzi od udziału w Eucharystii, a do tego liczne profanacje – to są chyba najważniejsze motywy, które powinny nas zachęcać do odnowienia tej formy pobożności. Musimy na nowo dostrzec, jak wielką wartość ma obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. To buduje naszą tożsamość i daje nam siłę do kroczenia drogą Jego miłości – uważa ks. Bartłomiej.

Dobra kłótnia

W wielu parafiach ma miejsce adoracja całodniowa bądź przed Mszą św. – Ten czas daje możliwość spotkania się z Jezusem „twarzą w twarz”. Z rozmów z ludźmi wiem, że zależy im na tym czasie i cenią sobie to, że w parafii jest adoracja – mówi diakon stały Jacek Kowalski z parafii św. Wojciecha w Olsztynie. W tym kościele adoracja odbywa się każdego dnia przed Mszą św. wieczorną. Zaznacza, że są osoby, które zawsze przychodzą na ten czas modlitwy. – Adoracja jest dla mnie szczególnym momentem bycia z Jezusem. Mogę spokojnie z Nim być i rozmawiać. Często kłócę się podczas adoracji z Panem Jezusem w tych momentach, gdy przeżywam trudniejszy czas – opowiada dk. Jacek.

– W ciągu tygodnia nie brakuje pracy i w tym „zalataniu” szukam zawsze czasu choć na chwilę adoracji Pana Jezusa. Mam wtedy wrażenie, że wszystko przestaje wariować, czas się zatrzymał, a zostajemy On i ja – mówi Halina Kurowska. Na co dzień jest opiekunką medyczną. – Praca bywa ciężka i ludziom nie zawsze można pomóc tak, jak by się chciało, ponieważ choroba często wyniszcza ich. W tej mojej bezsilności zanoszę ich do Jezusa. Staram się w czasie adoracji przypomnieć twarze moich chorych i patrzeć na Niego – wyjaśnia. Podkreśla, że nie zawsze znajomi rozumieją jej gorliwość w adorowaniu Pana Jezusa. – Mówią: „Masz mało czasu i jeszcze lecisz do kościoła”... Zawsze wtedy przypominają mi się słowa piosenki: „Nie zostawię Cię samego, będę ciągle tu wracać. Całym sercem adorować, tracić czas w oczach świata”. Wiem, że wtedy zyskuję najwięcej czasu – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama