Nowy numer 38/2021 Archiwum

Zacheuszu, zejdź z drabiny

Główny bohater śpiewa bluesa o tym, że „może prawie wszystko, ale nie chce prawie nic”.

Kiedy ks. Eryk Sienkiewicz pierwszego dnia lipcowych rekolekcji artystycznych w Nowym Kawkowie poprosił uczestników, by je jakoś scharakteryzowali, odpowiedzieli mu: „To rekolekcje zacheuszowe”. I to nie tylko z tego powodu, że spotkanie odbywało się w Domu Rekolekcyjnym Ruchu Światło–Życie „Zacheusz”, a również dlatego, że artyści wybrali właśnie tę postać jako inspirację do przemyśleń nad własnym życiem.

Starczy jedno spotkanie

Sposobem na przybliżenie się do Boga dla rekolektantów ma być stworzenie przedstawienia o Zacheuszu, który po spotkaniu z Jezusem nawrócił się i zadośćuczynił tym, których skrzywdził. – Uczestnicy zostali podzieleni na trzy grupy artystyczne – teatralną, plastyczną i muzyczną. Sztuka jest autorska, przygotowana wspólnie przez opiekunki poszczególnych zespołów. Nad tym pracujemy – wyjaśnia moderatorka Natalia. Oprócz warsztatów artystycznych jest czas na wspólną modlitwę i na przybliżenie uczestnikom postaci Zacheusza. Katechezy na ten temat prowadzi ks. Eryk, który podkreśla, że zawsze stara się przedstawić głównego bohatera rekolekcji takim, jakim faktycznie był.

– Zacheusz tkwił w ciemności duszy. Światło przyszło w osobie Jezusa Chrystusa, który poprosił go: „Zejdź prędko [z drzewa], albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu” (Łk 19,5). A ludzie szemrali, że Jezus „do grzesznika poszedł w gościnę”. Nikt nie widział serca Zacheusza, nie zdawał sobie sprawy z tego, że on ma świadomość swojej grzeszności, że pragnie żyć w światłości – wyjaśnia ks. Eryk. – Na tym przykładzie widać, że wystarczy jedno spotkanie z Chrystusem, by się nawrócić. Z Panem Bogiem wszystko jest możliwe. Jezus nie oceniał – On zapraszał do nawiązania relacji. Wystarczy z wiarą Mu odpowiedzieć – dodaje kapłan.

Jak w rodzinnym domu

Krótki fragment z Pisma Świętego opisujący nawrócenie Zacheusza stał się dla osób prowadzących warsztaty inspiracją do napisania sztuki. – My tę sytuację przenieśliśmy do czasów współczesnych. Zacheusz pracuje w korporacji, bogaci się, twierdząc, że jego życie zależy tylko od niego samego, nie ma przy tym czasu dla rodziny. Zamiast na drzewo, wchodzi na drabinę... – wymienia Aneta Jastrzębska, prowadząca grupę muzyczną. Niezmienne pozostaje to, że pojawia się Jezus, który go ocala.

– W przedstawieniu pojawiają się postaci niewystępujące w biblijnej scenie, jak np. córka Zacheusza, która śpiewa o tym, że bardzo chce pójść na spacer z tatą, a on nie ma dla niej czasu. Sam Zacheusz śpiewa bluesa o tym, że „może prawie wszystko, ale nie chce prawie nic”, co znaczy, że ma na wszystko pieniądze, jednak nie daje mu to szczęścia. Całość kończy się tradycyjnym tańcem żydowskim – opisuje A. Jastrzębska. Spektakl zakończy się piosenką o domu rekolekcyjnym „Zacheusz”. – By połączyć biblijną historię z miejscem, w którym przebywamy, a które wiele osób przyjeżdżających tu co roku traktuje jak dom rodzinny – dodaje. Muzykę przygotował Tomasz Marek. Za scenografię i grupę plastyczną odpowiedzialna jest Anita Raczyńska. Aktorów do spektaklu przygotowuje Magdalena Marek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama