Nowy numer 19/2022 Archiwum

Zapomniane pieśni

Nie usłyszymy ich w radiu, bardzo rzadko w kościołach, jednak to skarb naszej kultury.

Gminny Ośrodek Kultury w Dywitach zaprasza na otwarte spotkania śpiewacze „Zapomniane pieśni”. Odbywają się w każdy piątek o godz. 18.30 w Izbie Pamięci Marii Zientary-Malewskiej w Brąswałdzie.

Bogactwo melodii

Pieśni chwalące Boga, śpiewane tradycyjną techniką głosową przez ludzi wychowanych w czasach bez prądu, którzy nie potrafili czytać, a znali na pamięć pieśni mające po kilkadziesiąt zwrotek. – Bazujemy m.in. na tekstach z XIX-wiecznego śpiewnika – jest to faksymile śpiewnika pelplińskiego, który zawiera ponad 1100 pozycji i jest to prawdopodobnie najbardziej obszerny zbiór pieśni religijnych, jaki kiedykolwiek powstał w Polsce. Jest on skonstruowany według rytmu roku liturgicznego, począwszy od Adwentu po śpiewy zaduszne – tłumaczy Maciej Żurek, który wraz z Markiem Szwejkowskim i Robertem Burdalskim prowadzi zajęcia w Brąswałdzie.

Od zawsze interesował się muzyką tradycyjną. Razem z przyjaciółmi nie tylko grał i śpiewał, ale również podróżował po całym kraju w poszukiwaniu inspiracji, dawnych melodii.

– Jeździliśmy na Roztocze, Podlasie – tam spotykaliśmy różne zespoły śpiewacze, siadaliśmy, przeglądaliśmy ich zeszyty z zapisami, śpiewaliśmy, poznawaliśmy nowe melodie. Niesamowita jest ta mnogość melodii – w jednym miejscu śpiewa się to tak, a trzy wioski dalej już inaczej. Jeśli nasz śpiewnik ma ponad 1000 śpiewów, to trzeba to jeszcze przemnożyć przez mnogość różnych melodii – tłumaczy M. Żurek.

W końcu razem z przyjaciółmi postanowił podzielić się bogactwem muzyki dawnej – śpiewali m.in. wieczorami w kościele św. Katarzyny w Brąswałdzie, a od niedawna prowadzą spotkania warsztatowe. Wymagania są proste: chęć nauki i cierpliwość.

Głos z dzieciństwa

Prowadzący uważa, że każdy potrafi i może śpiewać. – Słuch muzyczny moim zdaniem ma każdy z nas, jednym oczywiście to przychodzi łatwiej i szybciej, u innych wymaga więcej czasu i pracy, jednak to trochę jak z jazdą na rowerze: nieużywane umiejętności zanikają i trzeba trochę czasu, żeby sobie je przypomnieć. Jednak każdy jest w stanie to zrobić. Na naszych spotkaniach zaczynamy od prostych ćwiczeń z emisji głosu z przemyconymi elementami strojenia dźwięku i nagle okazuje się, że każdy potrafi – tłumaczy. W śpiewie tradycyjnym, całkowicie różnym od akademickiego czy estradowego, ważna jest praca nad głosem własnym. – To głos naturalny, który każdy z nas miałby, gdyby nie cywilizacja – uśmiecha się Maciej Żurek. – To absolutnie naturalny sposób używania głosu. Ludzie dawniej nie tracili tej zdolności, ponieważ zawsze komunikowali się w przestrzeni, często na duże odległości, a ten głos „pierwotny” nie wymaga wysiłku, a jednocześnie jest mocny, wyraźny. Cywilizacja nam mówi, że człowiek kulturalny musi mówić cicho, spokojnie. Dlatego tak trudno nam czasem wytrzymać wśród gromady dzieci, które nadal jeszcze porozumiewają się tym głosem i są naturalnie głośne. Zobaczmy, jak jest na wsiach: kiedy przy stole spotka się kilku facetów, sytuacja się rozluźni, to jest jeden wielki hałas – tłumaczy M. Żurek.

Na warsztatach prowadzą ćwiczenia, które pozwalają przypomnieć sobie ten dźwięk. – Każdy z nas ma własny, niepowtarzalny tembr głosu. Nam zależy, by każdy śpiewał właśnie swoim głosem, ponieważ domeną muzyki tradycyjnej jest współuczestnictwo. Każdy śpiewa swoją barwą, a połączone tworzą piękną jedność w tej różnorodności. Dlatego tu nie ma jednego lidera, a pieśni mają po 20, 30 i więcej zwrotek, by się w nie włączyć. To ciągnie się tak długo, że już nie słyszymy siebie, a orientujemy się, że jesteśmy i razem się modlimy. To w niesamowity sposób buduje poczucie wspólnoty – podkreśla prowadzący zajęcia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama