Nowy numer 32/2022 Archiwum

To jest zew serca

Mogą w końcu spokojnie spać i odpoczywać. Dzieci bez lęku obudzić się i przytulić do mamy.

Burmistrz Nidzicy Jacek Kosmala opisał na portalu społecznościowym niedawne wydarzenia w swoim mieście: „To była piękna i szybka akcja! 19 kobiet i 30 dzieci od wczorajszej nocy są bezpieczni pod opieką nidziczan o gigantycznych sercach. 50-osobowa grupa ukraińska trafiła spod granicy do naszego miasta i znalazła bezpieczne schronienie u naszych mieszkańców, którzy zaoferowali pomoc, dach nad głową, swoje serca. Najpiękniejsze jest to, że nie jest to spontaniczny akt dobrej woli, a przemyślana, odpowiedzialna decyzja nidziczan, którzy z pełną świadomością biorą na siebie trudy związane z opieką nad naszymi przyjaciółmi z Ukrainy”. Takich sytuacji jest wiele. Polacy otwierają drzwi swoich domów, by osoby dotknięte tragedią wojny mogły poczuć się bezpiecznie.

Zbiorowe dobro

– Właściwie to jest zew serca. To nie jest tak, że my musimy. My chcemy! – uśmiecha się Agnieszka Tołłoczko-Wróbel, fundatorka Fundacji Twoja Rodzina. – Zarażamy się wzajemnie tą dobrocią, ona przechodzi z mieszkańca na mieszkańca. W końcu podstawą pracy fundacji jest wiara w Jezusa Chrystusa jako Syna Bożego, jak również niesienie miłości, która jednoczy, ożywia i przebacza. I tak się dzieje – uważa. Wspomina 25 lutego, kiedy napisał do niej przyjaciel z informacją, że do Polski zmierzać zaczynają uchodźcy z objętej wojną Ukrainą. Wówczas od razu pomyślała, że nie ma na co czekać, trzeba działać, bo nie wiadomo kiedy i jak wielu z nich trafi do naszego regionu. Od razu fundacja wraz ze wspólnotą Wieczernik Miłosierdzia Bożego z parafii Miłosierdzia Bożego w Nidzicy, z wolontariuszami, harcerzami, szkołami, parafiami rozpoczęła zbiórkę rzeczy. – Szkoły pięknie działają. Dzieci pieką ciasta, organizują koncerty, spotkania, zbiórki. Prywatni ludzie zgłaszają się z zapytaniem, jak pomóc. Zbierają po znajomych i sąsiadach pieniądze na paliwo, żebyśmy mogli zawozić pomoc na granicę, czy też przywieźć uchodźców do naszego miasta. Jeden pomaga zbiórką, inny dobrym słowem i modlitwą, ktoś poświęca swój czas. Tak rodzi się zbiorowe dobro – podkreśla pani Agnieszka. – To, jak dokonała się pomoc mieszkańców gminy Nidzica, wszystkich nas powaliło na kolana. To jest niesamowite, jak ludzie potrafią się łączyć w trudnych sytuacjach – dodaje. Początkowo zbierane były przede wszystkim ubrania i środki czystości, dziś najwięcej potrzeba materiałów opatrunkowych, leków, które trafiają do Ukrainy na front.

Byli i tacy

– Bardzo chciałam jechać na przejście graniczne. Okazało się, że zdrowie mi na to nie pozwala. Co robić? Żeby ukoić smutek, wpadłam na pomysł, że dla wolontariuszy będę robić na drutach niebiesko-żółte opaski na głowę. I robię – uśmiecha się Jolanta Jastrzębowska. Na granicę pojechał jej mąż Piotr. Wynajęli pięć busów i zawieźli część zgromadzonych rzeczy. W sumie siedmiu kierowców i trzy panie. – Pojechały, bo Ukrainki z dziećmi boją się wsiadać do busów, gdzie są wyłącznie sami mężczyźni. Nasze dary trafiły do puntu, z którego pojechały w głąb Ukrainy. Po drodze kupiliśmy paliwo do kanistrów, bo usłyszeliśmy, że jest taka potrzeba. Przekazaliśmy je straży, która daje je kierowcom oczekującym w kolejkach na wjazd do Polski. Potrzebują go, bo silniki muszą pracować nieustannie, inaczej w samochodach byłoby bardzo zimno – opowiada Piotr. Potem udali się do punktów, gdzie zbierają się uchodźcy. Było ogromnie dużo ludzi skoszarowanych w sali gimnastycznej. Początkowo nikt nie chciał jechać w głąb Polski, wiele kilometrów od granicy. Jednak z czasem znaleźli się chętni. – Widać ludzi, którzy mieli się czas spakować i posiadali duże bagaże. Byli i tacy, którzy tylko z podręcznym plecakiem uciekli spod ostrzału wojsk rosyjskich, przestraszeni, zapłakani… – wspomina Piotr. Część osób zawieźli do Warszawy, do Nidzicy wówczas przyjechało z nimi dziesięć osób. Kilka dni później dojechało 19 kobiet i 30 dzieci. Wzięli ich do swoich domów mieszkańcy Nidzicy i okolic, w tym Jolanta z Piotrem. – Oni nic nie opowiadali… Mogli w końcu spokojnie spać i odpoczywać. Dzieci bez lęku obudzić się i przytulić do mamy – zauważa Piotr.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama