Nasza pomoc polegała na początku na zakwaterowaniu ich w naszym budynku, zapewnieniu poczucia bezpieczeństwa. Staraliśmy się odpowiedzieć na potrzeby chwili, sprawy materialne, bo często przyjeżdżali dosłownie z dwiema walizkami - wspomina ks. Hubert Tryk, rektor seminarium.
Podkreśla, że od samego początku placówka była wspierana przez wielu ludzi dobrej woli. - Wiele darów trafiało do seminarium. Odzież, jedzenie, środki czystości i higieny, zabawki - wymienia rektor.
Kolejnym etapem była pomoc w aklimatyzacji w Polsce. - Kwestie prawne, pomoc w znalezieniu zatrudnienia, w zarejestrowaniu się w programach socjalnych. Kwestie związane ze zdrowiem, bo wiele osób wymagało opieki medycznej - przybliża ks. Tryk.
Wskazuje na kleryków, którzy od samego początku aktywnie włączyli się w pomoc uchodźcom wojennym. - Wspomagali ponad setkę osób, które do nas dotarły. Pracowali praktycznie przez całą dobę. Wiele pytań, spraw, niepewności i obaw. Musieli temu zaradzić, by goście mieli poczucie bezpieczeństwa, a przecież nie wiedzieli, jak się poruszać po Olsztynie, gdzie zrobić zakupy, jak trafić do lekarza - mówi rektor.
Wiele osób, które w lutym zeszłego roku trafiło do seminarium, wróciło do Ukrainy. - Przez ten rok przez naszą placówkę przewinęło się ponad dwieście osób. Obecnie w budynku pozostaje dziewięćdziesiąt pięć. Ci, którzy wyjeżdżali, żegnali się z nami bardzo serdecznie, dziękowali za miejsce, atmosferę, troskę i poczucie bezpieczeństwa. Osoby, które są dłużej u nas, tworzą z nami rodzinę. Ciągle w refektarzu wspólnie spożywamy posiłki, rozmawiamy - mówi ks. Hubert.
Uważa, że ten rok był cennym czasem formacji dla alumnów. - To sprawdzian wrażliwości, serca i umiejętności działania, jak też nawiązywania relacji z drugim, potrzebującym człowiekiem. Widzę, że niesiona pomoc umocniła nas, seminaryjną wspólnotę. Wyzwania spowodowały, że musieliśmy się skonsolidować, zbliżyć do siebie, być w jedności - wskazuje rektor.








