Podczas spotkania o. Andrzej Madej OMI podkreślał rolę poezji w życiu człowieka, tej przestrzeni ducha, gdzie rodzą się najgłębsze odczucia i emocje, które są odbiciem aktu stworzenia, którego dokonał Bóg. Cytował słowa Cypriana Kamila Norwida, który stwierdził, że po człowieku zostaje jedynie poezja i dobroć.
Zauważał, że poezja, to nie są jedynie pisane wiersze, rymy i rytmy, a w nich zawarta refleksja. Poezją jest każda współpraca ze Stwórcą, dzięki której powstaje coś nowego; to kreowanie, a nie powielanie zachowania czy twórczości innych ludzi. - Poezja, znaczy tworzyć. Jednak Twórca jest jeden, więc nie stwarzamy, a współtworzymy z Bogiem. Gdy wyznaję wiarę, słowo „Stworzyciel” wypowiadam po grecku: „Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, Poetę nieba i ziemi”. Także wierzę w Boga Poetę i praktycznie to tylko Jemu słowo „tworzyć” się przynależy w całej pełni, a nam daje natchnienie - wyznał na spotkaniu. Współtworzenie z Bogiem, to całe życie człowieka, to jego odpowiedź na Bożą miłość. Cokolwiek czynimy od serca z miłością, tworzymy poezję życia.
Ojciec Andrzej wspominał mamę, która w rodzinnej wsi była „poetką mody” - była prostą krawcową. Cytował słowa Edwarda Stachury: „Wszystko jest poezją, każdy jest poetą”. - Moja mama była właśnie współtwórczynią. Przychodziły sąsiadki i mówiły: „Miecia, potrzebują na wesele sukienki.”. I mama szyła przy blasku światła z lampy naftowej - wspominał o. Andrzej.
Kiedy wracali z pola po pracy, często już ciemniało. Mama zdejmowała klosz i przecierała z sadzy szkło, by jaśniej było w domu. Szyć trzeba, a dzieci muszą się pouczyć, coś napisać, coś przeczytać. - Na pogrzebie mamy, kiedy głosiłem homilię, mogłem podziękować za tysiące dobrych dni i chwil, za całe dobro. Tylko ile ja bym wtedy mówił? Lista przecież długa. Wybrałem właśnie to, że mama dbała o to, żebyśmy wieczorem mieli trochę światła. Za przecieranie szkła i dolewanie nafty, zapalanie knota. Wszystko po to, byśmy w świetle żyli - wspominał.
Jego mama uszyła wiele sukienek, choć nie wiedziała, co to jest moda prosto z Paryża. Pytała o długość rękawa, długość sukienki, czy ma być stan wysoko, czy nie, jaki ma być dekolt. - Chciała uszyć jak najpiękniejszą sukienkę. Ona była dyktatorką mody tam w lubelskiej naszej wsi i wiedziała, jak uszyć sukienkę, by kobiety były zadowolone. Ona nie kopiowała, a razem z sąsiadkami współtworzyła; każda sukienka była inna. Pan Bóg, pierwszy poeta i największy, On się nie powtarza. Chodzi o to, żebyśmy się i my nie powtarzali, biorąc przykład z Pana Boga, który stworzył nas na swój obraz i podobieństwo - zachęcał misjonarz.
Podkreślał, że współczesnemu człowiekowi potrzeba zmiany podejścia do życia, by było ono twórcze. Przytaczał słowa poety Friedricha Hölderlina, który w „Rozkosznym błękicie” napisał: „Pełen zasług, niemniej poetycko mieszka człowiek na ziemi”. - Mieszkamy w poezji, w pieśniach, w tym, co twórcze, co z miłości powstało. Tymczasem kultura dziś jest chora, ona dryfuje po dnie. I patrzę na słowo „kultura”, to widzę słowo „kult”, czyli chwała Boga. Jeśli ona promieniuje, to tworzy się prawdziwa kultura, czyli humanizm chrześcijański, którego nie da się zamknąć w zakrystii. Ona ma iść, roztaczać coraz to szersze kręgi, wchłaniać życie człowieka, a wszystko z natchnienia miłości. Kiedy odetniemy „kult”, zostanie nam „ura”, czyli bojowy okrzyk Rosjan. Zostaje przemoc, wojna, imperialistyczne myślenie. I to jest dramat współczesnej kultury, która odeszła od kultu; on już nie jest natchnieniem dla twórców. Dziś bardziej się produkuje, niż współtworzy z Bogiem - reflektował o. Andrzej Madej OMI.
Odnosząc się do swojego doświadczenia życia w Turkmenistanie zauważał, że na Wschodzie nie oddziela się filozofii, teologii i poezji, tam te przestrzenie stanowią jedno; temat Boga jest w środku życia. - A w Europie XX wiek? Walka z Bogiem, cięcie korzeni kultury, zmiana świątyń na restauracje, sale koncertowe i magazyny. Rewolucja francuska i październikowa. To jest bezbożność! Gdzie są granice między Kościołem a światem? Czy ktoś je narysuje, że tu się kończy Kościół? A Duch Święty wieje kędy chce. I poezja jest po to, żeby dać świadectwo prawdzie, miłości, która tworzy i rodzi. Ona jest nam po to dana - mówił oblat.
Stąd rzeczywistość jest dziś tak chora, ludzie poddali się wątpliwościom, żyją pod dyktando świata, który umacnia postawę nieufności wobec Boga i ludzi. A poezja jest w stanie obudzić dusze ludzkie. Ona dla wielu dyktatorów była większym wrogiem, niż zastępy ludzi. Konfiskowano tomy wierszy, palono je, by poezja nie budziła ludzi do nowego życia, nie budziła nadziei, że można zmienić siebie i otaczający świat.
Ludzie mówią, jakieś wierszyki, tego nie będę czytać. - Czy jednak wiesz, czym jest poezja? Czy wiesz, że to są słowa, za które ludzie krew przelewali, w więzieniach bici byli, że była ona bardziej niebezpieczna niż czołg? Czy wiesz, że poezją wygrywa się wierność wartościom, wolność sumienia, miłość do ojczyzny i Boga. Pewna ateistka w Kijowie powiedziała mi, że przyszła do Boga przez wiersze. Pomyśl - zachęcał do refleksji o. Madej.
Dlatego i dziś trzeba spotkań z poezją, z ludźmi twórczymi w różnych dziecinach, żeby budzić sumienia, budzić człowieczeństwo w ludziach. - Każde przebudzenie, choćby najbardziej delikatne, zadaje ból, a bez bólu nie ma nawrócenia. Musimy się budzić do życia, musimy się budzić do rozumu, do miłości, do ryzyka. I znów Norwid, który mówi, że choćbyś budził kogoś, spuszczając na jego twarz płatki róż, licz się z tym, że zadasz mu nawet i wtedy ból. A świat mówi, że cierpienie jest złe - zauważał poeta.
Świat głosi hasło tolerancji, samostanowienia, wręcz zabrania wtrącania się w czyjeś życie. - Boże, cośmy zrobili z tolerancji? Czy ja pani nie przeszkadzam? A właśnie błogosławione, że przeszkadzasz; błogosławione, że pomagasz; błogosławione, bo ktoś bez tego trudu, bez tego krzyża nie będzie miał zbawienia, nie będzie miał, bo tak to Pan zamierzył - mówił o. Andrzej.
Budzona nieufność wobec Boga sprawia, że współczesny człowiek zamyka się na nowe życie. - Dziadek miał 16 dzieci. Mój ojciec się urodził w 1927 roku. Polska miała wtedy 9 lat wolności. Wokół bieda. Wszyscy w jednej chałupie, ale zawsze wspominali dobrze tamte czasy, ciotki moje, wujkowie. Bo żeby przekazać życie, żeby kogoś urodzić, żeby następne pokolenie wzbudzić, trzeba mieć nadzieję. Trzeba widzieć życie, jako wartość. Nie chodzi o to, że biologicznie ktoś jest zdolny przekazać życie. Chodzi o to, że ktoś raduje się życiem, widzi życie, jako wartość wielką i dzieli się nią. Tymczasem dzisiaj wiadomość o dziecku budzi od razu poczucie zagrożenia, czy damy radę, skąd weźmiemy pieniądze, co z naszą karierą. Nowe życie nam zagraża. Kiedyś mówiono, że kobieta jest przy nadziei. Dziś, że jest w ciąży, że coś jej ciąży. Czytajmy poezję, bo ona zmienia duszę, ona niesie z sobą nadzieję - podkreślał autor.
Dziś nie przychodzi się na spotkania z poetami, nie kupuje się poezji, nie czyta się wierszy. - I to jest dramat. To świadczy o tym, że twardniejemy, głuchniemy, tracimy wrażliwość. A poezja, to jest wielki dar, to życie twórcze. Jezus był największym poetą, będąc jednocześnie realistą i idealistą. Chodzi o to, żeby nasze życie było twórcze. Chodzi o to, żeby miłość się z nas wylewała i zmieniała w czyn. Chodzi o to, by po prostu żyć pełnią życia, do której zaprasza nas Bóg Ojciec, Poeta nieba i ziemi - przekonywał o. Andrzej Madej OMI.
Na zakończenie spotkania autor przeczytał wybrane wiersze z najnowszego swojego tomiku: „Węzły i węzełki”.
Mrągowo. Spotkanie z o. Andrzejem Madejem OMI, misjonarzem i poetą.Krzysztof Kozłowski








