W Archidiecezjalnym Domu Rekolekcyjnym "Domus Mariae" w Gietrzwałdzie odbyło się spotkanie poświęcone roli kobiet w służbie zdrowia. Swoim doświadczeniem z codziennej pracy w szpitalu podzielił się Robert Kamiński, dyrektor Apostolstwa Chorych Archidiecezji Warmińskiej. - To jest dramat, że w miejscu, w którym śmierć chodzi po korytarzach, hasa po salach, ludzie nie są w stanie zaprosić do serca Boga, który do nich przychodzi - mówił.
Domus Mariae staje się miejscem, gdzie odbywa się coraz więcej spotkań, które mają na celu ukazywanie ewangelicznych postaw w codziennym życiu, jak i prezentujących kulturę chrześcijańską. - Staramy się stworzyć przestrzeń, gdzie mówimy o ważnych kwestiach życia. Chcemy również, aby nasz dom stał się miejscem prezentowania szeroko rozumianej kultury, w tym muzyki i literatury. To ważne, aby ukazywać bogactwo i głębię chrześcijańskiej refleksji - mówił dyrektor ks. Bartłomiej Matczak.
Na spotkaniu dla kobiet o ich roli w szpitalnictwie mówił Robert Kamiński, dyrektor Apostolstwa Chorych Archidiecezji Warmińskiej. Na wstępie zauważał, że opiekuńczości wpisana jest w autorytet kobiety. - Proszę zobaczyć to na przykładzie swoich rodzin. Do kogo biegnie dziecko, które się zrani? Zawsze będzie wołał mamę. To już pokazuje, że od najmłodszych lat jesteśmy wpisani w autorytet kobiety jako tej, która niesie opiekę, która daje poczucie dobrze spełnianego obowiązku matki, opiekunki. Nie bez powodu Maryję nazywamy opiekunką - argumentował. - Nie da się mówić o chorobie, o szpitalu, o szpitalnictwie, o posłudze chorym, nie używając do tego argumentu kobiecości - mówił.
Podkreślał, że życie mężczyzny nacechowane powinno być troską o bezpieczeństwo, a kobiety opiekuńczością, troską o dobry byt domu. Nie inaczej jest w służbie zdrowia.
Wyjaśniał, że hospitalizacja pochodzi od łacińskiego słowa hospitalitas, co tłumaczymy, jako gościnność. - Szpitalnictwo nie narodziło się z technologii, ale z idei gościnności. Dzisiaj gdybyśmy powiedzieli, że szpital to dom gościnny, to wzbudziłoby to co najmniej zdziwienie. A przecież tak jest. Chory wchodzi za mury szpitala, trafia na łóżko szpitalne i otoczony jest opieką. Pobyt w szpitalu, to spotkanie się człowieka z człowiekiem. To godność ludzka podniesiona do rangi osoby chorej, niektórzy mówią pokrzywdzonej, a ja uważa, że osoby wybranej. Bo zachorować może każdy, ale nie każdy potrafi chorować godnie - podkreślał.
Domus Mariae - kobiety w służbie zdrowia
Idea szpitalnictwa zrodziła się wokół instytucji Kościoła. Głównie realizowały ją siostry zakonne. - I to właśnie kobiety, które tworzyły zakony pomagające ludziom chorym, zmieniły przeznaczenie surowego domu szpitala w drugi dom. I dzięki temu, że stworzyły miejsce odpoczynku i dobrego pobytu dla ludzi, a były to kobiety z zakonów głównie kontemplacyjnych, dziś opieka medyczna ma wymiar służby. Dzisiaj w 2026 roku, w dobie rozwoju technologii medycznej na niesamowitym poziomie i sztucznej inteligencji, trzeba nam się zastanowić i odpowiedzieć na pytanie, co jest dzisiaj istotą leczenia? Wielu odpowie: dobre postawienie diagnozy, zabieg, opieka medyczna, leki. Nie. Nic się nie zmieniło. Nadal istotą leczenia jest obecność i troska - zauważał. Gdyby nie było zwykłej ludzkiej troski o drugiego człowieka, leczenie nie przebiegałoby w tak dobry sposób, w jaki przebiega.
Odnosił się do najnowszych statystyk, które mówią, że 60 proc. lekarzy, to kobiety, i 95 proc. personelu medycznego, to kobiety. - To pokazuje jedną podstawową prawdę, że gdybyśmy wyprowadzili kobiety z medycyny, ze szpitali, to byłby koniec medycyny - podkreślił Robert.
Wskazywał na fakt, że spośród wszystkich dyrektorów olsztyńskich szpitali, tylko w jednym przypadku jest to mężczyzna. - Menadżerstwo w szpitalu, to nie są tylko słupki, cyfry i procedury. Menadżerstwo w takim miejscu to jest przede wszystkim dobór ludzi do opieki. Dobry menadżer nie pozwoli sobie na to, żeby ktoś traktował pacjenta z góry. Dobry menadżer musi zadbać o atmosferę w tym miejscu, bo atmosfera to jest podstawowa rzecz, która leczy. Jeżeli ktoś czuje się dobrze wewnątrz szpitala, mimo to, że cierpi, to cierpi inaczej.
W szpitalu, w którym pracuje, przebywa około 1500 pacjentów. Zawody techniczne w szpitalu wykonuje 128 osób, w tym tylko 4 mężczyzn. - Kobiety obsługują sprzęt, który waży, który jest trudny do obsługi, który wymaga podniesienia pacjenta, który jest generalnie bardzo fizycznym sportem, jak ja to nazywam w szpitalu. A jednak obsługują go kobiety. Ich wrażliwość na ból, na cierpienie jest zupełnie inna niż mężczyzny. Każdy lekarz jest bardzo dobrze wykształconym człowiekiem, jest profesjonalistą w swoim fachu i podczas obchodów udziela konkretnych informacji. Po godzinie przychodzi pielęgniarka podać pacjentowi leki i on ma dziesiątki pytań, co doktor miał na myśli. Obserwuję to każdego dnia w szpitalu - opowiadał.
Podkreślał, że kobieta w służbie zdrowia częściej postrzega pacjenta nie jako przypadek kliniczny, ale osobę z jej historią, lękiem i rodziną. - Widzę ich radość posługi wśród pacjentów i dawanie im poczucia bliskości i obecności kogoś innego niż rodzina - wyznał.
Odnosząc się do swojej posługi w szpitalu stwierdził, że służba chorym uczy przede wszystkim pokory, bo w chorobie drugiego człowieka, jeśli ktoś nie zobaczy siebie na miejscu pacjenta, nie pomoże mu. Pomoc zaczyna się wtedy, kiedy sami sobie uświadomimy, że jutro ja mogę tu leżeć i mogę potrzebować pomocy również od obcej osoby, którą ja jestem dla tego pacjenta. Przeprowadził już wiele rozmów z chorymi, którzy nie potrafili odkryć sensu cierpienia.
- To nasza służba, idea apostolstwa chorych, by ukazać głębię ewangelizacji poprzez ludzi chorych. Pragniemy dać chorym możliwości ukazywania Boga światu w świetle cierpienia, co podnosi rangę ich choroby do granic niesamowitych i budzi wolę walki z chorobą po to, żeby pokazać innym, że mnie się udało, z Bogiem na ustach. To jest ważna diagnoza duchowego życia - mówił.
W szpitalu, gdzie posługuje, przebywa około 1500 pacjentów i pracuje ponad 2000 osób. - Kiedy leżałem w szpitalu, to były lata 1986-93, wszystko wtedy było inne. Kiedy chodziłem na Mszę św. w kaplicy nie było wolnych miejsc, a było nawet dwieście miejsc w ławkach. Dzisiaj mamy w kaplicy 36 miejsc siedzących. W szpitalu, w którym razem z pacjentami jest ponad 3000 osób, w niedzielę na Eucharystii jest 12 osób - przybliżał.
Robert jest też nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. - Ograniczyliśmy chodzenie z Komunią do chorych do trzech dni w tygodniu, bo wielu pacjentów napisało listy do dyrekcji, że gdy ksiądz chodzi z Komunią, to obraża ich uczucia. W niedzielę Ciało Eucharystyczne przyjmuje zaledwie 40 osób, czyli niecały procent chorych. To jest dramat, że w miejscu, w którym śmierć chodzi po korytarzach, hasa po salach, ludzie nie są w stanie zaprosić do serca Boga, który do nich przychodzi. Dlatego tworzymy wspólnotę osób, które udowodnią, że życie w chorobie bez Boga jest trudniejsze niż życie w chorobie z Bogiem. To nie jest tak, że uważam, że pacjent, który nie wierzy w Pana Boga, umrze. Nie. On wyjdzie ze szpitala. Ale o ile łatwiej będzie mu się żyło ze świadomością, że pomoc nie ogranicza się do lekarza, pielęgniarki, salowej, że on jeszcze może dostać inną pomoc, pomoc Boga - podkreślał.