Koncert, co cicho duszę przemienił

W kawiarni Archidiecezjalnego Domu Rekolekcyjnego „Domus Mariae” w Gietrzwałdzie odbył się koncert Antoniny Krzysztoń, której twórczość od lat porusza serca słuchaczy i skłania do refleksji. - Kameralna przestrzeń oraz ciepła atmosfera sprawiły, że był to wieczór prawdziwego spotkania z muzyką, słowem i drugim człowiekiem - uważa ks. Bartłomiej Matczak, dyrektor domu.

Antonina Krzysztoń ma wielu wielbicieli swojej twórczości. Nie dziwi więc fakt, że kawiarnia Domus Mariae wypełniła się „po brzegi” fanami artystki. Podczas koncertu artystka zaprezentowała utwory pełne wrażliwości, prostoty i duchowej głębi. Subtelne brzmienie gitary, szczerość przekazu oraz cisza, która wybrzmiewała między kolejnymi dźwiękami, tworzyły przestrzeń do zatrzymania i wewnętrznego wyciszenia. Publiczność z dużą uważnością i wzruszeniem wsłuchiwała się w kolejne pieśni, nagradzając artystkę długimi brawami.

- Koncert stał się nie tylko wydarzeniem artystycznym, ale także doświadczeniem duchowym, chwilą wspólnego przeżywania emocji, refleksji i wdzięczności. Był to czas, który na długo pozostanie w pamięci uczestników - mówi ks. Bartłomiej Matczak i zauważa, że był to szczególny koncert, bo dedykowanym przyjaciołom domu, tym, którzy to miejsce współtworzą, karmią je swoją obecnością, sercem i uważnością. - Już sama ta intencja sprawiła, że wieczór miał w sobie coś z ciszy modlitwy - dodaje dyrektor.

- Dla mnie ten koncert nie był tylko muzyką. Był spotkaniem. Był zatrzymaniem. Był jak wejście w przestrzeń, w której słowa nie muszą krzyczeć, żeby dotknąć najgłębiej. Każda piosenka, każda kolęda niosła w sobie delikatność i prawdę, która trafiała prosto w serce - wyznaje Aneta.

Szczególnie poruszyły ją słowa piosenki: „Przychodzę do ciebie, przychodzę dla ciebie, osuszyć twoje łzy; i ty bądź jak chleb, by inni ludzie mogli cię jeść.” - Te zdania wybrzmiały we mnie jak ciche wezwanie. Jak obietnica obecności Boga, drugiego człowieka, a może i tej najczulszej części samej siebie. Przychodzę, żeby osuszyć łzy. Nie naprawić świat, nie dawać gotowych odpowiedzi, a po prostu być. A potem ta prośba, by być jak chleb. Zwyczajny. Codzienny. Dzielony. Dający życie innym. Wrażliwość Antoniny Krzysztoń stała się tego wieczoru ukojeniem dla mojej duszy i serca. Wyszłam z tego koncertu poruszona, wdzięczna i cicho przemieniona. Jak po modlitwie, która nie potrzebuje wielu słów, bo zostaje w sercu na długo. Jestem bardzo wdzięczna, że mogłam wziąć udział w tym wydarzeniu - mówi wyraźnie wzruszona.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..