Dam moje cierpienie, dam moją starość

We wspomnienie liturgiczne Matki Bożej z Lourdes przeżywamy w Kościele Światowy Dzień Chorego. W tym roku na przewodnią myśl naszej refleksji nad cierpieniem papież Leon XIV wybrał słowa: „Współczucie Samarytanina: kochać, niosąc ból bliźniego”. - Towarzyszenia cierpieniu osoby bliskiej jest nadzwyczajną chrześcijańską szkołą szukania sensu dla życia w cierpieniu, szkołą pokory i umiejętności przyjęcia cierpienia, które nie jest przekleństwem, a darem - mówi ks. Henryk Błaszczyk.

W archidiecezji warmińskiej centralna Msza św. w intencji chorych wraz z udzieleniem sakramentu namaszczenia chorych sprawowana była w Konkatedrze św. Jakuba w Olsztynie. Liturgii przewodniczył abp Józef Górzyński.

Metropolita warmiński podkreślał, że cierpienie wpisane jest w zbawcze dzieło Pana Jezusa. - Czasami mamy takie przekonanie, że modląc się do Pana Boga, przede wszystkim chcemy osiągnąć to, żeby nas wszelkie nieszczęścia pominęły z chorobą włącznie. Natomiast to, co przynosi Chrystus Pan, to przynosi tę moc, która pozwala nam zmierzyć się z rzeczywistością, czyli nie unikać przeszkód, ale pokonywać te przeszkody - mówił abp Józef Górzyński.

Podkreślał, że formuła sakramentu chorych dotyka wymiaru choroby duszy i choroby ciała. - Miejmy świadomość, w kontekście tego sakramentu i dnia chorego, że przede wszystkim chcemy spotkać Tego, który uzdrawia nas cieleśnie. Jezus ma tę moc uzdrowienia w ciele. Ale dla nas chrześcijan, to za mało. Choroba ciała, ona nam przypomina także mocno o naszej słabości, która ma także wymiar duchowy. Lekarz jest jeden. On uzdrawia na ciele, on uzdrawia na duszy - podkreślał metropolita warmiński.

W trakcie Mszy św. kapłani udzielili wiernym sakramentu chorych, namaszczając ich głowy i ręce olejem pobłogosławionym podczas wielkoczwartkowej liturgii.

Cierpienie i śmierć, choć tak niechciane przez współczesnego człowieka, były, są i będą. Jako chrześcijanie wiemy, że tylko w Chrystusie jesteśmy w stanie dojrzale odpowiedzieć na to trudne powołanie, jakim jest cierpienie. Doskonale zdają sobie z tego sprawę kapelani szpitalni.

- „Jeżeli On cierpiał, to ja cierpieć potrafię i to cierpienie mogę komuś ofiarować”, to są słowa pana Kazimierza z hospicjum, który bardzo mnie prosił, żebym był obecny przy nim w godzinie jego śmierci. Umówiłem się z personelem medycznym, z pielęgniarkami, że gdy rozpocznie się proces konania, żeby mnie sprowadzono. Przyjechałem po pierwszej w nocy. Na ścianie wisiał krzyż. Pan Kazimierz poprosił, bym mu go dał. Przytulił go i mówi: „Wiesz, lżej umierać, gdy się umiera w jedności z Chrystusem” - wspomina ks. Henryk Błaszczyk, diecezjalny duszpasterz Służby Zdrowia i Apostolstwa Chorych, kapelan Wojewódzkiego Szpitala w Olsztynie.

Wyjaśnia, że misją Apostolstwa Chorych jest pomoc człowiekowi w zrozumieniu sensu swojego cierpienia. - Trudno nam znaleźć usprawiedliwienie dla niewydolności naszego ciała. Rzeczywiście, jesteśmy słabi cieleśnie, ale mamy bardzo mocnego ducha i mamy też nieśmiertelną duszę, która niekiedy wyrywa się już z tego ciała, które nie ma siły żyć. W naszej chrześcijańskiej koncepcji śmierć to oddzielenie duszy od ciała. Jednak zanim to nastąpi, często przeżywamy czas cierpienia, które można nie zmarnować, ofiarowując je komuś - przybliża duszpasterz.

Choroba jest też czasem szczególnych rekolekcji dla najbliższych. - Moment towarzyszenia cierpieniu osoby bliskiej jest nadzwyczajną chrześcijańską szkołą szukania sensu dla życia w cierpieniu, szkołą pokory i umiejętności przyjęcia cierpienia, które nie jest przekleństwem, a darem. Śmierć osoby bliskiej przemienia nas. To jest akademia cierpienia, która nie jest obojętna dla osoby, która kocha - uważa ks. Błaszczyk.

Jako kapelan szpitala dobrze wie, czym jest towarzyszenie chorym i umierającym. W godzinie konania w człowieku objawia się całe jego życie. - Bunt i złość jest wtedy, kiedy jest samotność albo nie ma miłości osoby, którą się kocha. Ludzie, którzy żyli długie lata w samotności, kiedy odchodzą, doznają jeszcze większej samotności. Jeżeli ktoś był kochany i obok niego są osoby, które go kochają, to umieranie przeżywane jest w spokoju - przybliża kapelan.

Podkreśla, że każdy cierpiący może cierpienie złożyć w darze Jezusowi, przedkładając swoje intencje. - Panie Jezu, zależy mi na moich wnukach. Przyjmij moje cierpienie, aby nie odeszły od wiary. Panie Jezu pragnę, aby moja córka i jej mąż byli szczęśliwym małżeństwem, aby po chrześcijańsku wychowali dzieci. Nie wiem, co mam dać. Dam moje cierpienie, dam moją starość. Niech to będzie takim duchowym prezentem dla nich, bo ja wiem, że Ty możesz to przyjąć i mocą tego mojego daru, tej ofiary, uczynić dla nich tę łaskę, aby żyli po Bożemu, aby żyli z nadzieją, że tak naprawdę liczy się ich miłość, ich bycie razem, ich niezważanie na problemy, które przeminą za chwilę. Tak możemy ofiarować się za innych - wyjaśnia ks. Henryk.

W duchowości chrześcijańskiej jest taki pozytywny obraz, który mówi o szkatułce. Gdy się modlimy, to w niej składamy nasze modlitwy, a Pan Bóg z modlitw czyni rzeczywistość przyjazną dla człowieka; rzeczywistość, która prowadzi drogą ku Bogu, nie ku potępieniu. - Można zatracić cierpienie lub można być sługą życia w cierpieniu, dając to cierpienie komuś - dodaje duszpasterz.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..