Ruszyły zapisy na Ekstremalną Drogę Krzyżową. - Jeżeli ktoś się zastanawia nad tym, czy pójść, to już jest znak, że Jezus zaprasza cię na to wielogodzinne spotkanie. Spotkanie, a nie próbę sił. Spotkanie, a nie wyzwanie - mówi w rozmowie ks. Paweł Szumowski.
Krzysztof Kozłowski: Ekstremalna Droga Krzyżowa - kilka trudnych godzin twarzą twarz z cierpiącym Chrystusem. W tym roku drodze będzie towarzyszyła przewodnia myśl: „Podróż w głąb siebie”.
Ksiądz Paweł Szumowski: Sugeruje nam ona to, byśmy mieli odwagę zajrzenia w swoje serce głębiej, niż czynimy to na co dzień. Droga, którą podejmiemy, to prawie 50 kilometrów marszu nocą, w milczeniu. Każdej stacji drogi krzyżowej towarzyszą rozważania. Niczym Jezusowi, tak i nam z każdym krokiem będzie coraz trudniej. Przyjdzie zmęczenie, senność, ból nóg i wątpliwości, czym dam radę, czy dojdę do końca. W takich chwilach zaczyna się myśleć inaczej, zaczyna się dotykać prawdy o swojej słabości. Najgorzej jest, moim zdaniem, tak w połowie drogi. Sztywnieją wszystkie mięśnie, a w głowie odzywa się pokusa, żeby zakończyć to wszystko, żeby nie iść dalej. Kryzys za kryzysem. Tylko doświadczenie tego pozwoli zrozumieć, o czym mówię.
Jednak, by tego doświadczyć, trzeba na początku podjąć decyzję, że w tym roku idę na EDK, idę mimo lęku, wątpliwości, czy dam radę.
Jeżeli ktoś się zastanawia nad tym, czy pójść, to już jest znak, że Jezus zaprasza cię na to wielogodzinne spotkanie. Spotkanie, a nie próbę sił. Spotkanie, a nie wyzwanie. Spotkanie nie dla kondycji fizycznej, a dla nawrócenia. I nie jest ważne, czy przejdziesz całą trasę, czy zrezygnujesz w połowie drogi. Każdy tu dotyka swojej pełni, którą nie wyznaczają kilometry, a relacja miłości. By poczuć głębię, trzeba wyruszyć w drogę fizyczną, może na początku z uśmiechem, z przekonaniem o własnych siłach. Z każdym kilometrem ciało wprowadzane jest w kryzys i wydaje się, że dopiero wówczas myśli przenikają w głąb, dostrzegając to, czym się żyje, co jest ważne.
Myślę, że ujrzałbym wówczas siebie leżącego na kanapie, może zabieganego w codzienności, wypełniającego ciszę - do której zaprasza Bóg - muzyką, serialem, przyjemnym spotkaniem. Ja i moje przyjemności. Czy to jedyny prawdziwy ja?
Każdy ma swoje odkrycia. Z pewnością w takim kryzysie ucieka się myślami do swoich przyjemności. Tymczasem w takim spotkaniu z Jezusem trzeba doświadczyć śmierci tego, co w nas słabe, leniwe, niewartościowe, choć w codzienności wydaje się być naszym skarbem. Droga krzyżowa Jezusa była ekstremalna. Kiedy patrzymy na uliczki w Jerozolimie tam, gdzie Pan Jezus przechodził z krzyżem, tam było ekstremalnie. Kamienie, stragany, On przewracał się, inni pluli na niego. Na końcu czekała go straszna śmierć. Ta ekstremalna droga krzyżowa ma nas doprowadzić do tego, żeby coś w nas umarło. Umiera stary człowiek, ten wygodnicki, który leży na kanapie. Chodzi o to, żeby się narodzić na nowo. Kiedy już jest po tej drodze krzyżowej, mija tydzień, to sobie myślę: jejku, jak to w ogóle możliwe, że tyle da się przejść w jedną noc? Ale potem w trudnych sytuacjach życiowych, kiedy mam różne ważne zadania, to wiem, że dam radę, podołam. Dlaczego? Bo przeszedłem w nocy 50 kilometrów wraz z Jezusem. Wraz z Nim przejdę każdą życiową drogę.
Bo w pewnym momencie EDK już nie idzie się o własnych siłach, tylko ze świadomością łaski Bożej? Czy to trochę tak, jak ze świadomością niektórych, że na porannej kawie są w stanie pociągnąć do południa?
Zapewne tak (śmiech). Ale, tak odnośnie kawy, to rok temu przeprowadziliśmy ankietę wśród uczestników o naszej EDK. Było dużo pozytywnych głosów, ale były też negatywne, które wskazywały na fakt, że w połowie drogi na uczestników powinien czekać poczęstunek, gorąca herbata, kawa. Oczywiście, niczego nie zmieniamy. Na tym polega ekstremum, że brakuje mi kogoś lub czegoś, co jest dla mnie wygodą. Pan Jezus, kiedy niósł krzyż, nie miał przerwy na odpoczynek, na posiłek, uzupełnienie płynów. On szedł. My idziemy z Nim. Idziemy w głąb siebie. Zachęcam do podjęcia tej drogi, bez względu na to, czy przejdzie się całą trasę, czy tylko jej część. Można już rejestrować się na stronie edk.org.pl. Trzeba wybrać pole „zapisz się”, potem miasto i trasę. Jezus czeka na ciebie i chce cię zabrać w podróż w głąb siebie.
EDK to droga w samotności. Zapewne niektórzy obawiają się, że w przypadku kryzysu mogą zostać osamotnieni. Czy to słuszna obawa?
Pierwsza kwestia. Przed wyjściem należy ściągnąć aplikację EDK, dzięki czemu przez całą drogę prowadzi nas nawigacja, więc nie zabłądzimy. Druga kwestia - tak naprawdę idziemy w rozciągniętej grupie. Obok nas idą ludzie. W zeszłym roku szło ponad 200 osób. Gdy idziemy, widzimy gdzieś tam lampeczkę z przodu, gdzieś z tyłu. Czujemy, że ktoś jest obok nas. To też uświadamia, jak ważna jest obecność drugiego człowieka, chociaż nawet z nim nie rozmawiamy, ale wiemy, czujemy, że on jest.