Nie możemy zamykać szpitali

Dziś w Warszawie odbędzie się protest przedstawicieli szpitali powiatowych oraz samorządowców. - Szkoda, że musimy się upominać na ulicach o to, co powinno być elementem normalności. Nawet covidowe lata nie były tak straszne dla służby zdrowia, jak ostatnie trzy lata - mówi starosta olsztyński Andrzej Abako.

Przed Ministerstwem Zdrowia w Warszawie odbędzie się protest, w którym wezmą udział dyrektorzy i przedstawiciele szpitali powiatowych oraz samorządowców. Będą protestować, ponieważ sytuacja szpitali w wielu przypadkach jest wręcz dramatyczna. To również odpowiedź na brak rozliczeń za wykonane świadczeń oraz zmniejszanie środków przeznaczanych na leczenie.

Krzysztof Kozłowski: Pogłębiający się kryzys finansowy w ochronie zdrowia odczuwają nasze placówki lokalne, w tym Szpital Powiatowy w Biskupcu prowadzony przez powiat olsztyński. Jak obecnie wygląda sytuacja finansowa tej placówki? 
Andrzej Abako, starosta powiatu olsztyńskiego: Jest bardzo trudna, mimo starań i dobrego zarządzania przez panią dyrektor i kadrę. Co ważne, przez ostatnie półtora roku odbudowaliśmy cały zespół medyczny i białego personelu, a mieliśmy z tym duże problemy. Dzisiaj w szpitalu jest praktycznie stuprocentowa obsada. Mimo tego, że jest stuprocentowa obsada, nadal brakuje pieniędzy. Szpital musiał się zadłużyć w bankach komercyjnych na poważne kwoty, bo to jest kwota ponad 27 mln zł, które trzeba będzie w perspektywie najbliższych lat spłacić. Dodatkowo powiat olsztyński, widząc potrzebę ratowania tego szpitala, pożyczył placówce 5 mln zł. Na ten moment stoimy przed dylematem pożyczenia kolejnej kwoty 7 milionów i zrobimy wszystko, żeby nasz szpital w Biskupcu miał płynność finansową. Patrząc w perspektywie, włożyliśmy - jako samorząd - w ostatniej dekadzie w nasze szpitale prawie 60 mln zł, na zmiany strukturalne, remonty, na nowoczesny sprzęt, nowoczesne wyposażenie i tomograf, i najnowocześniejszy rentgen. Wystarczy wejść do szpitala w Biskupcu, żeby zobaczyć, że to jest szpital XXI wieku. Nasze starania mają służyć naszym mieszkańcom po to, żeby dostali najlepszą usługę medyczną udzieloną przez dobrą kadrę.

Jakie jest aktualne zadłużenie szpitala w Biskupcu?
W 2026 roku przekroczy 40 mln zł. To jest już bardzo duża kwota, która spędza sen z moich powiek. Czekamy cały czas na restrukturyzację, bo od trzech lat mówi się o tym, że to Bank Gospodarstwa Krajowego przejmie restrukturyzację szpitali, stworzy wspólnie z nimi programy naprawcze, dzięki którym szpitale zbilansują wpływy z wydatkami przy jednoczesnym spłaceniu zobowiązań w długim terminie. Mówi się o 20 latach spłaty tych zobowiązań z umorzeniami, jeżeli szpital będzie spełniał wszystkie kryteria. To szansa dla szpitali na lepsze jutro, ale czekamy na tę decyzję trzy lata. To za długo. Nie wcześniejsze, a ostatnie trzy lata spowodowały te 40 milionów długu. Nawet covidowe lata nie były tak straszne dla służby zdrowia, jak ostatnie trzy lata. Brak szybkiej decyzji rządu powoduje, że szpitale ratując się, chcąc dać dobrą usługę dla mieszkańców i realizować cele, do których są powołane, musiały sięgać po pieniądze komercyjne.

Dziś protest przedstawicieli szpitali i samorządowców w Warszawie. Jakie są wasze najważniejsze oczekiwania?
Potrzebna jest pilna restrukturyzacja. Nie możemy zamykać szpitali, one są potrzebne w każdym powiecie. Tylko musimy się zastanowić, czy wszędzie jest potrzebna 24-godzinna obsługa naszych mieszkańców. Ważne jest to, żeby był dostęp do lekarza w dyżurze ośmiogodzinnym, żeby zdiagnozować pacjenta, a jeżeli będzie mu potrzebna pomoc, to będzie on kierowany do szpitala, który ma całodobową opiekę. Musimy racjonalnie podejść wspólnie z politykami, wspólnie z Narodowym Funduszem Zdrowia do tego, żeby stworzyć sieć dobrego dostępu do służby zdrowia w zakresie ośmiogodzinnej i w zakresie całodobowym. Jest to możliwe do wykonania przy utrzymaniu wszystkich szpitali.

Czy do tej sytuacji nie przyczynia się fakt, iż jako województwa warmińsko-mazurskie mamy najniższą wycenę świadczeń medycznych?
Jesteśmy traktowani już jak Polska „D”. Jesteśmy na szarym końcu wyceny świadczeń, a zdrowie Polaków wszędzie jest tak samo ważne. Równe jest i na Dolnym Śląsku, i w Małopolsce, i w Mazowieckim, i w każdym innym regionie, na Warmii i na Mazurach. Powinno być tyle samo płacone za pacjenta, bez względu na fakt, gdzie trafi do szpitala. Nie wiem, dlaczego politycy podzielili tak te pieniądze, że Warmia i Mazury dostają za poszczególne procedury medyczne najmniej. 

Na dziś przedstawiciele szpitali powiatowych z całej Polski zapowiadają ogólnopolski protest w Warszawie.
Szkoda, że musimy się upominać na ulicach o to, co powinno być elementem normalności. Płacimy 9 procent składki dodatkowej na służbę zdrowia, a to są olbrzymie pieniądze. Mieszkańcy powiatu olsztyńskiego wpłacają na ten cel ponad 600 mln zł, a żeby utrzymać dwa szpitale, których jesteśmy organem założycielskim, trzeba nam trochę ponad 200 mln. Można powiedzieć, że nasi mieszkańcy w całości pokrywają koszty utrzymania naszych szpitali, a mimo tego brakuje na to środków. Przykro mi, że starostowie, dyrektorzy i kadra muszą wyjść na ulicę, żeby się upomnieć o to, że szpitale powiatowe są ważne, bo do nich w pierwszej kolejności trafiają chorzy mieszkańcy z regionu. Później dopiero są szpitale referencyjne, kliniczne, wojewódzkie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..