• facebook
  • rss
  • Pan wcale nie numer jeden

    dodane 08.11.2012 00:00

    O niezbadanych wyrokach Bożych, kuszeniu przez demona władzy i umiłowaniu Eucharystii z Czesławem Najmowiczem rozmawia Krzysztof Kozłowski.

    Krzysztof Kozłowski: Wystartował Pan w zawodach i wygrał. Ale przecież dla Pana rywalizacja nie jest czymś nowym. Sport ciągle wpisany jest w pańskie życie.

    Czesław Najmowicz: – Przez wiele lat byłem czynnym sportowcem i trenerem. Biegałem maratony. Niestety, cztery lata temu doznałem na tyle poważnej kontuzji, że dziś mogę przebiec maksymalnie kilka kilometrów. Ale za to jeżdżę dużo rowerem, nawet po kilkadziesiąt kilometrów dziennie, dużo pływam. Rzeczywiście sport od dzieciństwa był moją pasją i pozostaje nią do dzisiaj. Ciągle jestem aktywnym człowiekiem.

    Może w tym jest jakiś zamysł Boży? Przez kontuzję część aktywności sportowej przeniósł Pan na aktywność społeczną.

    – Niezbadane są wyroki Boże (śmiech). Nie patrzę na to w ten sposób, bo ciągle znajduję czas na uprawianie sportu. Wiem, że aktywność fizyczna oczyszcza człowieka z negatywnych emocji. A te w pracy społecznej, w budowaniu wzajemnego zaufania i szacunku są niczym trucizna. Nie tylko powodują to, że nie widzimy potrzeb ludzkich, ale też zamykają drogę do wypracowywania kompromisów. Czasem brak aktywności wyzwala pychę. Wtedy wydaje się, że jest się najważniejszym człowiekiem w mieście. Osobiście staram się nie zapominać, gdzie jest w Ostródzie moje miejsce.

    Dziś Pana miejsce to najważniejszy fotel w Ostródzie, bardzo pożądany przez wielu. I to Pan jest numerem jeden. Rozdaje Pan karty. Czy to nie jest wspaniałe?

    – Poczułem się przez chwilę, jakbym słyszał słowa szatana, który – kusząc Chrystusa – ukazał mu wszystkie królestwa świata, proponując: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon”. Modlę się o to, abym miał tyle sił, by nie ulec demonowi władzy, temu pożądaniu, które zamyka człowieka na potrzeby innych ludzi.

    Ostróda ma więc nowego burmistrza, który na poważnie traktuje słowa Chrystusa: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!”.

    – Dla mnie bycie burmistrzem nie jest zaspokajaniem siebie, budowaniem wokół siebie niezrozumiałych układów. Nie jest leczeniem kompleksów. Bycie burmistrzem to misja, niezwykle ważne i trudne zadanie do spełnienia. To codzienne wsłuchiwanie się w głos drugiego człowieka, odkrywanie jego potrzeb, dostrzeganie nieszczęść. Wiem również, że swoją pracą muszę odbudować zaufanie społeczeństwa do lokalnej władzy. Ludzie przecież otwarcie mówią, że władza załatwia jedynie własne interesy. Ale do tej pory społeczeństwo nie miało okazji odczuć, że to ono jest ważne, a nie burmistrz. Będę starał się to zmienić, by Urząd Miasta działał na rzecz miasta, a nie promocji władzy i robienia imprez, na których występuje najważniejszy aktor – burmistrz. Bo przecież praca w samorządzie to służba.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół