• facebook
  • rss
  • Buntownik z wyboru

    dodane 18.04.2013 00:15

    Święty Wojciech. Nie chciał bogactwa, walczył z grzesznikami, a nawracać poszedł z krzyżem, a nie z wojskiem. Tak żył i tak umarł. Dlatego jest świętym.

    Święty Wojciech jest jednym z głównych patronów Polski, opiekuje się także archidiecezjami warmińską i gnieźnieńską, oraz diecezjami elbląską i koszalińsko-kołobrzeską. Nasz patron ma dwa imiona: w Polsce, Czechach i niektórych krajach słowiańskich jest czczony właśnie jako Wojciech. W pozostałej części chrześcijańskiego świata znany jest pod imieniem Adalbert.

    Bez eskorty

    Św. Wojciech urodził się ok. roku 956 w Libicach (Czechy). Jego ojciec, Sławnik, był głową możnego rodu, spokrewnionego z dynastią saską, panującą wówczas w Niemczech, a matką Strzeżysława pochodząca z rządzącej państwem czeskim dynastii Przemyślidów. Żywoty świętego, których doczekał się aż trzech, mówią, że Wojciech został przeznaczony do stanu duchownego podczas choroby, kiedy to jego rodzice ślubowali oddanie go na służbę Bogu w zamian za zdrowie dla dziecka. W roku 972 Wojciech został wysłany do Magdeburga, by kształcić się na dworze metropolity św. Adalberta. Tam też przystąpił do sakramentu bierzmowania, a z wdzięczności dla swojego opiekuna przyjął jego imię – pod nim właśnie zapisywany jest w hagiografii katolickiej. Po śmierci magdeburskiego metropolity św. Wojciech wrócił do Pragi, gdzie wkrótce przyjął święcenia kapłańskie, a 3 kwietnia 983 roku stanął na czele diecezji praskiej. Wbrew powszechnie przyjętemu zwyczajowi nie objął diecezji w paradzie, manifestacyjnie, ale boso. Odwiedzał biednych i więźniów, dbał o ich potrzeby. Zajął się również wykupem niewolników. Posługa duszpasterska nie była łatwa. Wystarczy przypomnieć słowa św. Brunona z Kwerfurtu, który pisał w żywocie św. Wojciecha, że „duchowni żenili się jawnie”. Św. Wojciech wyjechał więc do Rzymu, gdzie razem z przyrodnim bratem, bł. Radzimem, wstąpił do benedyktynów. Musiał jednak powrócić do Pragi w 992 roku, kiedy zmarł biskup pomocniczy sprawujący w jego imieniu władzę w diecezji. Kolejne konflikty spowodowały ponowny wyjazd do Rzymu, a stamtąd wreszcie do Polski. Stąd św. Wojciech wraz z bł. Radzimem i subdiakonem Bogusławem Boguszem udał się ewangelizować Prusów. By nadać wyprawie charakter wyłącznie misyjny, oddalił nawet 30 wojów ofiarowanych mu przez Bolesława Chrobrego. Niebawem tłum dzikich Prusaków otoczył misjonarzy i zaczął im złorzeczyć. Ktoś uderzył biskupa wiosłem w plecy tak mocno, że brewiarz wypadł mu z rąk. Święty widząc, że Prusacy nie chcą słyszeć o nowej nauce, postanowił zakończyć wśród nich misję i skierował się ku Polsce. Prusacy szli za nim. 23 kwietnia 997 roku w piątek o świcie uzbrojony tłum rzucił się na misjonarzy. Wśród wrogich okrzyków związano ich, a św. Wojciecha zawleczono na pobliski pagórek. Tam pogański kapłan pierwszy zadał mu śmiertelny cios. Potem 6 włóczni przeszyło jego ciało. Odcięto głowę męczennika i wbito ją na żerdź. Święty miał wówczas zaledwie 40 lat.

    Niechciany intruz

    Chciwi łupu Prusacy wypuścili bł. Radzima i Benedykta z propozycją oddania ciała św. Wojciecha za okup. Bolesław Chrobry przystał na tę propozycję – wykupił ciało świętego za złoto i pochował w Gnieźnie. Kiedy cesarz Otton III dowiedział się o śmierci swojego przyjaciela, wysłał do papieża prośbę o kanonizację misjonarza. Sylwester II w roku 999 uroczyście wpisał św. Wojciecha do katalogu świętych. Rok później miał miejsce słynny zjazd gnieźnieński, który dał początek metropolii gnieźnieńskiej. Bez ofiary św. Wojciecha nie byłoby to możliwe. Męczennik obok Matki Bożej Królowej Polski i św. Stanisława jest głównym patronem Polski, dlatego jego wspomnienie obchodzimy w randze uroczystości. Św. Wojciech jest też patronem archidiecezji warmińskiej oraz diecezji elbląskiej. W Olsztynie już tradycyjnie uroczystości odbędą się w sanktuarium św. Wojciecha – po Mszy św. o godz. 15 wierni przejdą w procesji z relikwiami męczennika. Diecezja elbląska swoje uroczystości przeżywać będzie w Świętym Gaju – prawdopodobnym miejscu śmierci św. Wojciecha. – Po męczeńskiej śmierci świętego tereny te przez przynajmniej 2,5 wieku pozostawały pogańskie. Sama jednak nazwa świadczy o miejscu wyjątkowym. Wykopaliska we wczesnośredniowiecznych grodziskach wskazują na to, że dla Prusów było to miejsce ważne nie tylko religijnie, ale również strategicznie. Musiały przebywać tu jakieś znaczące osoby, których trzeba było bronić przed intruzami. Jednym z takich przybyszów uznanych za intruza był właśnie św. Wojciech – tłumaczy ks. Mirosław Bułecki, opiekun sanktuarium św. Wojciecha. Kult męczennika pojawił się tu dosyć późno. Po reformacji kościół, który istniał tu od XIV w. przeszedł w ręce ewangelików, a oni nie propagowali kultu świętych. Dopiero w 900. rocznicę męczeńskiej śmierci zaczęto szukać jakiś śladów, a odkrycia archeologiczne zaczęły wskazywać na Święty Gaj.

    Unii nie ma, ale jest wiara

    Po II wojnie światowej na te tereny przyszli całkiem nowi ludzie, z różnych części Polski. Święty Gaj w połowie jest zasiedlony przez grekokatolików. Dla przybyszów św. Wojciech również nie był szczególnie ważny. Oni przynieśli tu ze sobą kult św. Antoniego Padewskiego. – Dopiero w latach 80. dzięki staraniom biskupa Juliana Wojtkowskiego ruszyły prace, odbywały się sympozja naukowe, naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego prowadzili prace odkrywcze. Nikt oczywiście nie może dać 100 proc. pewności, ale wszystko wskazuje na to, że to miejsce było wyjątkowe i że śmierć św. Wojciecha mogła tu nastąpić – mówi ks. Bułecki. W 1986 roku patronem świątyni został św. Wojciech Biskup i Męczennik, utworzone zostało również diecezjalne sanktuarium. Już po powstaniu diecezji elbląskiej sprowadzono z Gniezna relikwie pierwszego stopnia, część kości św. Wojciecha. Do diecezjalnego sanktuarium pielgrzymki piesze, rowerowe i autokarowe przyjeżdżają nie tylko na uroczystości ku czci św. Wojciecha. Przez cały sezon od kwietnia do października na miejscu męczeńskiej śmierci pierwszego polskiego świętego pojawiają się pątnicy. Przybywają mimo to, że jak mówi ks. Mirosław Bułecki, dojazd do Świętego Gaju to droga przez mękę. Jeden misjonarz z Białorusi śmiał się nawet, że zrobi zdjęcia drogi i pokaże Aleksandrowi Łukaszence, na znak, że Unia Europejska jeszcze nie wszędzie dotarła. Ludzie jednak przybywają i to chętnie – w domu pielgrzyma swoje rekolekcje organizują grupy parafialne i wspólnoty, a w dzień poprzedzający główne uroczystości ku czci św. Wojciecha przybywają tu kapłani i siostry zakonne z całej diecezji elbląskiej na dzień skupienia. Sobota (główny dzień uroczystości) to dzień pielgrzymek m.in. z Elbląga, Malborka czy Pasłęka. O 14.45 rozpoczyna się procesja z relikwiami świętego do ołtarza polowego, gdzie Mszę św. w tym roku odprawi bp Jan Styrna. Ostatniego dnia po uroczystej Mszy św. odbędzie się trzeci już przegląd chórów. W Świętym Gaju organizowane są też czerwcowe spotkania młodzieży z diecezji elbląskiej. Spotykają się najpierw w Bągarcie. Płynie tam rzeka Dzieżgonka, przez którą miał się przeprawiać św. Wojciech. Po inscenizacji przedstawiającej życie św. Wojciecha młodzież pielgrzymuje do Świętego Gaju, gdzie spotyka się z nimi biskup elbląski. Miał rację Tertulian, mówiąc, że krew męczenników jest nasieniem chrześcijaństwa – Prusowie nie dali się św. Wojciechowi przekonać, ale moc męczennika działa tu nawet po 1000 latach od jego śmierci.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół