• facebook
  • rss
  • Dzieci od Sobieskiego

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 30/2014

    dodane 24.07.2014 00:00

    Słoneczne lato jest błogosławieństwem dla uczestników wypoczynku nad jeziorami. Szczególnie dla tych, którzy przyjechali z kraju, gdzie toczy się zbrojny konflikt.

    Ośrodek Edukacyjno-Wypoczynkowy Caritas Archidiecezji Warmińskiej w Rybakach w lecie pęka w szwach. Oprócz dzieci z różnych regionów Polski przebywają tu także grupy z innych krajów. Między innymi wakacje spędzają tutaj dzieci z Ukrainy. Plaża, kajaki, interesujące wycieczki krajoznawcze są dużą atrakcją dla wszystkich gości.

    Katolicka diaspora

    W tym roku w Rybakach przebywały także dzieci i młodzież z archidiecezji lwowskiej. – Lwowska Caritas wysłała do naszej parafii wiadomość, że są miejsca dla dzieci na koloniach. Można było wybrać różne miejsca. Zdecydowałem się na Rybaki koło Olsztyna, dlatego może, że nigdy nie byłem w tej części Polski. Trochę dla siebie wybrałem. Słyszałem tylko, że jest tu wspaniała przyroda. Chciałem także, aby dzieci zobaczyły ten region, bo w górach już były. Z naszej parafii na tej kolonii jest 10 dzieci. Cała grupa liczy 47 najmłodszych z okolic Lwowa. My jesteśmy z Żółkwi. Trzeba pamiętać, że jest to miasto o pięknej historii, związanej z hetmanem Stanisławem Żółkiewskim i królem Janem III Sobieskim – mówi ks. Andrzej Hano. Miasto jest oddalone od Lwowa 25 km. Mieszka w nim 14 tys. ludzi, ale tylko 150 to katolicy. Wspólnoty są mniej liczne niż w Polsce. Do parafii należą także dwie dojazdowe miejscowości – w jednej jest 80 katolików, w drugiej 10. Pracuje tam dwóch księży – proboszcz i wikariusz, czyli ks. Andrzej. Posługują także siostry dominikanki.

    Pusta klasa

    Dzieci z Ukrainy przyjeżdżając do Polski, mogą cieszyć się atmosferą polskości, która w ich rodzinnych miejscowościach nie jest przez wszystkich akceptowana. Pochodzą one z polskich rodzin, gdzie z pokolenia na pokolenie są przekazywane tradycje i polski język. W szkole dzieci te często określane są jako „ci Polacy”. – Ja pochodzę z polskiej rodziny. Wyniosłem znajomość języka z domu. Chodziłem do szkoły ukraińskiej, więc polskość była kultywowana w rodzinie. Teraz u nas jest szkoła z językiem polskim, bo wiele rodzin chce, aby dzieci uczyły się języka przodków. Istnieje problem pewnego stereotypu: Polak to katolik. Oczywiście w kościele nabożeństwa odprawiane są w dwóch językach: polskim i ukraińskim. Jednak np. we Lwowie przeważa język polski – wyjaśnia ks. Andrzej. Dorośli często wolą się nie afiszować publicznie i nie posługują się na ulicy, w autobusie i innych miejscach językiem polskim. Zdarza się, że np. w autobusie, gdy mówią po polsku, ktoś zwraca uwagę, że jest na Ukrainie i powinien mówić po ukraińsku. Nie ma takich sytuacji w przypadku języka angielskiego lub rosyjskiego. Ale dorośli sobie jakoś radzą. Największy problem mają dzieci. Są w szkole często napiętnowane i słyszą np.: „Polak poszedł”. – Byłem kiedyś na praktyce diakońskiej i spotkałem się z sytuacją, kiedy dokuczano jednemu chłopcu i ciągle wytykano mu jego narodowość. Ale on akurat umiał sobie z tym poradzić i ostro odpowiadał. Po kilku ripostach dali mu spokój – wspomina wikary z Żółkwi. Na Ukrainie odczuwa się nacjonalizm. I to ma wpływ na odniesienie do innych grup narodowościowych. Problem dotyczy Ukrainy Zachodniej, na Wschodzie jest inaczej. Tam też, według wielu, jest przyszłość Kościoła katolickiego. Są budowane nowe świątynie i wspólnoty rozrastają się. Zjawiskiem, które dotyka społeczność polską, jest także emigracja młodzieży do Polski. – Mój brat i siostra zdawali rok temu maturę. Wszyscy koledzy i koleżanki z klasy wyjechali już do Polski. I tak się dzieje co roku – mówi ze smutkiem ks. Andrzej.

    Modlitwa o pokój

    Wypoczynek na Warmii jest także chwilą zapomnienia o trudnej sytuacji, która panuje obecnie na Ukrainie. Choć dzieci pochodzą z regionu, gdzie nie ma działań wojennych, to jednak pośrednio uczestniczą w trwającym konflikcie. Okazuje się, że są tam rodziny oczekujące z niepokojem na wiadomość o swoich synach i wnukach, służących w armii ukraińskiej. – U nas w parafii ta sytuacja dotknęła kilku rodzin, z których młodzi mężczyźni zostali wzięci do wojska. Na szczęście, nikt z nich nie zginął, było tylko kilku rannych. Ale muszę przyznać, że w tych sytuacjach angażowały się całe wioski, na przykład gromadząc się w kaplicach na modlitwie o pokój. Wielu zamawia także Mszę św. o ustanie działań wojennych – mówi ks. Hano. Katolicka większość w Polsce daje komfort wyznawania swoich wartości bez większych trudności. Dzieci z archidiecezji lwowskiej mieszkają często w miejscowościach, gdzie większość stanowią prawosławni. Ich nastawienie jest różne; katolicy spotykają się z wypowiedziami publicznymi duchownych, którzy ludziom mówią, że kto chodzi do kościoła katolickiego, popełnia grzech i nie będzie zbawiony. Nie odpowiadają także na nasze zaproszenia i nie chcą się z nami kontaktować. Ale trzeba uczciwie przyznać, że księża greckokatoliccy także nie zawsze są w dobrych relacjach z nami. Czas spędzony na Warmii bogaty był w różne wydarzenia. Dzieci i młodzież spotkała się także ze swoimi rówieśnikami z Polski. Były rozmowy, powstały nowe znajomości. Kraj nad Wisłą jest często dla młodych Ukraińców miejscem, do którego chcieliby w przyszłości przyjechać.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół