• facebook
  • rss
  • Konstanty narysowany

    dodane 24.07.2014 00:00

    Teatrzyk „Zielona Gęś” miał niewątpliwy zaszczyt przedstawić Kirę Gałczyńską. W Leśniczówce Pranie. Po 17 latach.

    Okazją było pokazanie wydanej właśnie komiksowej wersji Teatrzyku „Zielona Gęś”. 15 lipca wielbiciele Gałczyńskiego mogli po raz pierwszy zobaczyć komiks z jego tekstami w oprawie graficznej Barbary Kuropiejskiej-Przybyszewskiej i Krzysztofa Gawrychowskiego. Kira Gałczyńska mówiła więcej o swoim tacie niż o sobie. Opowiadała też o swoim życiu w leśniczówce. Pozornie mogłoby się wydawać, że dla 14-letniego dziecka było to miejsce „kaźni” – 15 lipca 1950 r. pojawiła się tam po raz pierwszy.

    Jak sama mówi, mogła być na obozie z rówieśnikami, na koloniach, ale nie – rodzice zabrali ją właśnie w to miejsce. – Długo się uczyłam, że to jednak naprawdę było dobre dla mnie, ale wtedy tego nie wiedziałam – mówiła. Opowiadała o tacie i jego pracy w Praniu. – Wstawał zazwyczaj około 5 rano i „musiał” pisać. Chodził po domu, po całej zagrodzie, czasem po całym okolicznym lesie, aż znalazł właściwe słowa. Gospodyni też krzątała się już o tej porze. Rozmawiał z nią wtedy, pytał, czy jej się podoba to, co napisał, i pił mleko, które mu podawała. Nie był w stanie pisać, ot tak – musiał mieć czytelnika, odbiorcę i to najlepiej od razu. Ona zaś cieszyła się, gdy wyrzucał kartki z nieudanymi próbami, bo miała czym palić w piecu – wspominała córka poety. W roku 1980 Kira Gałczyńska założyła Muzeum Leśniczówka Pranie i została jego dyrektorką. 17 lat pracowała w nim, archiwizując rękopisy ojca, przyjmując gości i organizując różne wydarzenia, które miały zachować pamięć o nim. Potem przeszła na emeryturę i wyjechała. 17 lat temu. – Dzisiaj w Praniu jest amfiteatr, jest pomnik zielonej gęsi, są ludzie, którzy kochają mojego tatę, ja popełniłam w życiu sporo błędów, ale dzisiaj umiem przynajmniej je zauważyć, bo gdy tata wytykał mi, że nie uczę się łaciny w liceum, nie rozumiałam go do końca – mówiła pani Kira. Powiedziała też, że matka zmarła, zanim ona zaczęła się interesować zapiskami swego ojca. – Pisał tak niewyraźnie i oszczędnie, że mnie to zdziwiło, bo teksty do druku zawsze zapisywał dużymi literami, żeby zecer nie miał wątpliwości. Prywatne notatki pisał maleńkimi literkami trudnymi do odczytania. Chodziłam nawet do aptek, bo farmaceutki dobrze radzą sobie z nieczytelnymi tekstami, ale i one nie umiały mi pomóc. Prywatne notatki Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego doczekały się publikacji dzięki uporowi pani Kiry. Choć twierdzi ona, że za dużo w nich kwadratowych nawiasów, wskazujących na tylko przypuszczalne słowa, których ojciec mógł użyć, jej praca jest niepodważalnie wspaniała. Wynurza się z niej cały człowiek, kochany i kochający, i nigdy do końca niezrozumiany. Święto, które miało miejsce w Leśniczówce Pranie 15 lipca, otwiera nowy rozdział w historii poezji. Teatrzyk „Zielona Gęś” doczekał się wydania w wersji komiksowej. Kto wie, może znów podbije serca czytelników dzięki ilustracjom, może znów Gałczyński stanie się poetą cytowanym w każdych okolicznościach. Tymczasem „kurtyna spada z hukiem i zabija się na miejscu”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół