• facebook
  • rss
  • Jak rozłupać kokos?

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 49/2014

    dodane 04.12.2014 00:15

    Można tu się pobawić, zjeść coś dobrego, ale przed wszystkim nauczyć pewnych zasad.

    Około południa do dawnego domu katechetycznego przy parafii św. Jerzego w Kętrzynie zaczynają się schodzić dzieci. Mogą tu zostać do 17.00. Mają zapewnioną opiekę i wyżywienie. Tak jest od marca, dzięki pomysłowości młodych ludzi i życzliwości proboszcza. Dawna salka katechetyczna jest teraz miejscem zabawy dla kilkudziesięciu dzieciaków.

    Kokosowy hit

    – Zaczęliśmy w tym tygodniu robić kalendarz adwentowy i mieliśmy wykonywać lampiony, ale dzieci się tak rozbawiły, że przełożyliśmy to na później – mówi psycholog Anna Bieniek. – Najwcześniej przychodzą najmłodsze dzieci, które najszybciej kończą lekcje, czyli sześciolatki. Najpierw odrabiamy z nimi prace domowe, potem dostają dodatkowe zadania do wykonania, albo książkę do poczytania. Chętnie układają puzzle – wyjaśnia.

    Około 14.00 jest posiłek, w przygotowaniu którego często pomagają dzieci. Same rozkładają naczynia, a potem sprzątają. Dziś posiłek trwał długo, bo dzieci smakowały różnych owoców. Atrakcją było rozłupywanie kokosa i wyciąganie go ze skorupki. Były także ananasy, granaty, melon i awokado. Na zajęcia do świetlicy przychodzi sporo dzieci, ale część z nich nieregularnie. Na liście jest czterdziestka, codziennie zjawia się połowa z nich. Edyta Nykiel dowiedziała się o świetlicy od koleżanki, która przyprowadziła tu swoich dwóch synów. – Ta świetlica jest bardzo dobrym miejscem. Jestem samotną matką z trójką dzieci i dla mnie jest to wielka pomoc. Moja siedmioletnia córka i jedenastoletni syn biorą udział w zajęciach świetlicowych – mówi. – Nasze pociechy doświadczają tu wiele dobroci, a przy okazji mogą się wiele nauczyć. Nawet jeśli dzieciak coś zbroi, wychowawcy zwracają nam na to uwagę i motywują do dobrego działania. Ta świetlica jest dla mnie jak anioł. Bardzo się cieszę, że powstała i chciałabym, żeby istniała dalej. Dzięki niej mogę chwilę odpocząć. Osobie, która stworzyła to miejsce dałabym chętnie jakąś nagrodę – dodaje z uśmiechem.

    Tak pomoc jest potrzebna

    W powadzenie świetlicy zaangażowała się trójka młodych ludzi: Katarzyna Muszołowska, Anna Bieniek i Zbigniew Mirocha. – Przewodniczę Parafialnemu Oddziałowi Caritas, który od początku istnienia nastawiony był na pomoc, przede wszystkim dzieciom. Organizowaliśmy różne akcje – np. zbiórkę żywności, kolonie, wycieczki – wyjaśnia pan Zbigniew. Jakiś czas temu pojawił się pomysł stworzenia parafialnej świetlicy socjoterapeutycznej dla dzieci. W roku 2009 za namową ks. Stanisława Majewskiego otworzono świetlicę na trzy miesiące – na tyle pozwalał ówczesny budżet. Wtedy zajęcia odbywały się tylko 2 godziny dziennie. – Na początku tego roku złożyliśmy projekt grantowy do urzędu miasta w Kętrzynie. Dotyczył on wykorzystania pieniędzy z puli przeciwdziałania uzależnieniom i patologiom. I udało się. Pierwszy grant pozwolił nam działać w pierwszym półroczu 2014, drugi aż do tej pory – mówi Zbigniew Mirocha. Jak znaleźli chętnych? Organizatorzy świetlicy chodzili od szkoły do szkoły i mówili o pomyśle. Wiadomość przekazali również m.in. znajomym, nauczycielom czy sąsiadom. Nawiązali współpracę z MOPS-em, który codziennie dostarcza do świetlicy posiłki dla dzieci. – Mamy tu dzieci z rodzin wielodzietnych albo rozbitych. Swoje pociechy przyprowadzają samotne matki oraz rodzice, którzy chcieliby, aby np. ich dzieci nauczyły się życia w grupie. Właśnie dla nich organizujemy zajęcia socjoterapeutyczne – mówi Anna Bieniek. Cała trójka opiekunów ma wykształcenie pedagogiczne lub psychologiczne, bo takie jest wymagane od pracowników tego typu placówek. Śmieją się, że dzięki projektowi parafialnej świetlicy socjoterapeutycznej sami stworzyli sobie miejsca pracy.

    Konkretna pomoc

    Ks. Stanisław Majewski – proboszcz parafii pw. św. Jerzego w Kętrzynie – Każda parafia ma za zadanie głoszenie słowa Bożego i świadczenie miłości bliźniego. U nas prawdy wiary możemy przekazywać dzieciom w ramach działalności parafialnej świetlicy. Dzieci za zgodą rodziców uczestniczyły np. w nabożeństwach różańcowych. Jest także bardzo konkretna pomoc – choćby wyżywienie. Opieka dotyczy także tak ważnej sfery jak wykształcenie. Wychowawcy często indywidualnie pracują z dziećmi nad zadaniami domowymi, współpracują ze szkołą, by pomóc konkretnemu dziecku. Choć gmina i MOPS sporo pomagają, użyczane przez parafię pomieszczenia wymagają remontu. Już wymieniliśmy oświetlenie i okna, żeby było jaśniej i cieplej. Ale na inne prace potrzebujemy pieniędzy.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół