Nowy numer 16/2018 Archiwum

Spichlerz dobroci

10 lat Caritas w Srokowie. Jak wiele można zdziałać w kilka osób. Wystarczy zapał i dużo pracy. W Srokowie siedem osób pomaga tysiącu.

Do Wojtka wchodzi się krętymi schodami. Jemu jednak te schody nie są potrzebne, gdyż chodzić nie może. Jego domem jest właściwie łóżko, w którym leży od pięciu lat. Nie zawsze jednak tak było. – To zdarzyło się w wakacje. Syn pojechał do rodziny i poszedł nad wodę. Skoczył za piłką do jeziora i prawie utonął – wspomina Beata Przezpolewska, mama Wojtka.

Wypożyczalnia miłosierdzia

Sześć tygodni rodzice siedzieli przy synu na intensywnej terapii. Skutkiem wypadku była śpiączka, w której chłopiec znajduje się do dziś. Nad łóżkiem wiszą zdjęcia 15-latka. Na wszystkich Wojtek ma medale za osiągnięcia sportowe. – Codziennie przyjeżdża rehabilitant i dzięki temu syn nie ma odleżyn. Reaguje także na głos ojca. Gdy go słyszy, uśmiecha się – mówią rodzice. Państwo Przezpolewscy doświadczyli pomocy od wielu ludzi i instytucji. Miesięcznie wydają ponad 2 tys. zł na rehabilitację i leki, a tylko ojciec Wojtka pracuje. Pani Beata opiekuje się synem. – Wśród naszych darczyńców jest Caritas ze Srokowa. Przeprowadzili zbiórki pieniędzy na pomoc Wojtkowi. Łóżko, na którym teraz leży, dostaliśmy także od nich. I jesteśmy im za to wdzięczni – mówi Mirosław Przezpolewski. A jest to jedno z 28 łóżek miejscowej Caritas. Sprzęt medyczny parafia dostała z Niemiec i od ewangelików z Mikołajek. Są także wózki inwalidzkie, chodziki i inne potrzebne chorym urządzenia. – Wypożyczamy na taki czas, na jaki jest to potrzebne. Wszystko jest u ludzi. Nawet w Kętrzynie i w Węgorzewie – mówi Alicja Jakołcewicz.

Ziemia bez pracy

Sąsiadem Wojtka jest Stanisław Brusiło. Od 10 lat, czyli od samego początku, działa w parafialnym oddziale Caritas. On i Wiesław Banach są najbliższymi współpracownikami księdza proboszcza w kwestiach technicznych w parafii i zarazem aktywnymi członkami srokowskiej Caritas. – Ksiądz Kazimierz zachęcił nas 10 lat temu do zaangażowania się w dzieło pomocy innym i tak się zaczęło – wspomina Stanisław. Na początku zgłosiło się 11 osób, w tym trzech mężczyzn. Dziś aktywnie działa siedem osób, ale jest także wielu, którzy pomagają przy różnych akcjach. – Nie narzekamy na brak pracy. Dużo miejscowości jest dotkniętych biedą, żyjemy na terenach popegeerowskich. Kiedyś PGR-y zapewniały ludziom wszystko, a po przemianach ustrojowych wielu nie odnalazło się w nowej rzeczywistości – wyjaśnia Wiesław. Lista osób, którym pomaga parafia, jest imponująca – liczy ponad 1000 nazwisk. Przyjeżdżają potrzebujący z całej gminy, głównie po żywność. Rocznie parafia rozprowadza ponad 50 ton produktów spożywczych. Z pracą na tych terenach jest kiepsko. Jedynymi pracodawcami są nadleśnictwo, urząd gminy i krawcowa. Ludzie szukają zatrudnienia w Kętrzynie i Węgorzewie, a większość młodych wyjechała za granicę. – Ten rejon jest dla nas, młodych ludzi, bez przyszłości. Obroniłam magisterkę i jestem osobą bezrobotną. Na wyjazd nie mogę sobie pozwolić z przyczyn osobistych. Ale nie tracę nadziei – mówi Marta. Ona także korzystała z pomocy Caritas w Srokowie. Gdy zmarła jej mama, przejęła opiekę nad młodszym rodzeństwem. Było im wtedy trudno, ale znaleźli się dobrzy ludzie.

Łóżko przy oknie

Jedną z aktualnych akcji charytatywnych jest rozdawanie jabłek. Siedziba Caritas dzięki życzliwości wójta Srokowa mieści się w starym spichlerzu, w centrum miejscowości. – W ostatnim tygodniu rozdaliśmy 19 ton owoców. A to tylko jeden transport. Trzeba było widzieć, jak cały rynek zapełnił się ludźmi – mówi Alicja Jakołcewicz. Informacja o rozdawaniu darów przekazywana jest zawsze z ust do ust. Wystarczy wykonać kilka telefonów i wiadomość dochodzi do wszystkich zainteresowanych. Trzeba także rozładować transport, a do tego potrzebnych jest więcej osób. Wtedy zaczyna się polowanie na ochotników. Panowie idą na rynek i „zbierają” z niego bezczynnie siedzących mężczyzn. Zdarza się również zaglądnąć do baru „Bajka” i wyciągnąć tych bardziej sprawnych. Przy ostatnim transporcie pracowało 20 osób. Spichlerz na parterze zapełniły skrzynki z owocami, które w kilka godzin zniknęły. Srokowscy aktywiści pamiętają czasy, gdy po brzegi był zapełniony ubraniami. – Kiedy przychodziły z zagranicy transporty odzieżowe, wszystko było zawalone. Ubrania i buty dobrej jakości schodziły jak świeże bułeczki – wspomina Wiesław. Oczywiście nie każdy może otrzymać pomoc, ale ci, którzy kwalifikują się do niej. W rozeznawaniu sytuacji poszczególnych osób Caritas współpracuje z GOPS-em. Istnieje zresztą nieformalny podział – samorząd dokarmia dzieci w szkole i udziela pomocy finansowej, a parafia wydaje żywność. A sytuacje w niektórych rodzinach są naprawdę krytyczne. – Pamiętam mężczyznę niepełnosprawnego od urodzenia. Pojechaliśmy do niego z pomocą. Miał około 30 lat. Leżał w maleńkim łóżku w ciemnym rogu pomieszczenia. Pierwszy raz widziałam tak skręconego człowieka. Przywieźliśmy dla niego duże łóżko, ustawiliśmy je przy oknie. Jak go do niego przenieśliśmy, wreszcie zobaczył świat – mówi pani Alicja.

Uciekający dziennikarz

Pomoc innym wymaga zaangażowania. Pani Alicja musi pracę w Caritas dzielić z opieką nad 92-letnią mamą. Jednak satysfakcja jest tak duża, że po chwilach zwątpienia przychodzą nowe siły. Czasem tylko pojawia się pytanie, czy ta pomoc na dłuższą metę ma sens. Wielu chorych, starszych i nieporadnych jej potrzebuje, ale są i tacy, którzy się do niej przyzwyczaili i nic nie robią, aby zmienić swój los. – Trzeba dać wędkę, a zabrać rybę. W obecnych warunkach nie ma innego wyjścia. Niektórzy przyzwyczajają się do niej pokoleniowo. Mówią: „Nam się należy”. To jest problem. Trzeba by było zmienić myślenie. Są rodziny żyjące tylko z pomocy socjalnej, bez starania o inne rozwiązanie swoich problemów – mówi Wiesław. Ale jak to zmienić? Jak zaktywizować? – My robimy swoje. Reszta nie zależy od nas – przerywa pani Alicja. Zapłatą jest świadomość, że komuś pomogli. Choć nie zawsze spotykają się z wdzięcznością. – Kiedyś jeden z mieszkańców Srokowa napisał do telewizji, że oszukujemy i jest afera. Przyjechała ekipa z kamerą i chcieli kręcić sensacyjny materiał. Powiedziałem im: „Zostawcie ten sprzęt i pomóżcie nam rozładować transport”. Tak zrobili, ale po chwili ich już nie było – wspomina Wiesław. Dziennikarze rozejrzeli się i zobaczyli, że w darach jest kasza i mąka, a nie opisywane przez donosiciela luksusy. I tak się cała sprawa skończyła. Opiekunem grupy wolontariuszy jest ks. Kazimierz Sawastianiuk, srokowski proboszcz. Pracuje w parafii od 29 lat i bardzo się cieszy, że wierni od 10 lat angażują się w pomoc potrzebującym. – Oni sami wszystko organizują, a ja tylko doglądam. Na naszych terenach jest dużo biedy i Kościół musi to zauważać. To jest świadectwo naszej wiary i potwierdzenie jej autentyczności – mówi. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma