• facebook
  • rss
  • Boją się, że się nawrócą

    dodane 26.03.2015 00:00

    O ciekawości ludzkiej, kolejkach przed plebanią i otwarciu się na Boga z ks. Karolem Krukowskim z SNE „Emaus” rozmawia Krzysztof Kozłowski.


    Krzysztof Kozłowski: W czerwcu odbędą się w Olsztynie rekolekcje z o. Johnem Bashoborą. Będzie to ważne wydarzenie wpisujące się w ewangelizację archidiecezji.


    Ks. Karol Krukowski: „Zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry” – to hasło trzydniowych rekolekcji charyzmatycznych, które od 8 do 10 czerwca 2015 r. odbędą się w olsztyńskiej hali Urania. Będzie to pierwsze takie spotkanie w naszej archidiecezji. Ufamy, że Pan Bóg wykorzysta ten czas, aby przemieniać serca wielu.


    Wielu zapewne przyjdzie na rekolekcje z ciekawości, aby zobaczyć, czy prawdą jest, co się mówi o tym kapłanie. 


    Z ciekawości? Żeby zobaczyć charyzmatyka z Ugandy, który uzdrawia, kładzie ręce na ludziach i uczestniczy w cudach? W Kościele to nic nadzwyczajnego. Lepiej by było, żeby ludzie mieli inne motywacje, np. by przyjść, aby zbudować relacje z Panem Jezusem. Oczywiście, Bóg działa przez różne postawy i uczucia. Ciekawość tym razem może być drogą do nieba. Ojciec Bashobora ma taką samą moc święceń jak każdy inny kapłan.


    W zeszłym tygodniu ruszyły zapisy na rekolekcje. Korytarze na plebanii były pełne ludzi. Kolejki jak za dawnych czasów przed sklepami.


    Pierwszego dnia w ciągu pierwszych dwóch godzin zapisało się ponad 200 osób. Wieczorem było już 780. W sumie dysponujemy ponad dwoma tysiącami miejsc. Większość osób wypełniła formularze przez internet. Osoby starsze przychodzą na plebanię. I faktycznie, już na dwie godziny przed otwarciem kancelarii korytarze były pełne oczekujących.


    Dlaczego rekolekcje z o. Bashoborą cieszą się takim zainteresowaniem? Wydaje się, że są jednak wyjątkowe, budzą oczekiwania, malują wyobrażenia.


    Gdy rozmawiamy z ludźmi, niektórzy traktują je rzeczywiście jako niezwykłe wydarzenie. No właśnie… przychodzą z ciekawości, a nie z potrzeby budowania relacji z Bogiem. Czytali lub słyszeli o tym, że o. John uzdrawia, ma inne charyzmaty, i na tym budują wyobrażenia, nadzieje. Ale trzeba podkreślić, że o. John jest niezwykle pokornym kapłanem, nigdy nie przesłania sobą Chrystusa. Jest kapłanem rozmodlonym, Bożym. Ale nie jest wyjątkiem. Tacy kapłani są też w naszej archidiecezji. Wiele przecież zależy od nas, naszego otwarcia się na Boga, Jego działanie. Oczywiście Bóg posługuje się nazwiskiem o. Johna, aby zaprosić na spotkanie. Gdy ktoś przyjdzie z samej ciekawości i zobaczy żywy, modlący się Kościół, to może wzbudzić się w nim pragnienie poszukiwania prawdziwego Boga. Są i sceptycy… Oni są wierzący, ale tak naprawdę boją się, że się nawrócą. (śmiech) Widziałem wspaniałe nawrócenia na takich rekolekcjach.


    Czy ojciec John mówi po polsku?


    Nie, ale podczas spotkań obecny jest tłumacz. To może wydłuża czas rekolekcji, ale o. John zawsze mówi: „Wy w Europie macie zegarki, a ja mam czas”. Zostaw więc zegarek i telefon komórkowy w domu, zostaw codzienne obowiązki. Wzbudź pragnienie budowania relacji z Bogiem. I przyjdź!

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół