• facebook
  • rss
  • Przechodziliśmy przez Święte Drzwi

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 16/2015

    dodane 16.04.2015 00:00

    – Szkoda, że już – trochę spóźniony – nie wejdzie do naszego biura, uśmiechnięty, zawsze z miłym słowem dla każdego – mówi Bożena Ulewicz.

    Po miesiącach walki z chorobą, w Wielką Sobotę zmarł Antoni Zioło, wieloletni prezes Akcji Katolickiej Archidiecezji Warmińskiej. – Kiedy był chory, często się z nim spotykałem. Jeździłem do niego z Komunią św., z sakramentem namaszczenia chorych. Byłem z nim do końca... O tym, jak ważna była to osoba dla naszej wspólnoty i Akcji Katolickiej, może świadczyć to, jak wiele osób przyjechało uczestniczyć w jego ostatniej drodze. Wiele ciepłych słów, wspomnień, wdzięczności – mówi proboszcz parafii pw. św. Walentego w Klewkach ks. Mariusz Rybicki.

    Nigdy nie odmówił

    Od początku istnienia warmińskich struktur AK, jej duszpasterzem jest ks. Michał Tunkiewicz. Przez lata współpracował z panem Antonim. – Poznałem go, kiedy zostałem zaproszony na pierwszy zorganizowany przez parafialny oddział AK przegląd kolęd. Tak zaczęła się nasza znajomość. Dał się poznać jako człowiek niezwykle otwarty, budzący sympatię, nietworzący barier – wspomina ks. Tunkiewicz. Później pan Zioło wszedł do zarządu AK. – Jego praca była konkretna. Nie tylko na płaszczyźnie organizacyjnej. Zawsze na Msze św., na uroczystości AK w konkatedrze czy Gietrzwałdzie, na dni skupienia czy spotkania opłatkowe, przygotowywał modlitwę wiernych. Angażował się w liturgię. Wspomagał nas w organizacji olsztyńskich orszaków Trzech Króli i koncertów papieskich. Zawsze chętnie, bezinteresownie – wymienia ks. Michał. Wspomina pogrzeb i słowa, które wówczas wypowiedział, że to „był człowiek bardzo prawy, człowiek, który ufał ludziom”. – On właściwie nie odmówił nigdy pomocy... – dodaje.

    Nie wejdzie do biura

    – Był, jak to smutno brzmi, że już był, świetnym przyjacielem – mówi Bożena Ulewicz. Zawsze uśmiechnięty, spokojny, życzliwy, sumienny, pracowity, nieodmawiający pomocy. – Rok temu w kościele w Klewkach wspólnie przygotowaliśmy wystawę z okazji kanonizacji Jana Pawła II. A potem się zaczęła jazda ze szpitalami, operacjami, chwilami lekarską chałturą. Jeszcze w październiku zabierałam od niego z firmy sztalugi... U Antka była baza na różne akcyjne rzeczy – wspomina. – Razem z Antkiem i jego żoną Tereską, z którą tworzyli bardzo fajną parę, byliśmy z pielgrzymką jubileuszową w Rzymie. W ulewnym deszczu, wśród błyskawic i grzmotów, przechodziliśmy przez Święte Drzwi. Takich chwil się nie zapomina – mówi pani Bożena. Wspólnie byli przed Całunem Turyńskim, w Medjugorie, w Rzymie na pielgrzymce AK u ojca świętego. Wielokrotnie w Częstochowie na Ogólnopolskiej Pielgrzymce AK. Pan Antoni pomagał przy sztafecie bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Dawał swój samochód dostawczy i użyczał pracownika, pana Radka, który wzorcowo zawiadywał ruchem na szosie. – Z Marysią Cichońską byłyśmy u niego w szpitalu na tydzień przed śmiercią. Nie wierzyłyśmy, że widzimy go po raz ostatni. Następnego dnia, w Głotowie, modliliśmy się o jego zdrowie... Trudno w kilku zdaniach zawrzeć kawał życia. Szkoda, że już – trochę spóźniając się, bo ostatnie dwa lata zawodowo realizował duże zlecenie przy budowie szpitala w Radomiu i żył w ogromnym stresie i braku czasu – nie wejdzie do naszego biura, gdzie spotykał się zarząd, uśmiechnięty, zawsze z miłym słowem dla każdego – mówi Bożena Ulewicz.

    Bóg go przygarnął

    – Wielki człowiek, bardzo dobry przyjaciel, który wokół siebie miał dobro i czynił dobro na wszelki sposób, jaki mógł – tak o Antonim Zioło mówi obecny prezes warmińskiej AK Wojciech Ruciński. – Był w grupie założycielskiej, która tworzyła Akcję Katolicką. Od początku z nim współpracowałem. Antek zawsze był uśmiechnięty. Nigdy nie narzekał, choć w pracy miał ostatnio wiele problemów. Był uczciwy, więc w gąszczu dzisiejszych biznesmenów nie mógł się odnaleźć, bo do wszystkiego uczciwie podchodził. Akcja Katolicka bez Antka będzie inna... Nie byłem przygotowany na tak szybkie pożegnanie się z nim – wyznaje Wojciech. Wspomina Wielką Sobotę. O godz. 15, z różańcem w dłoni, modlił się z innymi członkami AK Koronką do Miłosierdzia Bożego. – Modliłem się w jego intencji. Mam nadzieję, że Antoni spotkał Boga twarzą w twarz – dodaje. W gronie założycieli AK oprócz Antoniego Zioły, Bożeny Ulewicz i Wojciecha Rucińskiego był Zenon Złakowski. – Zawsze mi się jawił jako postać głęboko wierząca i szlachetna. Po prostu jasna postać. Pamiętam, kiedy wspominał moment podjęcia decyzji o przyjęciu posługi szafarza nadzwyczajnego. „Nie jestem godny tej funkcji”, mówił. Ale przemyślał i przemodlił to. Wiedział, że to wielkie zobowiązanie. Zdecydował się powiedzieć: „tak”. To świadczy o tym, że do spraw wiary podchodził niezwykle poważnie. Swoje uczestnictwo w Kościele traktował jak najważniejsze zadanie. Jestem przekonany, że Bóg go od razu przygarnął – mówi Zenon. – Trudno się żegna takie osoby, które poświęciły swoje życie Kościołowi – podkreśla ks. Mariusz Rybicki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół