• facebook
  • rss
  • To niemożliwe, że to nasze

    Krzysztof Kozłowski

    dodane 03.05.2015 16:00

    Zagadał, że "trzeba coś z naszymi organami zrobić". Podsunął pomysł koncertów organowych.

    Organy, pod naciskiem dłoni i nóg Tomasza Głuchowskiego, wydały pierwsze dźwięki. Muzyka wypełniła kościół. Niektórzy z dołu spoglądają na chór, choć wiedzą, że nie dojrzą organisty. Inni wpatrują się w ołtarz główny, a ten jest piękny w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Reszlu. Za filarem, po prawej stronie prezbiterium, chowa się Karol Światłowski, młody mężczyzna, elegancko ubrany. Z radością spogląda na siedzących w ławkach. Jest ich dużo, więcej, niż się spodziewał, kiedy po raz pierwszy pomyślał, że w Reszlu trzeba zorganizować koncerty muzyki organowej.

    „Magnificat Primi Toni” niemieckiego kompozytora Dietricha Buxtehudego wypływa nutami z piszczałek. Tym utworem rozpoczęły się I Reszelskie Koncerty Muzyki Organowej i Kameralnej. Oprócz Tomasza Głuchowskiego widzom zaprezentowała się Olga Ksenicz (sopran) oraz tenor liryczny Piotr Chmaj.

    - Skąd pomysł? Zły stan techniczny reszelskich organów - mówi Karol. Wspomina dzień, kiedy wracał z Kętrzyna do Reszla. Zajechał do Świętej Lipki, gdzie spotkał reszelskiego proboszcza, ks. Dyzmę Wyrostka. Zagadał wówczas, że „trzeba coś z naszymi organami zrobić”. Podsunął pomysł koncertów organowych, z których dochód można by przeznaczyć na remont parafialnego instrumentu. Później Karol zaczął zbierać artystów, dzwonić, pytać, prosić o pomoc. Tak udało się po raz pierwszy zorganizować koncerty, których w tym roku będzie sześć. Pierwszy już się odbył, „Maria Panna dźwiękiem opiewana”. - Wejście jest bezpłatne. Po koncercie można na tacę wrzucić pieniądze na remont organów. Potrzebujemy… ponad czterysta tysięcy złotych - mówi.

    - Karol młody, ambitny, chętny do działania. Mamy nadzieję, że zainicjowane działania przyniosą owoce. W tym roku nie uda się takiej kwoty zebrać, ale - jeśli Pan Bóg pozwoli - mamy przed sobą jeszcze kawałek życia i osiągniemy cel - mówi Jolanta Radomska.

    Reszelskie organy powstały w 1829 roku. W 1904 zostały przerobione. Dziś o ich stan techniczny dba organista Piotr Strzyżewski. - To złota rączka - uśmiech się Henryk Radomski. - Doprowadził je do takiego stanu, że można dziś koncert zagrać. Uruchomił stałe kombinacje, które od przeszło 20 lat były nieczynne. Mieszki, sprężyny różne dorabiał. Jeździł, żeby podpatrywać - mówi Karol. Wspominają wczorajszą próbę, kiedy Tomasz Głuchowski - wybitny organista, który wydał 7 płyt z muzyką  organową i kameralną - zasiadł za klawiaturą reszelskich organów. - Rozpuścił swą wenę i zaczął tańcować palcami po klawiszach. Nasz organista ze zdziwieniem przyznał: „To niemożliwe, że to nasze organy tak pięknie grają” - uśmiecha się Henryk.

    Kolejny koncert w Reszlu odbędzie się 6 czerwca (sobota) o 19.30. Wystąpi akordeonista Jędrzej Jarocki. 4 lipca na organach zagra Leora Nauta, zaś 25 lipca Jakub Choros. 15 sierpnia zagra Anna Szczędzina i zaśpiewa parafialny chór. Koncerty zakończą się 5 września, kiedy wystąpi Piotr Grinholc.

    - Mamy nadzieję, że będzie to impreza cykliczna - mówi Karol. - Wszyscy działamy społecznie. Wszystko na chwałę Bożą i naszej małej miejscowości - dodaje Jolanta. I zaprasza wszystkich do Reszla, pięknej małej miejscowości położonej między pagórkami, lasami i jeziorami. Stare miasto, zamek, kościół. Wszystko warte zobaczenia. - Niejeden zakochał się w Reszlu - szepcze. - A pan?

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół