• facebook
  • rss
  • Gdzie jest granica?

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 30/2015

    dodane 23.07.2015 00:00

    – Pracowaliśmy w polu, grzebaliśmy w ziemi, mieliśmy brudne dłonie i nagle trafił mi się mały biały kwiat – mówi Matas.

    W Świętej Lipce zakończyły się Jezuickie Dni Młodzieży „Magis”. W języku łacińskim magis znaczy „więcej, bardziej” – tego słowa często używał św. Ignacy Loyola, zachęcając i mobilizując innych, by żyli pełnią życia danego im przez Boga.

    Taką nazwę noszą również międzynarodowe spotkania organizowane przez jezuitów od 1997 roku. Młodzi ludzie (od 18. do 30. roku życia) z różnych krajów i kultur, z różnymi historiami, marzeniami i problemami spotykają się, by dzielić się doświadczeniem swojej wiary. Jednoczy ich właśnie pragnienie, by żyć pełniej! W tym roku JDM odbywały się w nietypowy sposób. – To coś zupełnie innego niż do tej pory. W tym roku nasze spotkanie zaczęliśmy od 6-dniowych eksperymentów ignacjańskich. Nazywamy je też próbami. Jest to coś analogicznego do tego, co odbywa się u jezuitów w nowicjacie – tłumaczy o. Czesław Wasilewski SJ. – Z założenia eksperymenty są wyjściem za swoje granice, w rejony, gdzie coś jest dla mnie bardzo ciężkie. Jest to wystawienie się na sytuację trudną, czasami ekstremalną. Na przykład chłopaki szli z Białegostoku do Świętej Lipki bez niczego przy sobie; nie mieli ani pieniędzy, ani nawet namiotów, o wszystko musieli prosić. Przyszli tu bardzo szczęśliwi – mówi jezuita. Inni uczestnicy eksperymentów szukali Boga w animowaniu zabaw dla dzieci, w Warszawie odbył się eksperyment „Worship Songs”, jeszcze inni wybrali pielgrzymkę Szlakiem św. Jakuba lub rekolekcje ignacjańskie w Gietrzwałdzie. Matas z Litwy brał udział w fotopielgrzymce brzegiem Bałtyku. – Każdego dnia szukaliśmy Boga w Jego stworzeniu, podziwialiśmy Jego dzieła i robiliśmy zdjęcia – mówi chłopak. – Na rozpoczęcie festiwalu każdy z nas miał wybrać jedno zdjęcie na wystawę. Ja wybrałem to, na którym widać, jak pracowaliśmy w polu, grzebaliśmy w ziemi, mieliśmy brudne dłonie i nagle trafił mi się mały biały kwiat. Niby nic, ale to jest taki moment, kiedy robisz coś niehigienicznego, cały jesteś brudny i nagle w ręce trafia ci coś pięknego. To może naprawdę coś znaczyć – opowiada Matas. Na koniec festiwalu tradycyjnie odbył się bieg z Reszla do Świętej Lipki o puchar burmistrza Reszla oraz piknik rodzinny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół