• facebook
  • rss
  • Tour de Europa

    dodane 07.01.2016 00:00

    – Nie ma na co czekać, trzeba spełniać swoje marzenia – mówi Rafał Wilczek.

    Marzenia są po to, aby je realizować – nawet te, które wydają się trudne do zrealizowania. Przykładem wielkiej determinacji i skuteczności w tym względzie są Rafał Wilczek i Rafał Kot, którzy wyruszyli w podróż po europejskim kontynencie, przemierzając 11 tys. kilometrów w pół roku. W Miejskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie, podczas którego uczestnicy mogli poznać niezwykłą przygodę, jaką przeżyli obydwaj mężczyźni.

    Relacja z odwiedzenia 20 europejskich krajów zrobiła duże wrażenie na słuchaczach. Podróże były marzeniem R. Wilczka i R. Kota od dawna. Pierwszym wspólnym przedsięwzięciem była rowerowa wyprawa do Irlandii. Natomiast w roku 2015 postanowili przejechać na dwóch kółkach większą liczbę interesujących miejsc. Wyprawa rozpoczęła się w maju i zakończyła się w październiku. – Na początku planowaliśmy pokonywać codziennie 80 km. Niestety, Europa okazała się dość górzysta i nie zawsze było to możliwe. Poza tym po drodze były miejsca tak piękne i wyjątkowe, że chcieliśmy zostać tam na dłużej – wyjaśnia Rafał Kot. Wśród odwiedzonych krajów są Słowacja, Albania, Rumunia i Mołdawia. Podróż połączona była także z zawieraniem nowych znajomości. Do dziś globtroterzy ze Szczytna utrzymują kontakt z wieloma spośród poznanych osób. – Podczas tej wyprawy staliśmy się minimalistami. To, co było nam potrzebne, to coś do zjedzenia, miejsce, gdzie można rozbić namiot i się umyć – mówi Rafał Kot. Potwierdza to fakt, że koszty podróży okazały się zadziwiająco niskie, bo każdy z nich wyłożył na europejskie wojaże 4 tys. zł. Oczywiście, było to możliwe dzięki życzliwości i pomocy napotkanych ludzi. Relację z poszczególnych etapów wyprawy opisują na bogato udokumentowanym blogu. Przykładem takiej relacji jest opis przejazdu przez Rumunię: „Nasza rumuńska przygoda rozpoczęła się dość dziwnie. Granicę przekroczyliśmy wieczorem i ruszyliśmy w kierunku Oradei, większego miasta leżącego zaledwie dziesięć kilometrów dalej. Na wjeździe jeszcze zakupy, by uzupełnić prowiant i ruszamy szukać noclegu. A tu już robi się całkiem ciemno. Koniec końców rozbiliśmy się w lesie za miastem, w zupełnych ciemnościach. Poszukiwania miejsca, przygotowywanie, rozpakowywanie i rozbijanie namiotu w świetle czołówek bardzo przypominały jakąś ekstremalną wersje survivalu! No cóż, nie zawsze jest tak przyjemnie, jakby się chciało. Ale właśnie takie trudne chwile, przez które przeszło się cało, zapadają w pamięć. Dają też poczucie pewności, że nawet jak jest źle, to człowiek da sobie radę”. Podczas spotkania w Szczytnie podróżnicy zapewniali, że to dopiero początek ich wypraw. Jeszcze tej zimy odbędzie się wyprawa w polskie góry, ale już planują podróże po bardziej egzotycznych miejscach.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół