• facebook
  • rss
  • Cztery stopnie wtajemniczenia

    ks. Piotr Sroga


    |

    Posłaniec Warmiński 16/2016

    dodane 14.04.2016 00:00

    Rycerze Kolumba. – Wiesiek zapytał mnie któregoś dnia, czy chciałbym do nich przystąpić. Podświadomie czekałem na coś takiego. Myślę, że był on ostatnim posłańcem, który mnie uratował – wspomina pan Sławomir.


    Od dawna chciałem mieć męską wspólnotę przy parafii, taką konkretną. I dwa lata temu udało się zorganizować ludzi i powołać do istnienia Zakon Rycerzy Kolumba – mówi ks. Andrzej Midura, proboszcz parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Nidzicy.
Dla nidzickiego proboszcza sprawdzia-
nem autentyczności wspólnoty jest zaangażowanie w życie parafii.

    I jeśli to prawda, 
Rycerze Kolumba ten sprawdzian zdają. Można na nich liczyć podczas organizowania 
różnych akcji charytatywnych i integracyjnych. Są też zawsze gotowi pomóc przy pracach porządkowych w kościele lub wokół niego.
– Ważna jest także formacja. Raz w miesiącu mamy spotkanie, na którym podejmujemy aktualne zagadnienia z życia Kościoła i świata – podkreśla ks. Andrzej.


    Ostatni posłaniec


    Jak powstała wspólnota rycerska w Nidzicy? Na początku odbyła się prezentacja. Przedstawiciele zakonu z Brodnicy przyjechali tu i opowiedzieli o swoich celach. – Już wcześniej myślałem o Rycerzach Kolumba. Kiedy syn szedł do seminarium duchownego, namawiałem go do założenia tej wspólnoty wśród alumnów. Nie za bardzo chciał. Potem dowiedziałem się, że w Polsce powstaje coraz więcej jej kół. Pewnego razu, dwa lata temu, ksiądz zapowiedział spotkanie z przedstawicielami Zakonu Rycerzy Kolumba w naszej parafii, jednak termin mi nie pasował – wspomina Wiesław Dębski.
Pan Wiesław nie stracił jednak wiele, bo na pierwsze spotkanie przyszło niewielu mężczyzn. Nie udało się zawiązać wspólnoty. Trzeba było zachęty i wielu rozmów, aby zachęcić panów do zaangażowania. Ale udało się. Na drugim spotkaniu zjawiła się odpowiednia liczba zainteresowanych.
– Byłem na tych spotkaniach. Bardzo mnie zaciekawiło to, o czym opowiadali przedstawiciele rady z Brodnicy – mówi Henryk Borowski. – Wcześniej ks. Andrzej namówił mnie, żebym został nadzwyczajnym szafarzem Komunii św. Potem powiedział: „Panie Heńku, zrobiliśmy szafarzy, a teraz następny krok – Rycerze Kolumba”.
Pan Henryk postanowił pomóc swojemu proboszczowi, a owocem ich działania jest powstanie w marcu w Nidzicy rady zakonu, która składa się z 30 osób mieszkających w różnych parafiach. Rycerze Kolumba są znakomitym sposobem na aktywizację mężczyzn w Kościele. Pokazują to historie dróg wiary obecnych rycerzy z Nidzicy.
– Zawsze było mi po drodze z Kościołem. Przyszedł jednak czas, kiedy pojawiło się zachwianie w wierze. Na krótko przed wstąpieniem do wspólnoty byłem zrezygnowany. Przychodziłem do kościoła, ale czekałem, kiedy to się skończy. Wiesiek zapytał mnie któregoś dnia, czy chciałbym przystąpić do nich. Podświadomie czekałem na coś takiego. Myślę, że był on ostatnim posłańcem, który mnie uratował – wspomina Sławomir Jakubowski.
Na początku miał obawy, czy nie jest to jakaś „sekta”. Bał się także tego, że grupa może być wykorzystana do politycznych celów. – Znam jednak ks. Andrzeja od dziesięciu lat i wiem, że jeśli się za coś bierze, to robi to porządnie albo bardzo porządnie. To utwierdziło mnie w przekonaniu o właściwej drodze – wyznaje Sławomir.


    Rada zwana „Miłosierdzie”


    Historia Zakonu Rycerzy Kolumba ma początek w roku 1882. W tamtym czasie do Stanów Zjednoczonych przybywało wielu emigrantów, którzy szukali lepszego życia. Rzeczywistość bardzo często okazywała się brutalna, bo w fabrykach panował wyzysk, a wielu mężczyzn ginęło przy pracy, pozostawiając sieroty i wdowy. Katolików traktowano również jak obywateli drugiej kategorii.
Pojawił się wtedy młody ksiądz Michael J. McGivney, który zebrał ludzi w podziemiach kościoła Najświętszej Maryi Panny i założył organizację samopomocową. Nazwano ją od nazwiska odkrywcy Ameryki, ponieważ to właśnie jemu zawdzięczano ewangelizację tamtych terenów.
Na początku organizacja rozprzestrzeniała się w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Meksyku, Gwatemali, Panamie, na Karaibach i Filipinach. Do Europy Rycerze Kolumba przybyli na zaproszenie św. Jana Pawła II. Odpowiedzieli na nie tuż po jego śmierci. Tak powstała w roku 2006 pierwsza rada w Krakowie. W roku 2013 liczba rad w Polsce przekroczyła 50.
Na całym świecie do zakonu należą obecnie ponad 2 mln mężczyzn. – Tworzymy grupę po to, żeby pomagać sobie nawzajem w rodzinie i parafii. Do zakonu należą ludzie, którzy mają potrzebę służby społeczeństwu. Oczywiście, trzeba spełnić pewne formalne wymagania. Do zakonu mogą należeć mężczyźni, którzy ukończyli 18 lat, są wierzącymi i praktykującymi katolikami, i chcą pomagać bliźnim oraz pogłębiać swoją wiarę – mówi Henryk Borowski.
Do Rycerzy Kolumba nie można wstąpić samemu, ale konieczne jest zaproszenie przez jednego z rycerzy lub rekomendacja kapelana. Samopomoc ma przybierać konkretne formy. – W świecie zakon zakłada nawet towarzystwa ubezpieczeniowe, żeby zabezpieczać rodziny – mówi S. Jakubowski.
Zakon ma także swoje rytuały, które jednak zachowane są w tajemnicy i osoba postronna nie może w nich uczestniczyć. Są cztery stopnie wtajemniczenia rycerskiego: miłosierdzie, braterstwo, jedność i patriotyzm. – To są po prostu cnoty rycerskie. Najważniejsze jest świadczenie miłosierdzia, a potem utrzymanie jedności i jej pogłębianie w rodzinach, zakonie, Kościele i ojczyźnie – wyjaśnia H. Borowski. Idea zakonu pasuje do rady, która powstała w Nidzicy, bo przyjęła ona nazwę „Miłosierdzie Boże”.


    Rycerz w moim domu


    Jak zareagowali krewni nowo mianowanych rycerzy? – Ksiądz Andrzej powiedział nam na początku, że organizacja nie po to istnieje, by rozwalać rodziny. One są na pierwszym miejscu. Praca w zakonie nie może polegać na tym, że stracą na tym nasi najbliżsi – mówi Henryk Borowski.
Każda żona musiała zrozumieć nowe zaangażowanie męża... i ilu jest członków wspólnoty, tyle było reakcji. Po dwóch latach jednak panie się już oswoiły z obecnością rycerza w swoim domu. – Ja wstąpiłem do Rycerzy Kolumba bez uzgodnienia z żoną. Nie chciałem ryzykować. Z czasem się domyśliła i miałem czas na wypracowanie jej akceptacji. Zresztą myślę, że przekonały ją owoce mojej obecności w zakonie. Zmieniłem się i to jest plus, tak myślę. Realnie stąpam po ziemi, a żona jest realistką – mówi Sławomir Jakubowski.
Zmieniło się także jego podejście do życia parafialnego. Mieszka w miejscowości nieopodal Nidzicy, nie należy do wspólnoty ks. Andrzeja. – Próbowałem podchodzić do mojego proboszcza, żeby coś zrobić w parafii, ale najczęściej się spóźniałem na akcje, które organizował. W ostatnich latach postanowiłem sam wyznaczyć sobie zadnia. W poprzednim roku porządkowałem cmentarz. W tym roku byłem już ponad pięć razy. Na kolędzie ksiądz zapytał o to, czy nie chciałbym należeć do rady parafialnej – mówi Sławek.
To jest właśnie metoda pracy Rycerzy Kolumba – zaangażowanie w parafii i życiu społecznym. Bazą dla nidzickiej organizacji jest parafia Miłosierdzia Bożego i tutaj rada zakonu podejmuje działania. – Główne akcje charytatywne rycerzy odbywają się w Adwencie i Wielkim Poście. Na Boże Narodzenie przygotowują paczki dla rodzin potrzebujących pomocy z całego miasta, a przed Wielkanocą zbierają datki na dzieci niepełnosprawne. Oczywiście, można na nich liczyć także przy organizowaniu festynu i pracach porządkowych przy kościele – mówi ks. Andrzej. Parafianie znają już dobrze ideę Rycerzy Kolumba i ich rozpoznają. Podczas uroczystości występują bowiem w kościele w szarfach, które mają zamiast zbroi lub munduru. Można także rozpoznać ich samochody, bo na szybie umieszczają logo zakonu.
– Żeby rada dobrze działała, musi być podzielona na grupy zadaniowe. Dotyczą one różnych dziedzin naszego życia. Na przykład w Kościele chodzi o działania na rzecz ewangelizacji, wspieranie powołań, prace porządkowe i renowacje kościołów, zgłębianie nauczania ojca świętego i pozostawanie mu wiernym. U nas do tej grupy należy czterech rycerzy. Są także zespoły, które działania kierują w stronę lokalnej społeczności, rodzin, młodzieży i samej Rady Rycerzy Kolumba – wyjaśnia Henryk Borowski.
Każda rada ma także prawo założenia konwentu młodzieży. Chodzi o katolicką formację młodych ludzi i próbę ich zaangażowania w działalność charytatywną i organizacyjną w parafii. Te grupy to rady giermków. Kiedy młodzi kończą 18 lat, mogą być zaproszeni do zakonu. W Nidzicy nie ma jeszcze giermków, ale rycerze myślą o tym, żeby w przyszłości stworzyć taką grupę.
Nidziccy rycerze są pierwszymi w archidiecezji warmińskiej i stawiają sobie ambitne cele. Prócz konkretnych działań chcą pracować nad świadomością katolików, których spotykają w swoim życiu. Pragną po prostu świadczyć życiem. – Zadań jest mnóstwo. Myślę, że najważniejszym jest praca nad świadomością katolików. Spotykamy się często z niewielkim zrozumieniem roli świeckich w Kościele i to trzeba zmieniać przez osobisty przykład – mówi Wiesław Dębski.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół