• facebook
  • rss
  • Trochę jak mama

    dodane 23.06.2016 00:00

    Wanda Agnieszka Jabłońska mówi o swojej drodze do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi i recepcie na szkołę, w której rodzice i nauczyciele współpracują, aby dzieci były szczęśliwe.

    Ks. Piotr Sroga: Jest Pani laureatką II edycji Ogólnopolskiego Konkursu „Super Dyrektor”. Jak z perspektywy kilku miesięcy od wręczenia nagrody patrzy Pani na to wydarzenie? 


    Wanda Agnieszka Jabłońska: Konkurs polegał na tym, że ja sama nie mogłam się do niego zgłosić, ale musiały mnie zaproponować społeczności lokalne lub rodzice, nauczyciele. W moim przypadku byli to pracownicy i rodzice. I to mnie bardzo ucieszyło. 


    Kiedy zaczęła się Pani przygoda z nauczaniem?


    Mam wiele zainteresowań i nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że jestem tylko humanistką lub umysłem ścisłym. Skończyłam technikum elektroniczne, czym się szczycę. Potem, idąc za głosem rozsądku, wybrałam się na studia inżynierskie do Bydgoszczy. Jednak doszłam do wniosku, że nie mogę pracować w życiu z maszynami i po roku wybrałam się na studia nauczycielskie do Szczytna. 


    Pracuje Pani do wielu lat w Zespole Placówek Edukacyjnych w Olsztynie. Czym jest ta jednostka?


    Jest to pierwsza w Polsce jednostka edukacyjna prowadzona przez rodziców i stowarzyszenie. Kiedy zostałam w roku 1997 dyrektorem Zespołu Placówek Przedszkolnych, była to jednostka samorządowa. Po kilku latach doszłam do wniosku, że placówkę może przejąć stowarzyszenie i pozyskać dodatkowe środki finansowe. Tak też zrobiliśmy.


    Kto korzysta z waszej oferty edukacyjnej?


    Jest to placówka dla dzieci z niepełnosprawnościami sprzężonymi, czyli więcej niż jedną. Mamy także dzieci z autyzmem. 15 lat temu mało kto mówił o autyzmie, a niepełnosprawność miała tylko jedno imię. Dziś jest inaczej. Roztaczamy opiekę nad 370 dziećmi z Olsztyna i piętnastu okolicznych miejscowości. Niektórzy rodzice dla dobra swych dzieci przenoszą się do miasta, podejmując życiową decyzję. Na gali Konkursu „Super Dyrektor” okazało się, że wielu ludzi w Polsce zna mnie i naszą placówkę ze słyszenia. 


    Czym się charakteryzuje edukacja dzieci niepełnosprawnych?


    Jest ona szczególna, gdyż jej cel jest inny. Nie mówi się często o typowych sukcesach, np. udziale w olimpiadzie naukowej, chociaż i takie rzeczy się zdarzają. Chodzi bardziej o sukcesy w innych obszarach, takich jak sport i taniec. Chcemy pokazać, że nasi uczniowie mogą osiągnąć sukces w każdej dziedzinie, którą sobie wymyślą. A my mamy im pomóc to zrobić. Przykładem jest jedna z ostatnich zdobyczy naszej placówki, czyli udział w Internetowym Przeglądzie Teatrów Szkolnych. Stanęliśmy do konkurencji ze szkołami publicznymi i wygraliśmy.


    W sekretariacie i w Pani biurze można zobaczyć wiele dyplomów i nagród za zajęcie wysokich pozycji w różnych zawodach i konkursach. Jak wy to robicie?


    Pracują tu ludzie z pasją. Ludzie, którzy łączą serce, kompetencje i chęci. I nie mówię tu tylko o nauczycielach, ale również o pracownikach każdego szczebla. 
Nie można czynić dobrze, jeśli nie jest się samemu dobrym. W przeciwnym razie będą to działania pozorowane. To tak jak w zegarku – żeby funkcjonował, muszą działać wszystkie jego części. 


    A jaka jest rola Pani Dyrektor w tym mechanizmie?


    Ktoś musi ten zegarek nakręcić. Mam swoja filozofię, która mi w tym pomaga. Uważam, że wszystko zaczyna się od lubienia drugiego człowieka, nie ma nic lepszego. Jeśli lubimy ludzi, to znaczy, że jesteśmy gotowi zrobić dla nich więcej. Ja zawsze lubiłam ludzi i to mi towarzyszy do dziś. Zatrudniamy na przykład u nas coraz młodszych pracowników i zdarza się, że patrzę na nich poprzez pryzmat swojego dziecka. Wtedy jestem jak dobry doradca, trochę jak mama. Jeśli trzeba skorygować jakieś zachowania, zawsze jest to życzliwa rada i dialog. Oczywiście nie zawsze istnieje możliwość spełnienia wszystkich oczekiwań i pojawia się konflikt, ale ja uważam, że konflikty mają również pozytywny wymiar. 


    Co daje Pani osobiście praca z niepełnosprawnymi?


    Ja podziwiam te rodziny. My możemy zagospodarować dzieciom czas w szkole, ale rodzice zostają z nimi sami w domu. A nikt nie jest przygotowany przecież na urodzenie niepełnosprawnego dziecka. I nikt, kto nie ma takiego dziecka, nie zrozumie emocji, które są w takim rodzicu. Przeplata się w nich pragnienie szczęścia dla dzieci z niepewnością. 


    Czy jest jakieś wydarzenie z pracy z niepełnosprawnymi, które szczególnie Panią wzruszyło?


    Tych momentów jest wiele. Pamiętam jednak pewną sytuację, która mnie wzruszyła i pozostała w pamięci. Są takie chwile, kiedy któryś z naszych uczniów umiera. To jest dla wszystkich trudne. I właśnie uczniowie z Zespołu Samorządowego poprosili, aby w naszej szkole 1 listopada pojawiała się zawsze tablica ku pamięci tych, którzy odeszli. To mnie bardzo wzruszyło.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół