• facebook
  • rss
  • A miało być świętowanie...

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 29/2016

    dodane 14.07.2016 00:00

    Na zewnątrz nawet nie widać, że szalały tu płomienie. Ale wewnątrz – wypalona skorupa.

    Pada lekki deszcz. Krople spadają na czarne ławki, na twarz czarnej Maryi o rękach rozłożonych w geście przyjęcia. Obok stoi czarny Chrystus bez lewej ręki. Musiała się odłamać, kiedy ktoś chwycił figurę, żeby wynieść z kościoła. Zapewne osłabła pod wpływem wysokiej temperatury, która zawsze panuje we wnętrzu płonącego budynku. Na schodach leżą okopcone dzwonki i gong, a tuż przy wejściu do świątyni stoi krzyż, też czarny, dawniej błyszczący i złoty stał przy ołtarzu, którego dziś nie ma. Kościół z zewnątrz wygląda normalnie, odnowiony, na dachu czerwona dachówka. Jednak jego wnętrze jest dziś puste i czarne, i kiedy się do niego wchodzi, panuje zaduch i gryzący zapach spalenizny.

    Gdzie się podziać

    Przed kościołem kręci się starsza pani. Zdejmuje z ogrodzenia chorągiewki, te biało-żółte, biało-niebieskie i biało-czerwone. Odkleja czarną taśmę, którą wcześniej parafianie mocowali je do metalowego płotu. Powoli, pojedynczo, w skupieniu. – W niedzielę wielka uroczystość miała być. Mieliśmy gościć we Florczakach relikwie św. Faustyny Kowalskiej z naszego kościoła filialnego w Żabim Rogu. To i wszystko było wystrojone, przygotowane na tak ważne wydarzenie. Zresztą dwa tygodnie temu proboszcz miał 40. rocznicę święceń kapłańskich. Tydzień temu uroczystość z okazji 5. rocznicy święceń naszego parafianina ks. Tomasza Moskala. Ale nie doczekaliśmy się relikwii. Zamiast świętowania były rozpacz i ściśnięte z trwogi serca. Tylko tyle mogę powiedzieć, że bardzo to przeżywamy – opowiada pani Halina. Zdejmuje kolejną chorągiewkę. – Tragedia, tragedia się stała. Żeśmy dwa tygodnie się przygotowywali... Smutek ogromny i żal, bo nie ma gdzie się podziać, ale będzie dobrze. Proboszcza żal, bo przeżywa to wszystko, pewnie bardziej niż my wszyscy. Ale co się stało, to się nie odstanie. My już myślimy, jak tu robotę zacząć – dodaje. Podchodzi do opartych o płot chorągwi procesyjnych. Nadpalone, okopcone. Czerń na ich krawędziach. – Chorągwie. Wszystko zesmażone – szepcze jakby do siebie.

    „...am Tobie”

    Drzwi kościoła ustępują ciężko. Trzeba mocno je pchnąć, aby się uchyliły. Już w przedsionku czuć ostry zapach dymu i spalenizny. Stoi tu okopcony obraz. Kiedy się człowiek przyjrzy, zza pękniętej i czarnej szyby można dojrzeć Matkę Boską Częstochowską, Czarną Madonnę. W środku świątyni panuje zupełny mrok. Przez okopcone witraże wpada niewiele światła, jedynie sączy się z okien w prezbiterium, gdzie nie ma szyb. Kiedy wzrok przyzwyczai się już do ciemności, można dojrzeć szczegóły. Spalony ołtarz z pustym miejscem po tabernakulum. Białe kiedyś ściany są czarne, jedynie przecięte jasnymi rysami, w miejscach, gdzie popękał tynk. Zniknęły kolory ze stacji Drogi Krzyżowej. Ponad ostatnimi stacjami wisi obraz, a raczej jego resztka, zupełnie nieczytelny. Zachował się jedynie ledwie widoczny napis, „...am Tobie”. Tu wisiał wizerunek Jezusa Miłosiernego. Powykręcane niektóre piszczałki organów, po innych pozostały jedynie puste miejsca. Czarny krzyż wisi nad amboną.

    Wielkie wyzwanie

    To była normalna niedziela, jak zwykle pracowita dla ks. Mieczysława Jarząbka, proboszcza parafii pw. św. Antoniego we Florczakach. O 7.30 Msza św. w Rusi, następnie, o 9.00 w Żabim Rogu. Jeszcze kilka rozmów z parafianami, bo spraw przecież jest dużo, a każdemu trzeba poświęcić czas. – Do Florczaków wróciłem o 10.30. Kiedy podjechałem pod kościół, zobaczyłem snujący się nad świątynią dym. W odruchu, jak zrobiłby to każdy kapłan, chciałem otworzyć kościół i wynieść Najświętszy Sakrament – wspomina ks. Mieczysław. Kiedy jednak otworzył drzwi, okazało się, że przedsionek jest pełen gryzącego dymu i żaru, który uniemożliwia wejście do środka. Pobiegł na plebanię i zadzwonił na straż pożarną. – Ochotnicy z Florczaków byli w niecałe 5 minut, później szybko dojechali ci z Żabiego Rogu i Rusi. Potem PSP. Akcja przebiegła sprawnie. Na zewnątrz nawet nie widać, że kościół się spalił. Ale wewnątrz – wypalona skorupa – mówi ks. Jarząbek. Żałuje, że pożaru nie przetrwali „świadkowie przeszłości”, czyli ołtarz z XIX w. i organy. – Przed nami wielkie wyzwanie, żeby odtworzyć wnętrze świątynia, a jest to kościół zabytkowy. Z jednej strony jest szok, że takie nieszczęście się stało, ale wiem, że z cierpienia Bóg wyprowadza dobre owoce, potrafi z niego wyprowadzić dobro, jeśli wierzymy i modlimy się – dodaje proboszcz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół