• facebook
  • rss
  • To poczucie tęsknoty

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 37/2016

    dodane 08.09.2016 00:00

    – Dopiero tu zrozumiałem, co to znaczy, że Maryja prowadzi do Jezusa – mówi ks. Jarosław Klimczyk CRL.

    Odpust w Gietrzwałdzie w Narodzenie Najświętszej Maryi Panny. Wielkie święto, setki pielgrzymów przemierzających polskie drogi, by dotrzeć na uroczystości, na Eucharystię na malowniczo położonych błoniach. W tym miejscu, na klonie, od 27 czerwca do 16 września 1877 r. objawiała się Matka Boża. Przemówiła w języku polskim, tak prześladowanym przez pruskich zaborców.

    Oni będą ukarani

    – Jest ciekawa kwestia związana z objawieniami... – zagaja ks. Jarosław Klimczyk CRL. – Ówczesny proboszcz, ks. Augustyn Weichsl, w trakcie objawień poprosił wizjonerki, by zapytały Matkę Bożą, co z pijakami. Odpowiedź... Kiedy przeczytałem ją pierwszy raz, zdziwiłem się mocno. Maryja odpowiedziała: „Oni będą ukarani”. I tyle – mówi ks. Jarosław. Przez wiele lat w ośrodku w Starych Juchach był terapeutą osób uzależnionych. Doskonale zna problem. – Stanąłem przed trudnym zadaniem, żeby zinterpretować te słowa osobom uzależnionym, które pracują nad sobą – wspomina. – Uzależnienie to jest taka choroba, która nieleczona sprowadza na człowieka karę. Każdy uzależniony może o tym opowiedzieć: że był w szpitalu, że był w więzieniu, że stracił prawo jazdy, że ma marskość wątroby. Przychodzi moment, że ma on pewną świadomość, iż życie zaczyna mu się walić, ale nie chce tego w pełni zobaczyć i nic z tym nie robi. I jest coraz gorzej. To są konsekwencje picia. Oczywiście, jest to moja interpretacja – wyjaśnia kanonik.

    Gdyby nie Gietrzwałd

    Wróćmy jednak do roku 1877. Czas objawień i miesiące po. – Warmia, a więc i Gietrzwałd, były znękane przez alkoholizm. W samej wiosce, w której mieszkało 400 osób, było kilka karczm. A po objawieniach zaczęło się dziać coś niezwykłego, jak na tamte czasy, więc cudownego – mówi ks. Klimczyk. Zaczęły powstawać stowarzyszenia trzeźwościowe, do których wstępowały osoby pijące. I postanowiły nie pić. – Dzisiaj, z perspektywy XXI w., wydaje się to niczym niezwykłym. Ale wówczas, w XIX w., był to fenomen. Przecież wówczas nie istniała psychoterapia uzależnień, nie było grup anonimowych alkoholików. A tu coś takiego się dzieje – wyjaśnia kapłan. W tamtych czasach alkoholizm nie był traktowany jak choroba. Postrzegano go w kontekście moralnym, że jest to zło, że alkoholik to zły człowiek. – W związku z objawieniami Matki Bożej coś w Gietrzwałdzie zaczęło się dziać na wiele lat przed powstaniem AA, długo wcześniej przed psychoterapią – mówi ks. Jarosław. Tak Gietrzwałd stał się miejscem, w którym ludzie uzależnieni zaczynają czerpać siłę spoza siebie, od Boga, żeby podjąć pierwsze decyzje. Dziś osoby tu przyjeżdżające bardzo często trafiają na terapię. I to jest początek ich trzeźwości. Gdyby nie Gietrzwałd, te osoby mogłyby nigdy nie podjąć takiej decyzji.

    A jednak...

    Wspomina jedną z osób, która przyjechała do Matki Bożej do Gietrzwałdu. – Była tak mocno znękana uzależnieniem, zmęczona, a zarazem bezsilna, że w porywie woli przyjechała tu, bo może stanie się cud, może problemy związane z zażywaniem narkotyków i piciem alkoholu tak po prostu odejdą. Długo zastanawiałem się, jak mogę tej osobie pomóc. Narkomania była czynna, alkoholizm też. I przyszła mi do głowy myśl, że będę z tą osobą czytać Ewangelię. Poczytaliśmy. Za tydzień ten człowiek znów przyjeżdża i mówi, że bardzo mu się podoba to czytanie. I znowu czytamy. Na trzecim spotkaniu, po rozmowie o Ewangelii, zaczęliśmy rozmawiać o nałogach, o tym, co można zrobić. Spotkanie zakończyło się bez żadnych obietnic. Dziś ta osoba jest na terapii. Dla mnie jest to sprawa niezwykła. Moje doświadczenie pracy w psychoterapii mówi mi, że ta osoba w ogóle nie nadawała się do podjęcia takiej decyzji. A jednak. Czytanie Ewangelii... Takich doświadczeń mam wiele – opowiada ks. Klimczyk.

    Skąd ta siła?

    Do Gietrzwałdu przyjeżdża wiele osób bezradnych wobec uzależnienia. – Szukają one nadziei w Bogu. Często jest to szukanie nadziei w Matce Bożej. I nie wiem, po ludzku patrząc, jak to działa – uśmiecha się ks. Jarek. – Uzależnieni mają uszkodzoną sferę duchową. Trudno im złapać kontakt z Bogiem, zrozumieć relację między człowiekiem a Bogiem. Jednak łatwiej jest im rozumieć relacje między człowiekiem a Maryją. Dopiero tu, w Gietrzwałdzie, zrozumiałem, co to znaczy, że Maryja prowadzi do Jezusa. Oni przyjeżdżają tu dla Maryi, przyjeżdżają i proszą, i spotykają kogoś, kto potrafi im pomóc. Spowiadają się, czują, że uzależnienie przeszkadza. Czym bardziej w nich rozbudzi się pragnienie modlitwy, pragnienie świętości, tym bardziej to uzależnienie ich kłuje, tym więcej mają motywacji, by coś z tym zrobić. Umacniając sferę duchową, osłabia się uzależnienie – mówi ks. Klimczyk. Co staje się tą siłą? – Osoba Pana Boga. To poczucie tęsknoty, że jestem blisko Boga, ale przez uzależnienie nie mogę być tak blisko, jakbym pragnął. A do Boga prowadzi ich właśnie Maryja. To dla mnie w Gietrzwałdzie było niezwykłym odkryciem. Ta tęsknota, rozbudzanie duchowości i prowadzenie przez Maryję wprost w ramiona Chrystusa. Osoby wierzące mają łatwiej niż te, które nie zaznały bliskości Boga – uśmiecha się ks. Jarosław.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół