• facebook
  • rss
  • W imię Boże!

    dodane 06.10.2016 00:00

    Abp Wojciech Ziemba opowiada o swoich pierwszych chwilach na Warmii i wieloletniej pracy w archidiecezji warmińskiej.

    Ks. Piotr Sroga: Kiedy i w jaki sposób rozpoczęły się kontakty Księdza Arcybiskupa z archidiecezją warmińską?

    Abp Wojciech Ziemba: Właściwie większość lat mojego życia spędziłem na Warmii lub w jej sąsiedztwie. Pierwszy raz zetknąłem się z diecezją warmińską – i w ogóle z Olsztynem – 14 i 15 sierpnia 1960 roku. Wtedy, po uprzednim kontakcie listowym, przyjechałem do Warmińskiego Seminarium Duchownego „Hosianum”, aby się osobiście przedstawić jako kandydat do tegoż seminarium. Przyjął mnie ówczesny wicerektor, ks. prof. Tadeusz Pawluk. Oczywiście, wszystko było dla mnie nowe. Chyba najbardziej uderzył mnie krajobraz.

    Z okna pociągu wydawało mi się, że te tereny są jakby niezamieszkałe. Niewielkie wioski, oddalone od siebie, inna architektura. Dopiero później, gdy przeniosłem się do Warmińskiego Seminarium Duchownego, powoli poznawałem środowisko, które miało być moje... w zasadzie na zawsze. Jako student pierwszego roku mieszkałem z kolegami z rocznika w budynku przy ul. Kopernika 47, obok kościoła Najświętszego Serca Pana Jezusa w Olsztynie. Dzisiaj w tym budynku przebywają m.in. księża emeryci. Gdy we wrześniu 2015 r. zamieszkałem w tym właśnie domu jako przyszły emeryt, zorientowałem się, że zajmuję to samo mieszkanie co we wrześniu 1960 roku. W ten sposób koło mojego życia się zamyka.

    W latach 1963–1965 odbył Ksiądz Arcybiskup służbę wojskową w Dęblinie. Czy to doświadczenie wpłynęło w jakiś sposób na późniejsze rozumienie rzeczywistości i posługę pasterską?

    Z pewnością było to ciekawe doświadczenie, ale nie jestem skłonny do przeceniania czasu służby wojskowej. Może był on potrzebny i pożyteczny dla tych alumnów, którzy jeszcze zastanawiali się nad wyborem drogi życiowej. Ja zostałem powołany do wojska z czwartego roku studiów seminaryjnych. Nie miałem już wątpliwości co do swojej przyszłości. Z pewnością spotkałem się z niejako nowym obszarem życia i myślenia młodzieży, podoficerów i oficerów. Muszę podkreślić, że znalazłem wśród nich wiele życzliwości. To było na pewno ważne doświadczenie. Wydawało się, że Polska jest skomunizowana, laicka, a w rzeczywistości było zupełnie inaczej. Rzucony w obce środowisko mogłem jednak czuć się jak u swoich.

    Z jakimi planami duszpasterskimi przychodził Ksiądz Arcybiskup 10 lat temu na Warmię? Czy udało się je wypełnić?

    Do pracy duszpasterskiej przygotowuje najpierw seminarium duchowne. W pewien sposób także wychowanie domowe, udział w życiu rodzinnej parafii są doświadczeniem, które może się przydać w przyszłej pracy duszpasterskiej. Natomiast trudno mówić o jakimś programie, z którym szedłbym do pracy czy to parafialnej, czy seminaryjnej, czy diecezjalnej. Najpierw jest pytanie: z czym się spotkam, np. w archidiecezji warmińskiej. Najważniejsze jest poznanie terenu, także od strony historycznej. Warmię już znałem, także historię Kościoła na tym terenie. Ale minęło 13 lat od czasu opuszczenia archidiecezji warmińskiej – najpierw byłem w Ełku, później – w Białymstoku. To oznaczało, że tę lukę należy wypełnić. Utworzono nowe parafie, nastąpiły zmiany personalne, powstał Wydział Teologiczny i Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie. Wielu księży nie znałem. Tymczasem ich znajomość jest bardzo ważna w pracy duszpasterskiej. Biskup sam niewiele może zrobić w konkretnej parafii bez pomocy kapłanów. O programie pracy duszpasterskiej w parafii, a tym bardziej w diecezji, można mówić dopiero po pewnym czasie, po należytym rozpoznaniu sytuacji.

    Ksiądz Arcybiskup pełnił w archidiecezji warmińskiej posługę kapłańską i biskupią przez wiele lat. Czy istnieje jakaś specyfika Kościoła warmińskiego?

    Archidiecezja warmińska ma dwie charakterystyczne cechy, które ją wyróżniają spośród innych w Polsce. Najpierw to historia. Najlepiej ilustruje ją tzw. Szlak Biskupów Warmińskich w parafii Butryny (Bałdy). Napotykamy na nim imiona biskupów i niekiedy miejsce ich pochodzenia. Niektórzy byli ze Śląska, inni z Łużyc. Później pojawiają się imiona i nazwiska o polskim brzmieniu. Po bp. Ignacym Krasickim imiona i nazwiska biskupów są niemieckie, a po II wojnie światowej znowu polskie. Trzeba zauważyć, że od powstania diecezji warmińskiej (1243 r.) niemal wszystko się zmieniało. Najtrwalsze okazały się struktury kościelne: diecezja (1243 r.), kapituła katedralna (1260 r.), seminarium duchowne (1565 r.) oraz Zgromadzenie Sióstr św. Katarzyny (1583 r.). Z przeszłości wynika druga cecha charakterystyczna Kościoła na Warmii: zmiany narodowościowe. Bardzo dobrze tę sytuację ilustrują statuty synodalne kilkunastu synodów diecezji warmińskiej. Najpierw ciągle powtarzają się upomnienia, aby Ewangelię głosić w języku zrozumiałym dla wiernych, a więc po niemiecku, po polsku, w języku Prusów, zależnie od potrzeby. Agendy liturgiczne także brały tę specyfikę pod uwagę. Na przykład krótko przed II wojną światową wydana przez sługę Bożego bp. Maksymiliana Kallera agenda liturgiczna oprócz łaciny uwzględniała języki niemiecki, polski oraz litewski. Dzisiaj, poza nieliczną mniejszością niemiecką, wierni posługują się językiem polskim. W dalszym ciągu jeszcze wyczuwa się różnice wynikające z przemieszczenia ludności po ostatniej wojnie.

    Która z funkcji sprawowanych przez Księdza Arcybiskupa była największym wyzwaniem: rektora seminarium, wykładowcy teologii biblijnej, biskupa pomocniczego, ordynariusza...?

    Wszystkie, wyżej wymienione zadania mają swoją specyfikę. Może do wykładów dobrze przygotowują studia specjalistyczne, ale tylko w pewnym sensie. Natomiast nie ma szkoły, która przygotowywałaby rektorów, a tym bardziej biskupów. Oczywiście, są liczne przykłady, literatura tematu, ale ostatecznie swoje zadanie w Kościele trzeba rozpoznać i szukać takiej metody pracy, aby była ona najbardziej skuteczna. W życiu chrześcijanina jest jakiś fundament, np. przedmiot wiary, obowiązki wynikające z wiary, sposób życia, które są u wszystkich niemal identyczne. Różnice dotyczą tzw. obowiązków stanu. Jeżeli fundament jest dobrze zbudowany, to wszystko, co na nim powstaje, nie jest takie trudne.

    Jakie znaczenie dla Księdza Arcybiskupa miał Synod Archidiecezji Warmińskiej? Jakie owoce przyniósł?

    I Synod Archidiecezji Warmińskiej był bardzo ważny nie tyle dla mnie osobiście, ile dla Kościoła na Warmii. II wojna światowa, sytuacja powojenna zostały naznaczone zmianami, do których należało się odnieść. Zasadnicze zadanie Kościoła jest zawsze to samo: głosić Ewangelię. Ale co robić, aby to głoszenie było skuteczne? Już podczas prac synodalnych okazało się, że nie wystarczy zbadać sytuację i postawić diagnozę. Konieczna jest nowa ewangelizacja i to natychmiast. Jeszcze podczas trwania synodu rozpoczęły się przygotowania do tzw. rekolekcji ewangelizacyjnych. Powołano do istnienia 30 grup ewangelizacyjnych, w których skład wchodził zwykle kapłan i 10 osób towarzyszących, najczęściej z ruchów kościelnych. Przygotowanie tych grup trwało jeden rok. Zanim Ojciec Święty ogłosił nową ewangelizację w całym Kościele, my już od roku prowadziliśmy rekolekcje ewangelizacyjne w każdej parafii. Te rekolekcje przyniosą owoce, niekoniecznie natychmiast, ale na pewno swój ślad pozostawią. Nie mniej ważnym owocem synodu jest Archidiecezjalna Szkoła Biblijna, która pięknie się rozwija. Jej absolwenci zakładają w swoich parafiach kręgi biblijne.

    Jakie są, według Księdza Arcybiskupa, obecnie wyzwania duszpasterskie przed Kościołem na Warmii i w Polsce?

    Jak powiedziałem, trzeba wykorzystać rekolekcje ewangelizacyjne. Przede wszystkim należy zadbać o powstanie wielu grup modlitewnych, które prowadzą do większej integracji ludzi wierzących. Innym zadaniem wynikającym z natury Kościoła, a bardziej uświadomionym przez synod, jest reaktywacja katechezy parafialnej. Nie chodzi o konkurencję z katechezą szkolną. Ta ostatnia jest bardzo ważna, bo ułatwia młodemu człowiekowi synchronizację wiedzy szkolnej z wiedzą, którą zdobywa na lekcjach religii. Katecheza parafialna ułatwia włączanie dzieci i młodzieży w rodzinę parafialną.

    Podczas posługi biskupiej w archidiecezji warmińskiej miała miejsce peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Miłosierdzia połączona z ewangelizacją. Jak ocenia Ksiądz Arcybiskup owoce tego czasu?

    Najpierw odbyła się peregrynacja obrazu Jezusa Miłosiernego. W ten sposób archidiecezja przygotowała się do ogólnokościelnego Roku Miłosierdzia. Ta peregrynacja była bardzo ważna od strony praktyki duszpasterskiej. Tylko najstarsi kapłani pamiętali peregrynację kopii obrazu jasnogórskiego na początku lat 80. XX wieku. Księża i wierni uczyli się prawdy o Bożym miłosierdziu, a także uczyli się radować się pięknie z poznania tej prawdy. Natomiast peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Miłosierdzia miała miejsce kilka lat później i przebiegała jakby szlakiem utartym przez poprzednią peregrynację. Nawiedzenie Matki Bożej Miłosierdzia w kopii obrazu ostrobramskiego odbywało się po zakończeniu rekolekcji ewangelizacyjnych w parafii. Matka Miłosierdzia jakby zapraszała wiernych do Kany Galilejskiej, do kościoła parafialnego, aby szukających nawrócenia pouczyć: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2, 5).

    Wybrał Ksiądz Arcybiskup jako zawołanie biskupie zdanie: „Bóg bogaty w miłosierdzie”. Jaka jest geneza tego wyboru i czy ta prawda była obecna w biskupim posługiwaniu?

    Zostałem nominowany na biskupa pomocniczego warmińskiego w roku 1982. Nieco wcześniej św. Jan Paweł II ogłosił swoją drugą encyklikę „Dives in misericordia” (Bóg bogaty w miłosierdzie). Ta encyklika, zwłaszcza odkrywany wówczas sposób prezentacji różnych prawd wiary przez Ojca Świętego, zrobiła na mnie duże wrażenie. Później nastąpiło pogłębianie tej prawdy. Szczególnie w Białymstoku zapoznałem się z postacią wileńskiego kapłana, teologa miłosierdzia Bożego, jakim był bł. Michał Sopoćko, spowiednik św. s. Faustyny Kowalskiej. Tej dewizy biskupiej nie zmieniłem. Towarzyszyła mi w Olsztynie, Ełku, Białymstoku i znowu w Olsztynie. Dzisiaj, w Roku Miłosierdzia, jeszcze lepiej widzę, że odniesienie swojej przyszłości biskupiej do Bożego miłosierdzia było niezwykle trafne. Przecież wypełniać swoje kapłańskie zadania w jego duchu jest równoznaczne z tradycyjnym, chrześcijańskim zawołaniem: „W imię Boże!”.• piotr.sroga@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół