• facebook
  • rss
  • „Jestem prawdziwy, żyję”

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 09/2017

    dodane 02.03.2017 00:00

    Przed prezbiterium stoi kobieta. Pełna entuzjazmu pyta ludzi, tłumnie wypełniających kościół: „Czy jesteście głodni Boga?”, „Chcecie współpracować z Duchem Świętym?”. Ludzie krzyczą: „Tak!”. „W takim razie musimy być Nim ochrzczeni!”.

    Kiedy Duch Święty przychodzi, wypełnia nas darami, żebyśmy mogli kontynuować dzieła Jezusa. Chrystus mówi: „Królestwo Boga nadchodzi, uzdrawiajcie chorych”. Słyszeliście to? On w Ewangelii do uczniów nie powiedział: „Módlcie się za chorych”, a: „Uzdrawiajcie chorych, wyganiajcie demony”. Za każdym razem, kiedy Jezus posyłał uczniów, żeby głosili królestwo Boże, towarzyszyło temu demonstrowanie jego mocy. Bo królestwo Boże nie objawia się w słowach, ale w mocy – mówi. Jej słowa przerywane są radosnymi okrzykami.

    Ludzie pragną rozmowy

    Nidzica z górującym nad miastem zamkiem krzyżackim. Na jej obrzeżach stoi kościół pw. Miłosierdzia Bożego. Przed nim dziesiątki samochodów, w nim tłum. Wśród ludzi ci, którzy pragną uzdrowienia, rozwiązania problemów, naprawy relacji. Trwają jednodniowe rekolekcje uwielbienia, które prowadzi Armia Dzieci ze świecką misjonarką z USA Marią Vadią. – Jezus powiedział apostołom, że do jakiegokolwiek miasta nie wejdą, jeżeli ich przyjmą, mają tam uzdrawiać chorych i powiedzieć im, że „królestwo Boga jest tutaj”. I my właśnie jesteśmy w takim mieście – mówi Maria Vadia. – Stąd hasło naszego spotkania: „Uwielbienie drogą do uzdrowienia”. To owoc wcześniejszych wieczorów uwielbienia, które prowadzi parafialna wspólnota Wieczernik Uwielbienia – wyjaśnia proboszcz ks. Andrzej Midura. – Ludzie pragną rozmowy z Jezusem, spotkania.

    Zmienia się rzeczywistość

    Maria Vadia jest znaną w świecie charyzmatyczną ewangelizatorką. Jak sama mówi, otrzymała od Boga misję głoszenia słowa Bożego. Dlatego nieustannie podróżuje po Afryce, Ameryce i Europie. Przyjechała i do Nidzicy, by „każdy mógł oddać swoje życie Jezusowi i wstąpić do rodziny Boga”. – Jak to się stało? Duch Święty wie – śmieje się Aneta, liderka parafialnej wspólnoty Wieczernik Miłosierdzia. Sięga pamięcią do pierwszych wieczorów uwielbienia, których owocem jest pobyt Marii Vadii w Nidzicy. – Bóg działa, uzdrawia, uwalnia przez uwielbienie. A u nas – niedzielna Msza św. i... nic się nie dzieje, żadnych znaków od Boga, że kocha, troszczy się o nas, zabiega. Kolejny tydzień, współmałżonek, który się nie zmienia, dzieci i szef, który ma pretensje. Do tego wścibska sąsiadka, samochód się zepsuł, za tydzień przyjeżdża teściowa... I znów niedzielna Eucharystia. A spowiedź to jedynie przed świętami – wymienia Aneta. – Dlatego była w nas tak ogromna potrzeba ewangelizacji, przyprowadzenia ludzi do Jezusa, by oni w końcu Go dostrzegli, że On żyje, pragnie być uczestnikiem, a nie widzem. Stąd pomysł na pierwsze spotkania modlitewne. – I ludzie przychodzili do kościoła, uwielbiali Boga i zaczynali doświadczać, że to wyjątkowe miejsce, że to moje miejsce spotkania z Chrystusem – mówi Aneta. – Kiedy chwalimy Pana, wysławiamy Go, zmienia się rzeczywistość, Jezus jest pośród nas i dokonuje cudów. W atmosferze chwały Bożej otwierają się serca, a Bóg w końcu może wejść w nasze życie, uzdrowić, uwolnić, wlać radość i szczęście. Bo wieczór uwielbienia, dziś – cały dzień, to nie jest przyjść i ładnie zaśpiewać, zagrać na jakimś instrumencie, ale stanąć przed Nim takim, jakim jestem. By stać się jak dziecko – dodaje Joanna. Planowali jedynie warsztaty uwielbienia dla wspólnoty, które miała poprowadzić Maria Vadia. – Ale Bóg miał swój plan i zorganizował dzień uwielbienia dla całego Kościoła – uśmiecha się.

    Zasiane ziarno

    – Duch Święty jest duchem radości. Już nie jesteśmy niewolnikami strachu, ale synami i córkami Boga. Teraz możemy wołać: „Tato!”. Podnieście swoje ręce i wołajcie do Niego. Wiedzcie, że Bóg jest waszym Tatą. Kiedy patrzy na was, uśmiecha się. On czeka z otwartymi ramionami – głosi Maria Vadia. Rozbrzmiewa kolejna pieśń. Śpiew przeplata się z oklaskami, coraz więcej rąk unosi się ku niebu. Niektórzy zaczynają wręcz tańczyć. – Niektórzy przyszli popatrzeć, inni z konkretną sprawą, intencją. Ale i jedni, i drudzy przyszli do Boga – mówi Aneta. Doskonale wie to ze świadectw. Bo nawet ci, którzy przyszli jedynie z ciekawości, co się w tym kościele dzieje, że ponoć tańczą, płaczą i śmieją się, nawet zasypiają w Duchu – oni też dotykają królestwa Bożego. – Pamiętam modlitwę o wylanie Ducha Świętego podczas jednego z pierwszych wieczorów uwielbienia w naszej parafii. Podchodzę. Spoczynek w Duchu Świętym. Asia podchodzi, to samo. Stała za nami dziewczyna, która nas nie znała. Pierwszy raz była świadkiem czegoś takiego. Pomyślała, że jesteśmy podstawione, takie kiepskie aktorki amatorki. Że przyjechałyśmy z człowiekiem z Warszawy, który wówczas prowadził modlitwę. Podeszła do ołtarza i Jezus ją dotknął. Spoczęła w Duchu Świętym – wspomina Aneta. Później ta dziewczyna dała świadectwo, że Chrystus jej powiedział: „Jestem prawdziwy, żyję”. Mówiła i płakała, że przyszła sprawdzić, czy to jakieś fałszerstwo i oszustwo, a Pan Jezus ją dotknął.

    Jeśli przyjdzie

    Bóg w rodzinie pani Jolanty był zawsze. – Ale On nie był radosny. Był ukrzyżowany i cierpiący. I moja modlitwa była taka sama. Na tym wzrastałam, nie znając radości, którą poznałam teraz – mówi. Kiedy przyszła niespełna rok temu na pierwsze uwielbienie, siedziała w ostatniej ławce, skąd niewiele widać i również nie jest się widzianym. – Nie wiedziałam, co ja tutaj robię, po co przyszłam. Do tej pory modliłam się, ale w skupieniu, gdzieś na osobności. I przecież tak powinno być, nie tak głośno, nie w podskokach, tak radośnie i śpiewająco – wspomina. Pierwszy wieczór uwielbienia, drugi, trzeci... – Przed następnym już w domu nie mogłam wytrzymać. Jeszcze dwa tygodnie, jeszcze tydzień, już jutro! Myślę, że tak jest z każdym. Mówi się, małe miasteczko. Tak. Ale dzięki temu jest i inny przekaz, koleżanka koleżance powie. Ta się może i boi, jest niepewna. Ale z ciekawości przyjdzie. Jeśli przyjdzie, to wsiąknie, zostanie i powie następnej: „Przyjdź” – mówi pani Jolanta. Zapewne dlatego kościół Miłosierdzia Bożego w Nidzicy wypełniony jest tłumem. Starsi, młodzi, rodziny z dziećmi. Niektórzy blisko ołtarza, wznoszą do góry dłonie, głośno śpiewają. Inni nieco wycofani. Siedzą na ławkach z tyłu świątyni. Patrzą, próbując włączyć się w śpiew.

    Naucz się

    „Uwielbienie drogą do uzdrowienia”, cały dzień modlitwy, konferencje Marii Vadii, modlitwa uwielbienia i śpiew prowadzone przez Armię Dzieci – i już w czasie tych dziesięciu godzin każdy może ujrzeć wspaniały cud. Konfesjonał i długa kolejka, która mimo upływającego czasu nie staje się krótsza, choć ludzie od konfesjonału odchodzą. Wśród nich i ci, którzy nie spowiadali się od 30, 40 lat. Maria Vadia w końcu prosi, aby każdy, kto pragnie oddać swoje życie Chrystusowi, wyszedł z ławki, podszedł do prezbiterium. Pierwszy przychodzi chłopak, za nim starsza pani, później dziewczyna. Po kilku minutach przejście między ławkami wypełnia się ludźmi. Wysoko unoszą dłonie, zaczynają się modlić, oddając Jezusowi swoje życie, wyrzekając się szatana, jego kłamstw i grzechu. „Jezus jest Panem! Dzięki Ci, Jezu!”. Potem modlitwa o wylanie Ducha Świętego i Eucharystia jako zwieńczenie wspólnej modlitwy, najcudowniejsze spotkanie z Bogiem. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół