• facebook
  • rss
  • Drużyna z rozmachem

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 15/2017

    dodane 13.04.2017 00:00

    – Tak się jakoś złożyło, że na pierwszych zawodach pobiłam o 4 metry rekord Polski w pchnięciu kulą – mówi Halina Romanowska, 76-letnia olsztynianka.

    W Polsce odbywają się zawody lekkoatletyczne dla seniorów, na które jeździ grupka hobbystów z Olsztyna. Choć nie ma dla nich klubu lub zorganizowanej formy treningów, radzą sobie doskonale. Cztery osoby – Jerzy, Sławek, Maria i Halina – stworzyły drużynę, która od dwóch lat zdobywa krajowe i międzynarodowe nagrody. Sami się organizują, sami wszystko finansują i... wygrywają.

    Mocne wejście

    – Mój brat Jerzy jest byłym mistrzem województwa w pchnięciu kulą oraz rzucie dyskiem i młotem. Był to początek lat 70. Potem przez 40 lat nie uprawiał sportu. W roku 2015 dowiedział się, że w Nowym Mieście Lubawskim organizowane są zawody dla weteranów sportowych. Zgłosiliśmy się wtedy pierwszy raz – mówi Sławomir Jabłoński. Obydwaj bracia wystartowali. Jerzy ustanowił od razu w rzucie młotem szkockim nowy rekord Polski. Już przy pierwszej próbie. Sławek również zajął miejsca na podium. Obydwu panom spodobało się to tak bardzo, że zaczęli trenować i przygotowywać się do następnych zawodów. Oprócz tego postanowili wciągnąć w te działania dwie panie: ich siostrę Marię Malgrem i sąsiadkę Halinę Romanowską. – Zapytałem Halinkę, czy uprawiała kiedyś sport. Odpowiedziała, że kiedyś w szkole rzucała oszczepem – a było to 60 lat temu. Tak została włączona do naszej ekipy. Potem jeszcze namówiliśmy siostrę i zaczęły się treningi – mówi Sławomir. – To wszystko przez odwiedziny u Jabłońskich. Kiedyś przyszłam do nich, gdy był w mieszkaniu Jurek. Zobaczył, że się rześko poruszam i zapytał brata: „Słuchaj, a ona do sportu by się nie nadała?”. I tak mnie wciągnęli. Na początku nie chciałam, ale u Jabłońskich nie ma „nie” – mówi Halina Romanowska. Przed wyjazdem do Sopotu, gdzie wzięła udział w swoich pierwszych zawodach, był trening, na którym rzucała m.in. dyskiem, młotem i młotem szkockim. – Tak się jakoś złożyło, że na pierwszych zawodach pobiłam o 4 metry rekord Polski w pchnięciu kulą. Sławek pilnował wszystkiego, bo ciężary poszczególnych kul były różne i był jakiś przelicznik. A on krzyczał: „Jeszcze troszkę i masz medal!” – wspomina pani Halina. Olsztynianka pamięta wielką radość i wspaniałą atmosferę. – Tam człowiek jest młody, wszyscy są na „ty”. Na początku może czuliśmy się nieco obco. Byliśmy nowi. Ale po zdobyciu medali zaczęło się nawiązywanie kontaktów. Na pierwszych zawodach zdobyliśmy 18 medali. Zauważono nas – mówi. Wśród konkurencji był również rzut granatem, którym Halina rzuciła... też medalowo. Mówi, że teraz sąsiedzi mogą czuć się bezpieczni – w razie czego ich obroni. Do Sopotu nie ćwiczyli rzutu oszczepem, ale potem trzeba było zająć się i tą dyscypliną. Problem był w tym, że nie mieli oszczepu. Trenowali więc na... trzonku od szczotki. – Zresztą granatu też nie mieliśmy, ale rzucaliśmy śrubokrętem z doklejonym ciężarkiem – śmieją się panie. Podczas kolejnych zawodów, gdy przyszła pora na rzut oszczepem, coś nie funkcjonowało i oszczep leciał jak śledź. – W pewnym momencie poszedł do mnie jeden z panów, który mnie obserwował, i zaczął w kole, przed rzutem, tłumaczyć i pokazywać mi, jak powinnam wykonywać rzut poprawnie. To wszystko podczas mistrzostw – śmieje się Halina. Zresztą z treningami nie było łatwo. Nie było gdzie ich organizować. Dopiero dzięki życzliwości rektora UWM w Olsztynie znalazło się miejsce na treningi na uniwersyteckim stadionie.

    Ostry trener

    – Jednym z większych przeżyć w moim życiu były I Mistrzostwa Polski Weteranów w Lekkoatletyce, w których startował mój starszy brat. Był to rok 2015, a my pojechaliśmy jako kibice. Jurek pojawił się znikąd i zdobył złoty medal oraz pobił rekord Polski. Wszyscy byli zaskoczeni, że facet, którego wcześniej nie widzieli, tak dobrze sobie poradził – wspomina Maria Malgrem. Jerzy Jabłoński od tamtej pory regularnie startuje w zawodach dla weteranów. Nazwa może nieco mylić, bo weteranami mogą być już osoby po 35. roku życia. Maria zobaczyła, że wśród uczestników zawodów są ludzie starsi od niej: 60+, 70+, 80+ i starsi. Był nawet jeden zawodnik, mający na karku 105 lat. – Pomyślałam sobie wtedy: „Kurczę, dlaczego miałabym nie spróbować?”. A tak się dobrze złożyło, że mój drugi brat Sławomir zaczął mnie namawiać na treningi. Było to na początku kwietnia 2016 roku – wspomina Maria. Rodzinna ekipa sportowców z Olsztyna pojechała na I Mistrzostwa Polski Seniorów w Rzutach Nietypowych. Czym było zaangażowanie w sport? – To było dla mnie oderwanie się od garów. Spotkaliśmy się może dwa lub trzy razy przed zawodami – ja, Halinka i Sławek. On był naszym trenerem i nie popuszczał nam. Nawet krzyczał: „Co ty robisz? Nie masz bioder?”, ale nas to mobilizowało i byłyśmy posłuszne – mówi z uśmiechem seniorka sportsmenka. Pierwsze mistrzostwa były bogate w sukcesy. Maria zdobyła cztery złote i dwa srebrne medale, Halina w kategorii 75+ zdobyła 6 złotych medali i pobiła dwa rekordy Polski byłych lekkoatletek. Wszystkiemu towarzyszyło wielkie zaskoczenie i wybuchy radości. – Tak się zaczęło. Okazało się, że tyle drzemie w nas możliwości. Atmosfera na zawodach okazała się fantastyczna. 99,9 proc. ludzi zajmuje się tam sportem dla siebie i dla kontaktów z innymi. Mój brat Jurek, kiedy widzi np., że jego konkurent robi złe obroty, uczy go, jak je powinien wykonać prawidłowo – mówi Maria Malgrem. Atmosfera w środowisku sportowców weteranów jest rodzinna i często zawody przypominają piknik – każdy przynosi coś do jedzenia i wszyscy częstują się nawzajem.

    Do roboty!

    Czy było coś trudnego w podjęciu sportowych trudów? – To jest dziwne. Nienawidzę kuli, a każą mi pchać – śmieje się Maria. – Lepiej wychodzi mi rzut młotem. Kiedy nim kręcę, czuję, że zaraz brat-trener mnie ochrzani, że coś zrobiłam źle. Żarty. Robimy półobroty, bo poszczególne dyscypliny są dopasowane do naszego wieku i sprawności. Żeby zrobić pełny obrót, trzeba cały rok intensywnie trenować. Już niedługo, w maju, kolejne zawody, na których olsztyńskie sportsmenki zamierzają ostro konkurować z innymi. Dlaczego tak zaangażowały się w uprawianie sportu w jesieni życia? – Najgorsze, co może się człowiekowi zdarzyć – to siedzenie w domu i patrzenie całymi dniami w telewizor. Spotkałam ponadstuletniego faceta, który biegał. Dlaczego młodsi emeryci nie mieliby tego robić? Sześćdziesiątki powinny spędzać aktywnie czas, zamiast siedzieć w domu. A wszystko dla zdrowia i samopoczucia – mówi energicznie Maria. Od kwietnia do września trwa sezon lekkoatletyczny i seniorzy z Olsztyna już się szykują na udział w poszczególnych imprezach. Rodziny są w większości zadowolone ze sportowego hobby najbliższych. – Mój mąż bardzo się cieszy, że mam takie zdrowe zajęcie i mnie bardzo popiera – mówi Maria. – Moja córka na początku bardzo się o mnie martwiła i mówiła, że zwariowałam, ale już się teraz przyzwyczaiła – uśmiecha się Halina. Co chciałaby powiedzieć osobom w swoim wieku? – Niech nie siedzą i niech nie kręcą młynków palcami, ale niech się biorą do roboty. Niech nie czekają na śmierć, ale przeżyją to, co jeszcze przed nimi. Zamiast giełdy dolegliwości proponuję sport i poczucie młodości – dodaje.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół