• facebook
  • rss
  • Kto tu się modlił?

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 28/2017

    dodane 13.07.2017 00:00

    – Nie wyobrażam sobie wakacji bez kolonii Caritas, bez dzieci. To już jest częścią mojego życia – uśmiecha się pani Janina.

    Ta wakacyjna przygoda rozpoczęła się przy naszych wigilijnych stołach. Zanim zasiedliśmy z rodzinami do wieczerzy, być może zapaliliśmy świecę Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. – To był symbol, że w tym radosnym okresie narodzin Jezusa myślimy o potrzebujących i wspomagamy ich.

    Świeca Caritas na wigilijnym stole jest od lat świadectwem naszej pamięci o tych, w których każda pomoc budzi nadzieję i wiarę w solidarność ludzi. Każdy malutki płomień składa się na wielkie dzieło, tworzy ogromne ognisko miłości, daje szansę dzieciom na godne dzieciństwo – mówi Aleksandra Ptak z Caritas Archidiecezji Warmińskiej. Właśnie z pozyskanych pieniędzy z tej zbiórki pochodzą pieniądze na dofinansowanie kolonii letnich, które co roku odbywają się w Archidiecezjalnym Centrum Młodzieżowym Caritas Archidiecezji Warmińskiej we Fromborku. Pięć turnusów, ponad 200 dzieci, które mogą wyjechać z rodzinnych domów i spędzić wakacje w niezwykle urokliwym i bogatym w historie miejscu, gdzie od wieków kanonicy katedralni swoim życiem i posługą wpływają nie tylko na losy diecezji, ale i całego świata.

    Tam spacerował Kopernik

    Nad miastem góruje katedra pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Za okalającymi ją murami stoją kanonie, miejsca, gdzie kiedyś mieszkali kanonicy. To tam spacerował Mikołaj Kopernik, rozmyślając nad swoim dziełem, które miało zrewolucjonizować poglądy ludzkości na temat Ziemi i Słońca. Dziś zapewne po tych samych ścieżkach biegają dzieci. Ich krzyk odbija się od murów budynków otoczonych drzewami, które w upalne dni dają przyjemny cień. Na drugi turnus kolonii przyjechali uczestnicy z Ornety, Jezioran, Żegotów i Olsztyna. Jeszcze kilkanaście lat temu budynki były w ruinie. Zapomniane, zaniedbane przez komunistyczną władzę. Dziś tętnią życiem. Kanonie fromborskie są jedynym w swoim rodzaju architektonicznym zespołem w północnej Polsce. Domy fromborskich kanoników to budowle nawiązujące do stylu polskich dworków o bogatym wyposażeniu wnętrz, usytuowane w ogrodach. Pierwsza wiadomość o nich została zawarta w przywileju lokacyjnym Fromborka z 1310 roku. – Kanonia św. Stanisława jest zbudowana na fundamentach domu Mikołaja Kopernika. To jedna z ciekawostek – mówi ks. Piotr Brygoła, dyrektor ośrodka Caritas we Fromborku. W kanonii jest kuchnia i stołówka, z której korzystają nie tylko koloniści, ale też – przez cały rok – ubodzy mieszkańcy miasteczka. – Cały teren uporządkował i wyremontował zrujnowane kanonie mój poprzednik, ks. Janusz Sztygiel – dodaje ks. Piotr. Dzieci śpią w kanonii św. Piotra, gdzie znajduje się młodzieżowe schronisko. – Korzystają z niego i inne grupy. Od wiosny do jesieni, kiedy Frombork zapada w sen zimowy. Często nocują tu międzynarodowe grupy rowerzystów, którzy przemierzają Warmię i Mazury. Każdy jest zachwycony wzgórzem katedralnym i okolicą. Krajobrazy, cisza, nadmorski klimat... Jest to więc doskonałe miejsce na nasze kolonie – podkreśla ks. Brygoła. Dzięki dofinansowaniu z pieniędzy pochodzących z Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom, przyjechać może tu każdy. W pomoc włączają się i instytucje miasta, kuratorium oświaty, jak i miejscowa parafia. Dla niektórych jest to jedyna szansa na spędzenie wakacji poza domem. – Wiadomo, dobrze jest zmienić środowisko, odpocząć od domu, może trudności i kłopotów. To czas spokoju, zabawy, wycieczek i wielu atrakcji – dodaje.

    Koloratka robi swoje

    Ważnym aspektem jest wypoczynek, ale równie istotnym elementem jest to, by był to także czas spędzony z Bogiem. Dba o to kl. Mateusz Kruszewski z Wyższego Seminarium Duchownego „Hosianum” w Olsztynie. – Kiedy byłem na praktyce, otrzymałem propozycję, by pojechać na kolonie Caritas i pomóc w ich prowadzeniu. Bez wahania się zdecydowałem. Praca z dziećmi wymaga wiele energii, ale jest niezwykłym czasem, kiedy poznaje się ich historie, rozmawia o Bogu w tak prosty sposób, że człowiek sam zaczyna zastanawiać się nad istotą wiary. Staramy się między atrakcje i zabawy wprowadzić modlitwę, takie trwanie z Bogiem, zauważanie Go w pięknie przyrody, w widokach na Zalew Wiślany, choćby podczas zachodów słońca. Także w duchu pobożnym spędzamy tych dziesięć wspólnych dni, takiej przygody z Panem Jezusem – mówi kl. Mateusz. Dzieci codziennie uczestniczą we Mszy św. w archikatedrze. – To najważniejszy punkt dnia. Odrywamy się od gier, wyciszamy. Oczywiście, każdy dzień rozpoczynamy od modlitwy, a kończymy wspólnym Apelem Jasnogórskim – dodaje. Mimo że jest klerykiem, przez dzieci postrzegany jest jak ksiądz. – Koloratka robi swoje – śmieje się. – Służę każdemu. A dzieci są w różnym wieku. Przychodzą, pytają. To są ciekawe rozmowy, które mnie ubogacają.

    O trudnych rzeczach nie będę mówić

    – Mam na imię Tadeusz – przedstawia się przewodnik grupie kolonistów. Wszyscy stoją przed wejściem do archikatedry. I mimo że wiele dzieci mieszka nie tak daleko od Fromborka, to po raz pierwszy mają możliwość obejrzenia jej i usłyszenia związanych z nią ciekawych historii. Dzięki uprzejmości proboszcza ks. Jacka Wojtkowskiego mogą zajrzeć w każde miejsce, dotknąć płyt nagrobnych, usiąść w stallach. – A tu kto stoi? – pyta przewodnik. Ktoś nieśmiało odpowiada: „Dzieci”. – Każdy niech wymieni swoje imię – śmieje się pan Tadeusz. Nawiązuje się dialog: „skąd jesteście, opowiedzcie coś o swoich miastach”. – A teraz ja wam pokażę archikatedrę we Fromborku – mówi i zaprasza do wejścia do świątyni. – Kto tu się modlił? – pyta. Padają odpowiedzi: „ktoś ważny”, „Mikołaj Kopernik”, „każdy biskup”. Grupa wchodzi do kościoła. Dzieci zadzierają głowy, by przyjrzeć się sklepieniu. Patrzą na kardynalskie kapelusze, uczepione wysoko na złączeniu łuków. Pan Tadeusz snuje opowieść o Koperniku i kanonikach, że każdy miał pod opieką swój ołtarz, tu się modlił, odprawiał Mszę św. W trakcie ważnych świąt zapalał na nim świece. Opowiada o licznych płytach nagrobnych i pochowanych kanonikach. – A pani wszystko notuje. Dlaczego? – zwraca się do jednej z opiekunek kolonii. – Bo później będzie konkurs wiedzy o katedrze, a ja muszę ułożyć pytania – wyjaśnia. – To ja o trudnych rzeczach nie będę mówić – uśmiecha się pan Tadeusz. Wszyscy przechodzą przed stary ołtarz, który znajduje się w nawie bocznej kościoła. Matka Boża Fromborska. – To najstarszy ołtarz z XVI w. – wyjaśnia i opowiada o Madonnie oraz czterech ojcach Kościoła.

    Dzieci są różne

    – Nie wyobrażam sobie wakacji bez kolonii Caritas, bez dzieci. To już jest częścią mojego życia. Pobyt tu sprawia mi wiele przyjemności – uśmiecha się Janina Krzyżanowska, kierownik kolonii. – Wszyscy, którzy pracują w Caritas, są ludźmi otwartymi, angażują się z potrzeby serca. Bo tu nie chodzi o wyrwanie się z domu, ale o służenie, o dawanie siebie z miłości do dzieci. To jest chyba... taka pasja – dodaje. Tegoroczne kolonie odbywają się pod hasłem zaczerpniętym ze św. Brata Alberta: „Bądź dobry jak chleb”. – Staramy się, by dzieci nie tyle uczyły się, co doświadczyły, czym jest miłość, czym jest dobro, obecność drugiego człowieka i nawiązywanie pozytywnych relacji. Tego chyba nam dziś brakuje w świecie. Choć dobrych ludzi nie brak – mówi pani Janina. Zauważa, że dzieci potrzebują zainteresowania, by odpowiadać na ich potrzeby, poświęcać im wiele czasu. – Dzieci są różne, jak każdy z nas – mówi. – Ale przecież nie ma niedobrych dzieci. Wystarczy przytulić, pogłaskać po głowie, powiedzieć, że są dobre, wartościowe, kochane. One szybko przyjmują to ciepło. To jest bardzo ważne. – Na koloniach Caritas jestem drugi raz. Jest bardzo fajnie. Jest dużo zabaw. W zeszłym roku chodziliśmy nad morze, graliśmy w różne gry, bawiliśmy się w różne zabawy. W tym roku też tak jest. To fajny czas, wiele ciekawych miejsc i znajomi, których lubię – mówi Hubert. – Jestem też drugi raz. Wiadomo, kiedy się jedzie, człowiek zastanawia się, kto będzie, czy będę miała z kim spędzić czas. Ale, jak co roku, te obawy nie są potrzebne. Tu jest zawsze cudownie. Nie żałuję, że przyjechałam. Później są wspomnienia, nowi znajomi, dobra zabawa. To cała przyjemność. Nie mogłam się doczekać tegorocznego wyjazdu. Pierwszy dzień, zapoznanie się, to ciekawy czas. Później wycieczka do Krynicy Morskiej... Tu każdy dzień jest inny – mówi Wiktoria. Jak co roku, wyjazd na kolonie Caritas, to jej jedyny wakacyjny pobyt poza rodzinnym domem. Kacper po raz pierwszy przyjechał na kolonie Caritas. – Wcześniej myślałem, jak tu będzie. Trochę strachu, ale i nadziei, że poznam nowych kolegów, że spędzę tu dobry czas. Dziś czuję się tu bardzo dobrze – mówi. Podobnie dziesięcioletnia Dominika szybko znalazła tu nowych przyjaciół. – Fajni przyjaciele – uśmiecha się. – Pierwszy dzień to rozpakowywanie, ścielenie łóżek i spotkanie, kiedy się poznawaliśmy. Na początku nieśmiało, ale po kilku zabawach czułam się, jakbym znała niektórych od lat. Dobrze się dogadujemy – podkreśla. – Pani zapytała mnie, czy chcę jechać na te kolonie. Ja zapytałam rodziców. Pozwolili mi, z czego się cieszę. Poznałam wiele nowych koleżanek i kolegów. Pierwszy raz w życiu jestem we Fromborku. Myślałam, że to jakieś małe miasteczko i że będzie tu okropnie. A jest świetnie – wyznaje Kornelia.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół