• facebook
  • rss
  • Maryja w zamkniętym klasztorze

    oprac. ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 30/2017

    dodane 27.07.2017 00:00

    Te miejsca dzieli 60 kilometrów. Łączą je jednak doświadczenie Bożej interwencji i... walka o polskość.

    5 sierpnia 1877 r., podczas objawień w Gietrzwałdzie, dziewczynki zapytały Matkę Bożą o klasztor w Łąkach Bratiańskich, czy wkrótce będzie ponownie czynny, i usłyszały odpowiedź: „Tak, będzie czynny, jeśli gorliwie będziecie się modlić”. Jaka jest historia tego klasztoru i dlaczego pytały o niego wizjonerki? Tematem zajął się olsztyński dziennikarz Mirosław Rogalski.

    Pruska Częstochowa

    – Abp Edmund Piszcz w 1956 r. opracował monografię „Łąki Bratiańskie. Miejsce pielgrzymkowe i klasztor oo. reformatów”. Oto w wielkim skrócie historia tego miejsca. Kiedy w 1243 r. powstała diecezja chełmińska, należała do niej ziemia lubawska, granicząca z diecezją warmińską. W późnym średniowieczu w Łąkach Bratiańskich koło Nowego Miasta Lubawskiego ukazała się Matka Boża. Cudami słynącą figurę umieszczono w klasztorze, którego kustoszami stali się ojcowie reformaci – opowiada M. Rogalski. Historycy podają, że przed I rozbiorem Polski istniało w naszym kraju ponad tysiąc ośrodków kultu maryjnego. To jednoczyło Polaków. W wyniku splotu okoliczności taką rolę spełniły dwa sąsiadujące ze sobą sanktuaria – w Łąkach Bratiańskich i Gietrzwałdzie. Dzieli je ok. 60 km, mają podobny charakter, oba niekiedy porównywano z Częstochową. – Koronacja w roku 1752 Matki Bożej Łąkowskiej koronami papieskimi wywołała wzmożony napływ pątników. Pielgrzymi przyczynili się do rozsławienia tego miejsca. Na przełomie XVIII i XIX w., z uwagi na patriotyczne oddziaływanie, Łąki Bratiańskie nazywano „pruską Częstochową” lub „Częstochową Północy”. Pielgrzymki przybywały z różnych stron – z pobliskiej Warmii i części Mazur, z Kaszub i Borów Tucholskich, ale też z Mazowsza, Kujaw i Wielkopolski. To stało się solą w oku władz pruskich. Ustawa z 1810 r., znosząca klasztory w całej monarchii pruskiej, objęła również Łąki. Ostatecznie 27 września 1875 r. zamknięto klasztor w Łąkach, a wszystkie zabudowania przeszły na własność państwa – mówi olsztyński dziennikarz.

    Matka z woli Bożej

    Po zamknięciu przez władze pruskie klasztoru sam kościół przetrwał do 1882 roku. Niestety, w maju całkowicie spłonął podczas pożaru. Cudowną figurę Matki Boskiej Łąkowskiej przeniesiono do kościoła w Nowym Mieście Lubawskim. – Jednak pielgrzymi nadal przychodzili do Łąk. Gdy czciciele Maryi dowiedzieli się o Gietrzwałdzie, już w czasie objawień, a także zaraz po nich skierowali się w stronę sanktuarium na Warmii. Abp Edmund Piszcz widzi w tym pewną symbolikę: „Wszystko dzieje się z woli Bożej. W efekcie skoro zamyka się jedno miejsce kultu, to Matka Boża otwiera coś drugiego, niejako po sąsiedzku, żeby na tych ziemiach Ona była obecna, żeby był żywy kult Jej Syna” – przytacza Mirosław Rogalski. W ten sposób sąsiadujące ze sobą miejsca objawień połączyło pragnienie doświadczenia Bożej interwencji w sprawy Polaków, którzy przeżywali bolesne chwile. Dlatego Gietrzwałd okazał się tak ważny również dla mieszkańców Łąk Bratiańskich. – Wiadomości o tym, że w Gietrzwałdzie na klonie koło kościoła Maryja ukazała się polskim dzieciom i przemówiła do nich po polsku, nie schodziła ze szpalt prasy polskiej. W efekcie narodził się olbrzymi ruch pątniczy do „warmińskiej Częstochowy”. Bywało, że jednego dnia do tego miejsca przybywało kilka tysięcy pielgrzymów. Potwierdzają to wypowiedzi, zarejestrowane w archiwum dźwiękowym Polskiego Radia Olsztyn – mówi M. Rogalski.

    Biskupie wspomnienia

    O powszechnym kulcie maryjnym i zainteresowaniu objawieniami na warmińskiej ziemi świadczą świadectwa warmińskich biskupów, które Mirosław Rogalski wydobył z radiowych archiwów. – Kard. Józef Glemp, wywodzący się z Inowrocławia, w audycji przygotowanej na 25. rocznicę otrzymania przez niego godności kardynalskiej, nawiązując do swoich związków z Warmią, powiedział: „Warmia jest mi bardzo bliska. Nie tylko dlatego, że tu rozpoczynałem moje biskupstwo i uczyłem się biskupstwa, ale też z moich rodzinnych przeżyć. Obydwie moje babki, (...) nie znając się, przychodziły do Gietrzwałdu podczas objawień Matki Bożej w 1877 r. z pielgrzymami podążającymi z Wielkopolski i Kujaw. Wywarło to wielki wpływ na całe życie mych babek, które otaczały modlitewną opieką swoje liczne dzieci i wnuki. Obrazy z Gietrzwałdu wisiały na ścianach i były w wielkim poszanowaniu” – opowiada olsztyński dziennikarz. Każdy z warmińskich biskupów zetknął się w młodości z opowieścią o Gietrzwałdzie. – Abp Wojciech Ziemba, pochodzący spod Tarnowa, historię Warmii poznał między innymi z ustnych przekazów. Starsi ludzie na południu Polski sporo opowiadali o tym, co działo się w odległych stronach, które przez lata były pod panowaniem Cesarstwa Niemieckiego – mówi M. Rogalski. Tak wspomina to abp Ziemba: „Pamiętam, że moja ciocia, siostra mojej mamy, a zarazem moja matka chrzestna, gdy dowiedziała się, że jadę do seminarium duchownego do Olsztyna, to mi wszystko dokładnie o Gietrzwałdzie opowiedziała. Okazało się, że tam, w Galicji, był żywy kontakt z ziemiami na północy. Ponieważ Matka Boża przemówiła do dzieci w języku polskim, znalazło to bardzo głośny odzew również w zaborze austriackim. Te zdarzenia odebrano może słabiej w kontekście religijnym, a bardziej w sensie patriotycznym, polskim. To było możliwe, bo w Galicji autonomia była duża, a poczucie patriotyzmu ogromne”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół