GN 42/2020 Archiwum

Pociągi pełne łez

Mogli zabrać ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy, ale musieli zostawić ziemię, domy i sąsiadów...

Druga wojna światowa zmieniła zupełnie krajobraz społeczno-polityczny Warmii i Mazur. Rdzenna ludność w większości opuściła te tereny, a na jej miejsce przybyły osoby z różnych terenów II Rzeczypospolitej. Wśród nich byli mieszkańcy Wileńszczyzny, których tylko w pierwszej połowie 1945 r. przybyło ponad 30 tys. Im też poświęcono konferencję „70-lecie przybycia Polaków z Wileńszczyzny na Warmię i Mazury”, zorganizowaną na Wydziale Humanistycznym UWM w Olsztynie.

Dwa razy ograbieni

Dyskusja rozpoczęła się od analizy nazwy na przesiedlenie ludności Wileńszczyzny. – Repatriacja znaczy powrót do ojczyzny. Prusy Wschodnie, Dolny Śląsk, Pomorze, dokąd trafili Polacy z Litwy, nie były ich ojczyzną. Była nią Wileńszczyzna. O żadnym powrocie nie ma więc mowy. Repatriacja to zatem termin fałszywy, używany przez polskich propagandzistów komunistycznych dla ukrycia prawdziwego charakteru tej migracji. W 1945 r. większość Polaków nie chciała wyjeżdżać z Litwy, chociaż już była opanowana przez Rosjan. Na skutek rosyjskich nacisków i represji to nastawienie się wkrótce zmieniło. Bardzo wielu ludzi, szczególnie z AK-owską przeszłością, uciekało w obawie o życie – swoje i rodzin – wyjaśniał prof. Witold Gieszczyński. Dlatego też przyjęto, że odpowiednim określeniem będzie „ekspatriacja”.

Podczas spotkania przedstawiono referaty m.in. na temat warunków transportu w czasie przesiedleń, dziejów wileńskich lekarzy przybyłych do Olsztyna oraz historii przesiedlonych na warmińską wieś. Dramat Kresowiaków rozpoczynał się już podczas transportu, bo można było zabrać ze sobą jedynie niewielką część majątku, pozostawiając bezpowrotnie nierzadko dorobek kilku pokoleń. – Sam transport to był koszmar. Odnotowano wiele skarg na żołnierzy radzieckich. Przedmiotem dyskusji w roku 1946 był rozbój. Dowódcy radzieccy tłumaczyli się, że to nie ich podwładni, ale jacyś maruderzy – mówił prof. Wiesław Łach.

Dom na czterech

Po przybyciu na Warmię i Mazury ludność przesiedlona zajmowała opuszczone przez Warmiaków mieszkania i gospodarstwa. Jednym z takich przykładów są dzieje Milewiczów i Mikulskich, które przytoczył na konferencji ich potomek, mgr Piotr Bojarski. Obydwie rodziny dotarły na Warmię jednym transportem. – Mój pradziadek, Franciszek Milewicz, zajął połowę domu, a drugą – rodzina Mikulskich. Tak poznali się moi dziadkowie, mieszkali przez drzwi. Właściwie nie znali się wcześniej, choć na Wileńszczyźnie należeli do jednej parafii. Ich domy były jednak oddalone od siebie 10 km – mówił.

Oczywiście, samo zajęcie gospodarstwa nie załatwiało sprawy. Trzeba było złożyć wniosek do ówczesnych władz. – Obydwaj pradziadkowie otrzymali tego samego dnia poświadczenie własności w Nowej Wsi. Jedną z bolączek w pierwszym okresie po przybyciu było zamieszkiwanie domu przez wiele rodzin. W przypadku Milewiczów i Mikulskich były to cztery rodziny. Po pewnym czasie przyznano wszystkim po jednej czwartej zajętego majątku. Na szczęście, było co dzielić. – Pewną ciekawostką jest fakt, że Powiatowa Komisja Osadnictwa w Lidzbarku Warmińskim przyznała pradziadkom na własność to, co sami przywieźli z Kresów – podaje Piotr Bojarski.

Prześledzone dzieje wielu Wilniuków pokazują, że podjęli oni pracę nad odbudową Warmii i angażowali się na wielu płaszczyznach życia społeczno-gospodarczego. Przykładem jest postać Antoniego Daszkiewicza, którego dzieje przedstawiła jego wnuczka – dr Maria Korybut-Marciniak. Zapisał się w dziejach województwa warmińsko-mazurskiego jako kierownik Laboratorium Drogowego w Olsztynie.

Konflikt litewsko-polski

Konferencja zakończyła się dramatycznym wystąpieniem dr. Bogusława Rogalskiego, doradcy ds. międzynarodowych w Parlamencie Europejskim, który przedstawił problem dyskryminacji polskiej mniejszości na Litwie. – Temat, o którym pragnę mówić, jest niepoprawny politycznie, przemilczany, a często zakłamany – uprzedzał na wstępie, mówiąc, że na Litwie trwa walka Polaków o ich tożsamość i język. – Nowe otwarcie dokonało się w roku 1991, kiedy po upadku ZSSR wydawało się, iż te dwa państwa będą budować swoje relacje w oparciu o dobrosąsiedzkie stosunki. W 1994 r. podpisano traktat, który reguluje szczegółowo prawa mniejszości litewskiej i polskiej w obydwu państwach. Niestety, obecnie mamy do czynienia z jawną dyskryminacją Polaków – uważa dr Rogalski.

Prelegent przedstawił konkretne przykłady świadczące o nieposzanowaniu praw Polaków na Litwie. Mówił np. o przypadkach utraty pracy z powodu porozumiewania się w języku polskim. Polacy w Wilnie stanowią ponad 18 proc. ludności, ale już w powiecie solecznickim aż 60 proc. Z tego powodu Litwa ma obowiązek ochrony praw tej mniejszości. Jak zaznaczył jednak prelegent, niestety, działania władz w ostatnich latach uderzyły przede wszystkim w polskie szkolnictwo. Wprowadzono ustawy, które nałożyły obowiązek uzyskania nowej akredytacji według niekorzystnych dla Polaków warunków. W ten sposób w rejonie wileńskim liczba polskich szkół spadła o 60 placówek.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama