Nowy numer 21/2018 Archiwum

Gdzie jest zakopana Tora?

– Warunkiem pozwolenia na budowę było cofnięcie synagogi w głąb ulicy, aby nie znajdowała się ona w jednej linii z pozostałymi domkami. Miała być niewidoczna – mówi Krystyna Szter.

Na 52 gminy żydowskie powiatu olsztyńskiego były w XIX w. dwie synagogi – w Olsztynie i Barczewie. Ta druga jest dziś miejscem spotkań i opowiadania o dawnej historii. Opiekę nad nią roztacza Krystyna Szter, prezes braniewskiego oddziału Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Pojezierze”.

Nie było rabina, ale...

– W połowie XIX w. władze pruskie pozwoliły osiedlać się na tych terenach Żydom. Przybyli oni wtedy między innymi do Barczewa. Nie było ich tu nigdy zbyt wielu, ale utworzyła się niewielka wspólnota – mówi K. Szter, która przestudiowała lokalne archiwa i przeprowadziła wiele rozmów na ten temat. W Barczewie zamieszkali przedstawiciele średniej klasy. Mieli tu swoje sklepiki i różne rzemiosła: fabrykę tytoniu, octu i dywanów. Jednocześnie przynależeli do gminy żydowskiej w Olsztynie. – Żyli w bardzo dobrych relacjach z katolikami i protestantami. W archiwum znalazłam określenie „nasze polskie, katolickie Żydy”. To świadczy, że uważano ich za swoich. Zresztą angażowali się w działalność charytatywną, co mogło pogłębiać sympatię do nich – mówi pani prezes. Wspólnota żydowska z Barczewa była ambitna i dlatego jej członkowie postanowili utworzyć własną gminę. Aby to się stało, musi być 24 mężczyzn, którzy skończyli 10. rok życia. Jedną z oznak zakorzenienia w danym miejscu jest również kirkut, czyli cmentarz, gdzie materializuje się troska o pamięć o przodkach. Dlatego barczewscy Żydzi najpierw zorganizowali kirkut i dom pogrzebowy. – Dopiero potem postanowiono wybudować dom modlitwy. Trochę to trwało, bo zgody musieli udzielić ówczesny burmistrz i Kościół katolicki. Ostatecznie wyznaczono miejsce w najbiedniejszej dzielnicy Barczewa. Warunkiem było także cofnięcie synagogi w głąb ulicy, aby nie znajdowała się ona w jednej linii z pozostałymi domkami. Miała być niewidoczna – mówi pani Krystyna. Zakupiono przepiękną parcelę, przy wodzie, która była przecież potrzebna szczególnie w szabat. Do dziś na zewnątrz znajduje się fragment mykwy, gdzie Żydzi obmywali się. Był rok 1848, kiedy rozpoczęto budowę pierwszej, drewnianej synagogi w Barczewie. Potem przyszedł czas na budowę murowanej, co trwało około 10 lat. – Zadbano o najdrobniejsze szczegóły: odpowiedni układ budynku, Tora w drewnianej skrzyni i balkon zwany „babińcem”, gdzie modliły się kobiety. Nie było co prawda rabina, ale był kantor, który mieszkał nieopodal synagogi. Przed II wojną światową budynek świątyni nie był do końca wykończony, brakowało podłogi i dlatego modlono się na klepisku – opowiada K. Szter.

Wehrmacht w synagodze

Spokojne życie skończyło się w 1933 roku. Wtedy naziści doszli do władzy i zaczęło się szkalowanie mniejszości żydowskiej. Władze zniechęcały do robienia zakupów u Żydów, nie zapraszano ich na żadne uroczystości. – Atmosfera była tak zła, że członkowie gminy zaczęli z Barczewa wyjeżdżać i, co jest absurdalne, wyjeżdżali do Niemiec. Choć byli tacy, którzy udawali się na przykład do Ameryki. Ostatecznie po kilku latach został tylko kantor i kilka starszych osób. W roku 1937 kantor postanowił sprzedać synagogę, co się udało. Nową właścicielką budynku została Katharina Kuk, mieszkanka Barczewa. Zapłaciła 4800 marek – mówi Krystyna Szter. Pieniądze zostały przeznaczone na utrzymanie starszych Żydów, którzy zostali w miejscowości. W archiwach znajduje się notatka o odtransportowaniu ich do ochronki w Olsztynie. Potem słuch o nich zaginął. Zanim sprzedano synagogę, trzeba było, zgodnie ze zwyczajem, zabezpieczyć najważniejszą księgę, czyli Torę. – Podobno w takich wypadkach Torę się zakopuje, bo jest ona przywiązana do miejsca. Ja wierzę, że ta Tora jest gdzieś w pobliżu zakopana – uśmiecha się pani Krystyna. Budynek ocalał, nie został spalony ani w czasach nazistowskich, ani podczas działań wojennych. Zresztą podczas wojny był używany, tylko do innych celów niż religijne. Najpierw przyjeżdżali do Braniewa żołnierze niemieccy na wypoczynek i w budynku dawnej synagogi odbywały się dla nich warsztaty modelarskie. Krystyna Szter wyciąga z szuflady fajansową filiżankę, którą znaleziono wśród rupieci. Na dnie widać symbol Rzeszy i rok – 1942. To właśnie świadek tego czasu. – W ostatnie dwa lata wojny w synagodze zorganizowano więzienie dla 11 kobiet. W ciągu dnia pomagały gospodyniom niemieckim, a na noc tutaj wracały. W styczniu 1945 r., gdy zbliżała się armia sowiecka, Niemcy wycofywali się z Barczewa, a kobiety zostawiono z wiadrem wody, która w mgnieniu oka zamarzła, bo tak było mroźno – opowiada pani prezes. Zamknięte w budynku ogrzewały się własnymi ciałami, czekając na ocalenie. Rosjanie weszli do miasta i hulali po mieście, paląc wiele budynków, ale kobiet i synagogi nie ruszyli.

Modlitwa po latach

Po wojnie synagoga popada w ruinę. Jest miejscem spotkań przy winie i pełni rolę szaletu miejskiego. Nikt jej nie chce. – W jednym z domów znaleziono zabawkę w formie kiwającego się Żyda. Jest to stara zabawka. Matka dziecka, które ją znalazło, wyrzuciła ją. Ale miała jakieś instynktowne przeczucie, że powinna ją zostawić w dawnej synagodze, i tak też się stało – tam ją potem znaleźliśmy – mówi Krystyna Szter. W latach 70. ubiegłego wieku Muzeum Warmii i Mazur zagospodarowało budynek jako magazyn, w którym gromadzono różne eksponaty. W pewnym momencie do Barczewa przybyła Barbara Hulanicka, kustosz muzeum w Reszlu, i urządziła w roku 1980 Muzeum Tkactwa. Było to już godniejsze zagospodarowanie budynku dawnej synagogi. Sytuacja zmieniła się ponownie, kiedy w roku 1990 budynek przeszedł na własność SSK „Pojezierze” w Olsztynie. – Dziś mieści się tu Galeria Sztuki im. Barbary Hulanickiej, której dzieła znajdują się nawet w Watykanie. Od kwietnia do końca września każdego roku galeria jest czynna. Goście przyjeżdżają z kraju i z zagranicy. Były także grupy z Izraela. Internet robi swoje – opowiada pani Krystyna. Dwa lata temu odwiedzili Barczewo ortodoksyjni Żydzi z USA. Spytali, czy mogą się pomodlić, ale nie było Tory, więc odjechali szybko. – Jednak w tym roku, kiedy robiłam porządki wiosenne, przyszło dwóch panów z tym samym pytaniem. Wyjaśniłam, nauczona doświadczeniem, że nie ma w budynku Tory. Okazało się, że są to Żydzi reformowani, bardziej liberalni. Była sobota. Wyjęli modlitewniki i nakrycia ciała i rozpoczęli modlitwy – wyjaśnia opiekunka synagogi. Po latach popłynęła do Boga modlitwa, która dawniej odbywała się tu w każdy szabat. Mężczyźni zostawili pani Krystynie modlitewnik w języku hebrajskim i angielskim. Do synagogi przybywa coraz więcej osób, a Krystyne Szter ma pełne ręce roboty. Znając doskonale historię miejsca, jest obecnie duszą tego miejsca i pomostem między przeszłością a przyszłością. W tym roku ugościła 1300 osób. Zaprasza uczniów z olsztyńskich szkół i organizuje warsztaty.

Płyty pamięci

Dwa lata temu Kinga Rawińska z Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie oznajmiła, że wie, gdzie znajdują się macewy z Barczewa. Chodzi o żydowskie płyty nagrobne. – Stwierdziłam, że muszę je ściągnąć do naszego miasta na ich dawne miejsce. W czerwcu 2017 r. przywieziono je ze Stębarka. Nie znałam się na tym, ale szukałam wiadomości. Położyliśmy je na trawniku przy synagodze. Ktoś zarzucił mi, że tak nie może być, że to nie jest godne miejsce. Ale dotarłam do jednego z profesorów, który zajmuje się tą tematyką, i on mnie uspokoił. Okazuje się, że one nie mają znaczenia kultowego, są po prostu pamiątką – wyjaśnia Krystyna Szter. Wśród kamiennych głazów są te z napisami niemieckimi i hebrajskimi. Język niemiecki świadczy o tym, że relacje w miasteczku były bardzo dobre i chciano, aby wyznawcy innych religii mogli odwiedzać groby znajomych. Na każdej macewie znajduje się krótka historia zmarłego. Wszystkie zostały przetłumaczone na język polski. Jedna z tych historii opowiada o Hugonie Pollnowie. „Urodził się 12.07.1872 roku, zmarł 2.01.1918 roku. Zmarł jako ofiara wypadku. Kupiec Hugo Pollnow urodził się w Ełku, jego żoną była Mina ur. w Lewin, a rodzicami Hermann Pollnow i Eva ur. w Laser. Według aktu zgonu zwłoki znaleziono w stawku przy szosie do Ruszajn. Pollow zmarł zimowego wieczoru podczas powrotu z dworca kolejowego do domu. W tym dniu były silne zamiecie śnieżne (...)”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma