GN 03/2020 Archiwum

Zobaczymy, co będzie...

– Życie mi pokazało, że jesteśmy narzędziem w rękach Boga, a to, co czynimy, jest Jego błogosławieństwem – mówi pani Ewa.

Życie na gospodarstwie zaczyna się o piątej rano. Trzeba wstawać, bo w oborze krowy czekają, obrządek, sporo pracy, dopiero później jest czas na śniadanie. Chwila dla siebie i rodziny, a później znów praca. Latem – plony do zebrania, wiosną – orka, jesienią – ziemniaki trzeba kopać.

– Zwierzęta są pierwsze w kolejności, mleko trzeba oddać. Wkoło krów życie się toczy – uśmiecha się pani Ewa. Ale okazuje się, że tak do końca nie jest. Bo państwo Jończykowie, pomimo że obowiązków im nie brakuje, sporo wysiłków wkładają w życie rodzinnej parafii. Właśnie za ich chrześcijańską postawę w tym roku otrzymali medal „Prodesse Auso”, który został ustanowiony dekretem abp. Edmunda Piszcza 30 listopada 2003 roku. Przyznaje się go dla uznania postawy moralnej i społecznej oraz zaangażowania na rzecz ewangelizacji, kultury chrześcijańskiej, obrony życia poczętego, sztuki i zabytków sakralnych, dobroczynności, edukacji i wychowania chrześcijańskiego oraz praw człowieka.

Czy każdy zna prawdę?

– Otrzymaliśmy to poczucie wspólnoty parafialnej i wiarę od naszych rodziców. Byli bogobojni i pobożni – opowiada pan Wojciech. – Z dzieciństwa do dziś pamiętam niedzielną drogę do kościoła na Mszę św., a były do przejścia ponad trzy kilometry. Czy to zima – a wówczas zimy były śnieżne i mroźne – czy to upalne lato, szło się razem. Aut wtedy nie było. Jeżeli napadało dużo śniegu, tak że drogi nie było widać, a śnieg tworzył jednolitą płaszczyznę, tata zaprzęgał konie do sań i jechało się saniami. Latem chodziło się pieszo. Trzeba było z rana wyjść, bo Msza św. była o dziewiątej. A droga powrotna niekoniecznie prosta, bo zachodziło się do kolegów, czasem zbierało jabłka czy gruszki spod przydrożnych drzew – wspomina.

– Ten czas płynął zupełnie inaczej niż dziś. Dziś jest – można powiedzieć – „straszniej”. Każdy narzeka, że do kościoła daleko, że nie ma czasu, że nie ma jak – dodaje pan Wojciech. – Kiedyś z wioski się zmawiało kilka osób. Jutro niedziela, to wychodzimy o tej godzinie. I szło nas czasem i po dziesięć osób. A dzisiaj? Każdy wsiada w samochód i jedzie... Niekoniecznie do kościoła, częściej do sklepu – mówi pani Ewa. – Myślę, że to z nadmiaru dobra materialnego. Tak często sobie myślę, że dziś dla ludzi liczy się tylko „ja” – dodaje. Przykład rodziców, wiara i modlitwa pozwalają im żyć inaczej. – Młodzi dziś mają sporządzony plan dnia, tygodnia, miesiąca: „to muszę zrobić, to muszę zrobić”... A ja myślę: „Zobaczymy, co będzie...”. Przecież nie znam jutra. Mam cel, ale nic więcej. Czy go zrealizuję? Powierzam to Bogu. Życie mi pokazało, że jesteśmy narzędziem w rękach Boga, a to, co czynimy, jest Jego błogosławieństwem – opowiada pani Ewa.

Właśnie dlatego zawsze ma czas dla kościoła. – Wyprasuję obrusy, posprzątam świątynię, umyję podłogę, zadbam, żeby dom Boży był czysty, bo przecież tu sprawowana jest Eucharystia. Czasu mamy tyle samo, co mieli nasi dziadowie, nawet więcej, bo oni nie mieli elektryczności ani maszyn. I dbali o dom Boży i wiarę. A dziś każdy wie dużo, ale czy zna prawdę? – dodaje.

Godni wyróżnienia

Państwo Jończykowie są zaskoczeni wyróżnieniem. Mniej zaskoczony jest proboszcz ks. Piotr Wójcik. To on wnioskował, by dwa małżeństwa z jego parafii – Ewa i Wojciech Jończykowie oraz Genowefa i Krzysztof Olewińscy – otrzymali medale archidiecezji warmińskiej. – Są to ludzie umiejący żyć w zgodzie z Panem Bogiem, z drugim człowiekiem i ze sobą. Ich świadectwo życia, bycie w Kościele, to jest dla nich rzecz naturalna. Mówią o sobie skromnie, ale są prawdziwym świadectwem dla innych. Oczywiście chodzi o aspekt wiary, ale nie tylko. Dzięki ich pomocy materialnej mogliśmy wiele rzeczy zrobić, chociażby przy świątyni. Ktoś może powiedzieć, że mają takie możliwości. Ale ile osób też ma, a nic nie robi dla Kościoła i drugiego człowieka... – mówi proboszcz.

– Są godni tego wyróżnienia, bo dają świadectwo życia chrześcijańskiego, nie szczędzą środków, jeśli chodzi o materialne sprawy – dodaje ks. Piotr. – Pan Bóg błogosławi, więc mamy czas na wszystko i mamy się czym dzielić. Praca jest ważną sprawą, ale samą pracą nie można żyć. Jeśli będziemy tak robić, to i praca może nas zagonić w mroczne strony życia, bo najważniejszą rzeczą ma być wiara, zrozumienie drugiego człowieka. Jest wartość nadrzędna, nie bożek pieniążek, a Pan Bóg i wiara – podkreśla pan Wojciech.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama