• facebook
  • rss
  • Wkoło rozsypane Hostie

    dodane 14.06.2012 00:00

    Wywieziony do Rosji, do kopalni wapna, zmarł wycieńczony głodem i katorżniczą pracą. Mógł uniknąć tego losu, gdyby uciekł przed zbliżającym się frontem.

    
Ksiądz Ferdynand Podlech urodził się 22 lutego 1878 roku w miejscowości Stare Monasterzysko należącej do parafii Błudowo. Jego rodzice Peter i Catharina byli rolnikami. Miał sześcioro rodzeństwa, czterech braci i dwie siostry. Po szkole podstawowej młody Ferdynand rozpoczął naukę w Braniewie. Po maturze wstąpił do seminarium duchownego. Święcenia kapłańskie otrzymał 31 stycznia 1904 r. we Fromborku.


    Kapłański szlak

    
Jako neoprezbiter pracował w Lutrach. Po kilku miesiącach został wikariuszem, a rok później tymczasowym administratorem w Lubieszewie. Od 12 kwietnia 1906 r. ks. Podlech kontynuował pracę duszpasterską jako wikariusz w parafii w Tujcu, a rok później w Wilczkowie.

    Po czterech latach, 10 maja 1910 r., został drugim wikariuszem, a 18 listopada 1912 r. pierwszym wikariuszem w Jezioranach. Tam nabierał pierwszych doświadczeń jako duszpasterz młodzieży. Po dziewięciu latach, 14 sierpnia 1919 r., biskup warmiński Augustyn Bludau powierzył mu już jako proboszczowi parafię w Kraszewie. 
Posługę w parafii rozpoczął misjami świętymi, by odnowić życie duchowe parafian. Również dał się poznać jako dobry gospodarz. Z pomocą parafian odmalował wnętrze świątyni, odnowił stacje drogi krzyżowej, zainstalował trzy nowe dzwony, wyremontował ogrodzenie i uporządkował cmentarz. Gdy w 1927 r. doprowadzono do Kraszewa prąd, ks. Podlech zelektryfikował świątynię. W zimie budynek kościoła był ogrzewany.
W okresie nazizmu ks. Ferdynand Podlech był pod stałą obserwacją Niemców, którzy przyglądali się jego zaangażowaniu i gorliwości duszpasterskiej wśród młodzieży. Ksiądz Ferdynand pracował w parafii Kraszewo do lutego 1945 r., kiedy został uwięziony przez NKWD w pobliskim Kłębowie, następnie przewieziony do Wielochowa i dalej do Wystruci. Na początku marca 1945 r. wywieziono go na Syberię, gdzie zmarł w kopalni wapna w 1946 roku.


    Profanacja kościoła

    
Tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Kraszewa, na plebanii ks. Ferdynand ukrył grupę mieszkańców, w tym polskie dziewczęta przebywające na przymusowych robotach. Kiedy czerwonoarmiści wkroczyli do wioski, splądrowali kościół i zrabowali paramenty liturgiczne. – Rosjanie wkroczyli do Kraszewa 5 lutego 1945 r. Było około godz. 17.00, gdy przyszli na plebanię.
– Byliśmy wszyscy razem w piwnicy. Zostaliśmy wyprowadzeni do pokoju i jeden z żołnierzy pilnował nas. W nocy ksiądz był kilkakrotnie prowadzony do piwnicy, raz chodziło o elektryczną pompę wodną. Rosjanie myśleli, że jest to aparatura służąca do kontaktów z Niemcami i chcieli zastrzelić proboszcza, jednak po wyjaśnieniach uwierzyli, że jest to pompa wodna. Rosjanie zostali przez całą noc na plebanii i pili sporo wina mszalnego z zapasów parafialnych. Rano odjechali i wzięli ze sobą całą żywność. Wcześniej potłukli porcelanę i szyby w oknach. Po odjeździe żołnierzy ksiądz proboszcz poszedł do kościoła, aby odprawić Mszę św. Zobaczył w kościele smutny obraz zniszczeń. Tabernakulum było wyłamane, a konsekrowane Hostie rozsypane wokoło. Kielichy i monstrancję, schowane przez nas pod drugą zakrystią, też znaleźli. W głównym ołtarzu wybili dziurę, pozostałe ołtarze też częściowo zniszczyli. Żołnierze rozbili o posadzkę figury do żłóbka bożonarodzeniowego. Ksiądz proboszcz wrócił smutny z kościoła i powiedział, że żołnierze znaleźli wszystko – wspomina gospodyni ks. Ferdynanda.


    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół