• facebook
  • rss
  • Ekipa od rozplątywania supłów

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 39/2014

    dodane 25.09.2014 00:00

    Poradnie rodzinne. Poprosić o pomoc to nie wstyd, bo problemy ma każdy, a prawdziwą odwagą jest zmierzenie się z nimi i próba ich rozwiązania.

    Początki poradnictwa rodzinnego w Polsce łączą się z wprowadzeniem w 1956 roku ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży. W odpowiedzi na prawo uderzające w dobro polskich rodzin episkopat zlecił organizowanie katolickich poradni małżeńskich. Pierwsze takie poradnie na Warmii pojawiły się w latach 60. ubiegłego wieku. – W 1965 roku z Komisji ds. Duszpasterstwa wyłoniła się Komisja ds. Duszpasterstwa Rodzin i zaczęła się regularna praca, przygotowywanie doradców. W przyszłym roku będziemy świętować 50-lecie działalności – opowiada Feliksa Łudczak, diecezjalny doradca rodzin.

    Profilaktyka

    Poradnie rodzinne działające przy parafiach mają za zadanie nie tylko pomagać rodzinom w trudnych sytuacjach, ale przygotowują również do zawarcia małżeństwa. – Na początku były przeznaczone tylko dla małżonków, ale potem uznano, że warto zacząć pracować jeszcze wcześniej, by pewnych problemów uniknąć – mówi Feliksa Łudczak. Najczęstszym problemem, z jakim spotykają się doradcy w poradniach rodzinnych, jest brak umiejętności komunikacji.

    – Ludzie bardzo często nie wiedzą, jak ze sobą rozmawiać. Po ludzku mają wszystko: dobrą pracę, duży dom, zdolne dzieci, a oni ciągle na siebie krzyczą – mówi Franciszka Kasprzycka. – Trzeba ludzi nauczyć podstawowych rzeczy: mówienia i słuchania – przyznaje Feliksa Łudczak. Tego też uczą doradcy podczas przygotowania narzeczonych do małżeństwa. – Obecnie większość osób zgłaszających się do poradni to właśnie narzeczeni – mówią doradcy. Z tym, że ze świadomością i zainteresowaniem kursami dla narzeczonych bywa różnie. Niektórzy przychodzą po to, żeby się czegoś dowiedzieć – interesują się teologią małżeństwa, etyką, rozpoznawaniem płodności, odpowiedzialnym rodzicielstwem czy sztuką rozwiązywania problemów, a inni przychodzą, by jak najszybciej kurs „odbębnić” i dostać „papierek”.

    Warto rozmawiać

    Jednak nigdy nie wiadomo, co nawet z takiego „odbębnienia” może jeszcze wyniknąć. – Kiedyś przyszła do mnie para, która z przygotowania do małżeństwa zapamiętała tylko jedną rzecz: kiedy będą mieli jakiś problem, to mogą przyjść do poradni. I po 10 latach małżeństwa faktycznie przyszli. Udało się pewne sprawy rozwiązać. Dlatego zawsze warto mówić, nawet jeśli od razu nie widać odbioru – opowiada F. Łudczak. – W naszym kraju ciągle niestety ludzie wstydzą się korzystać z pomocy. Myślą, że to jedynie ich problem, z którym muszą sami sobie poradzić. Tymczasem nie trzeba się bać, problemy ma każdy, a doradcy mogą pomóc je rozwiązać – zauważa F. Łudczak.

    Posklejane szczęście

    O tym, że nie trzeba samotnie walczyć, świadczą konkretne przykłady z doświadczenia doradców rodzinnych. Franciszka Kasprzycka z poradni przy parafii pw. św. Antoniego w Braniewie wspomina panią, która zgłosiła się do niej w tajemnicy przed mężem, wojskowym, który doprowadził ją do załamania. – Przychodziła do mnie regularnie co tydzień – opowiada Franciszka Kasprzycka. – To była kobieta wdeptana w ziemię. Chciałam, żeby zadbała o siebie, o dzieci – relacjonuje. – W końcu w tym małżeństwie zaczęło się dobrze dziać, rozbity dzbanek zaczął się sklejać. Mąż zmienił podejście do żony, zaczął się interesować rodziną. Cały czas mamy kontakt, są szczęśliwi – opowiada pani Kasprzycka. Przyznaje jednak, że łatwo nie było i miała chwile zwątpienia, że tego supła już się nie da rozwiązać. Podobnie było w innym przypadku. Do poradni w Braniewie zgłosiła się kiedyś matka z synem, który zatracił się w grach komputerowych tak bardzo, że prawie stracił kontakt z rzeczywistością. – To był złożony problem, gdyż okazało się, po indywidualnych rozmowach z matką i ojcem, że u jego podłoża leżał problem małżeński. Chłopak uciekł od tego do komputera, a że sytuacja materialna była dobra, to rodzice kupowali mu coraz to nowe gry, i on w tym siedział – mówi pani Franciszka. – Konieczne jest, żeby ludzie sami chcieli. Jeśli jest dobra wola, to można wszystko naprawić – podsumowuje dyrektor poradni w Braniewie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół