• facebook
  • rss
  • Nie dostaje się za nią orderów

    dodane 03.11.2016 00:00

    Bożena Reszka, dyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego im. Andrzeja Samulowskiego w Gietrzwałdzie, mówi o wartościach, które są dla niej ważne.

    Krzysztof Kozłowski: W lipcu wygrała Pani konkurs na dyrektora Zespołu Szkolno-Przedszkolnego im. Andrzeja Samulowskiego w Gietrzwałdzie. Pierwszy dzień pracy, pierwsza uroczystość – rozpoczęcie roku szkolnego. I decyzja, która została oceniona przez niektórych jako „zhańbienie sztandaru szkoły”. Co takiego się wydarzyło?

    Bożena Reszka: Zgodnie z ogłoszeniem duszpasterskim, z okazji rozpoczynającego się roku szkolnego została odprawiona Msza św. w kościele, w której uczestniczyli rodzice, dzieci i część nauczycieli. W uroczystości co roku, jak mi przekazano, brał udział sztandar Gimnazjum w Gietrzwałdzie im. ks. Zinka. Wiedziałam, że sztandar szkoły podstawowej nie brał nigdy udziału w tej uroczystości. Nawet podczas konkursu pytano mnie, jakie jest moje zdanie na temat uczestnictwa sztandaru w uroczystościach państwowych czy religijnych, które w naszej polskiej tradycji są łączone.

    Jestem członkiem asysty pocztu sztandarowego Regionalnej Sekcji Oświaty NSZZ „Solidarność” w Olsztynie, więc było dla mnie czymś naturalnym, że zabieramy do kościoła sztandar. Okazało się, że to wzbudziło sprzeciw. Uczestniczyłam w wielu uroczystościach państwowych, lokalnych, religijnych, które rozpoczynały się Mszą św. w kościele, i nikogo obecność sztandarów tam nie dziwiła. A tu zarzucono mi, że naruszyłam ceremoniał szkolny, chociaż w tymże ceremoniale wymienione są uroczystości, w których sztandar bierze udział i pierwszą z nich jest uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego. Nie rozumiem także, dlaczego nikomu nie przeszkadza, że w gimnazjum są gazetki: „Jezus w sieci”, „Wartości ks. Zinka”, a przy wejściu do szkoły wisi portret św. Jana Pawła II, natomiast w szkole podstawowej te rzeczy są „zabronione”. Powiesiłam plakat „Czy wiesz, co nosisz?”. Został natychmiast zdjęty.

    Później przedstawiła Pani radzie pedagogicznej, w której większość nauczycieli należy do ZNP, oraz rodzicom propozycję programu wychowawczego. I kolejny konflikt...

    Moją koncepcję pracy szkoły, której zasadniczym elementem był program wychowawczy, przedstawiłam wcześniej na konkursie jako propozycję, bo doskonale wiedziałam, że nie mam prawa go jednoosobowo uchwalić. Wcześniej komisja konkursowa zaakceptowała ten program. Ale ktoś zaczął bić na alarm, że przyszłam z gotowym programem i chcę go na siłę realizować. Media przedstawiły sytuację tak, jakbym narzuciła rodzicom i radzie pedagogicznej – jak to określono – „program szkoły katolickiej”, a zaproponowany przeze mnie model wychowania patriotycznego nazwano „patriotyzmem militarnym”. A była to wyłącznie propozycja przygotowana głównie po to, by zaprezentować własny punkt widzenia członkom komisji konkursowej, bo zawsze ten model wychowania był dla mnie fundamentalny. Stając do konkursu, wiedziałam, że będę sobą i albo komisja uzna to za właściwy kierunek, albo nie będę dyrektorem. To są wartości, którymi po prostu żyję. Program oparłam na Pięciu Prawdach Polaków spod Znaku Rodła: „Jesteśmy Polakami. Wiara naszych ojców jest wiarą naszych dzieci. Polak Polakowi bratem. Co dzień Polak narodowi służy. Polska jest Matką, nie wolno o Matce mówić źle”. W mojej poprzedniej szkole wypisałam te prawdy na gazetce w klasie i część uczniów znała je na pamięć. W propozycji wydarzeń opartych na tych prawdach ujęłam m.in. rocznicę wiktorii wiedeńskiej, obchody 17 września, wieczornicę o Katyniu oraz uroczystości związane z Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Rada rodziców zaproponowała swój program wychowawczy, w części dotyczącej uroczystości szkolnych w znacznej mierze powielony, jednak nie uwzględniono powyższych wydarzeń, natomiast wpisano: Halloween, Dzień Tolerancji, 1 Maja, andrzejki... Rada pedagogiczna zaakceptowała propozycję rodziców z małymi poprawkami.

    Część dotyczącą kultury osobistej i wychowania do życia w rodzinie i społeczeństwie oparła Pani na „Cnotach zapomnianych” Marii Braun-Gałkowskiej.

    Są to: usłużność, delikatność, wyrozumiałość, współczucie, wstydliwość, łagodność, wdzięczność, cierpliwość, wierność i patriotyzm. Tę niewielką pozycję dostałam od koleżanki kiedyś w prezencie. Zawsze miałam ją przy sobie w szkole, a kiedy nadarzała się stosowna sytuacja, czytałam odpowiedni fragment. Pewnego razu – zresztą to zdarza się często – przed drzwiami do klasy rozsypał się komuś plecak. Uczniowie – wszyscy – zrobili duży krok przez przeszkodę i weszli do klasy. Przywitaliśmy się, oni usiedli, a ja tego nie skomentowałam, tylko przeczytałam rozdział „Usłużność”: „(...) to cecha skromna, nie dostaje się za nią orderów”, itd. Zapytałam na koniec: „Zrozumieliście, co było nie tak?”. Zrozumieli. Ale za kilka dni zdarzyła się podobna sytuacja. Przeczytałam więc im to samo. Uczennica zauważyła: „Już nam to pani czytała”. A ja odpowiedziałam: „Nie zapamiętaliście, więc przeczytałam raz jeszcze”. I tak każdą cechę, niezależnie od przedmiotu czy tematu lekcji, omawialiśmy z uczniami, każdego roku, kiedy była sposobność.

    Każdy miesiąc miał przypisaną jedną cechę. Na przykład styczeń miał być miesiącem poświęconym wstydliwości.

    „Wstydliwość to cnota tak zapomniana, że prawie wstyd o niej mówić” – pisze Maria Braun-Gałkowska. „Człowiek wstydliwy nie opowiada każdemu o swoich sukcesach i nie stara się umieszczać siebie w centrum uwagi”. Później miała być delikatność i kolejne cechy: wierność, patriotyzm, łagodność, cierpliwość, itd. „Dziś, gdy dorośli – jak dzieci – chcą mieć dużo i od razu, cierpliwość staje się cnotą zapomnianą” – pisze autorka. To są cechy, których powinno się uczyć od dziecka tak, by w życiu dorosłym stały się odruchem; np. kiedy coś komuś upada, ja się od razu po to schylam, nawet jeśli to dziecko coś upuściło. Posiadanie tych cech jest także oznaką dojrzałości.

    Jak bez wartości można wychować młode pokolenie?

    Bez wartości i autorytetów, które uosabiają te wartości, nie można mówić o wychowaniu. Dlatego to ważne, aby program wychowawczy był skonstruowany wokół patrona szkoły i wartości, które on reprezentuje – w tym przypadku wokół Andrzeja Samulowskiego, który jest autorem słów: „Ojców mowy, ojców wiary brońmy zgodnie młody, stary” zamieszczonych w winiecie „Gazety Olsztyńskiej”. Każdy nauczyciel ma obowiązek wychowywać swoją postawą, swoim przykładem, swoim życiem. Niezależnie od tego, co wyznaje, w co wierzy, jakie reprezentuje poglądy. Bo przecież są wartości uniwersalne, które powinni respektować wszyscy ludzie: nie zabijaj, nie kradnij, nie mów fałszywie, czcij ojca i matkę, nie cudzołóż, itd. Jeżeli nauczyciel jest klarowny i jednoznaczny, nie unika odpowiedzi na pytania dotyczące wiary, poglądów politycznych czy nawet wieku, albo stanu rodziny, dzieci to odczytują właściwie i nie odczuwają, że coś im się narzuca, ale odbierają to jako propozycję, jako uczciwość i odwagę, prawość charakteru człowieka, który mówi to, co myśli, i robi to, co czuje. Rodzice, starsi uczniowie mogą mieć inne poglądy, ale zawsze żyjemy w otoczeniu ludzi o różnych zapatrywaniach. W ten sposób uczymy się choćby tolerancji, mając za przykład autentycznego człowieka, którym winien być nauczyciel. Taki nauczyciel ma szansę stać się autorytetem. Nie wolno dzieci okłamywać. One zadają konkretne pytania i oczekują konkretnych odpowiedzi. Na pytanie: „Czy?” należy odpowiedzieć: „tak” lub „nie”. A na pytanie „dlaczego” – wyjaśnić.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół